293 obserwujących
1354 notki
4276k odsłon
  2947   0

Amantadyna we wczesnym stadium COVID-19 ma szansę powodzenia

Moim zdaniem amantadyna ma szansę powodzenia w zwalczaniu COVID-19, ale we wczesnym stadium. Nie spotkałem jeszcze pacjenta, który by twierdził, że zmagał się z ciężką niewydolnością oddechową albo trafił pod respirator i ten lek okazał się skuteczny. Pamiętajmy, że tylko lekarz może decydować o jego stosowaniu. Nie wolno leczyć się samemu. A doszukiwanie się spisków w sprawie amantadyny to oczywista bzdura – mówi prof. Konrad Rejdak, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.


Prowadzi Pan badania nad skutecznością amantadyny w leczeniu COVID-19. Jakie są efekty pracy konsorcjum naukowego? Czy możemy spodziewać się pozytywnych informacji w najbliższym czasie?

Część administracyjna, niestety, jeszcze trwa. W tej chwili jesteśmy na etapie finalizowania umowy z Agencją Badań Medycznych (ABM). Liczymy na to, że kwestią tygodni jest uzyskanie stosownych zgód i rejestracji. Dodatkowo trzeba przygotować lek badany oraz placebo. Spodziewamy się, że badanie kliniczne nad amantadyną wystartuje z końcem lutego.

W jakich schorzeniach amantadyna jest skuteczna?

Jest to stary lek, wprowadzany we wskazaniu na grypę typu A. Przypadkowo zauważono, że pomagał osobie z chorobą Parkinsona, co przyczyniło się do kolejnych badań i wprowadzenia nowego wskazania dla preparatu. Wirus grypy, jak wiadomo, szybko mutuje, zatem podawanie amantadyny w tym przypadku uległo ograniczeniu. Jednakże w charakterystyce wybranych preparatów generycznych takie wskazanie nadal jest. Dodatkowo amantadynę stosuje się w schorzeniach neurologicznych, na przykład w zespole zmęczenia u pacjentów z SM. Pobudza się dzięki niej stan przytomności u chorych z uszkodzeniem mózgu. Amantadyna poprawia również efekty rehabilitacji u tej grupy pacjentów.

Jest Pan autorem pierwszego raportu klinicznego w literaturze światowej o potencjalnym efekcie ochronnym amantadyny u osób zakażonych SARS-CoV-2. Potem pojawiły się kolejne doniesienia. Włodzimierz Bodnar, specjalista od chorób płuc w Przemyślu, twierdził, że u 90 proc. pacjentów stan kliniczny poprawił się po podaniu amantadyny w ciągu zaledwie 48 godzin. Nie przedstawił jednak szczegółowych danych o grupie leczonych i charakterystyce objawów.

Kiedy wybuchła pandemia, opisaliśmy z prof. Griebem, jak chorzy, którzy brali lek we wskazaniach neurologicznych, mimo zakażenia wirusem SARS-CoV-2, mieli bardzo łagodne objawy albo wręcz bezobjawowy przebieg COVID-19. Dotyczyło to 15 pacjentów z chorobą Parkinsona i SM, przyjmujących amantadynę. Z biegiem czasu pojawiły się kolejne informacje, które znamy głównie z doniesień medialnych. Z jednej strony cieszę się, że te wyniki są spójne z moimi doświadczeniami, ale jedyną możliwością weryfikacji danych jest szczegółowa publikacja. Na dobrą sprawę nic nie wiemy o charakterystyce tych pacjentów, których leczono amantadyną. W medycynie wyniki kliniczne należy opublikować z dokładną charakterystyką chorych i stopniem zaawansowania choroby. Moim zdaniem amantadyna ma szansę powodzenia w zwalczaniu COVID-19, ale we wczesnym stadium. Nie spotkałem jeszcze pacjenta, który by twierdził, że zmagał się z ciężką niewydolnością oddechową albo trafił pod respirator i ten lek okazał się skuteczny. Wszystkie relacje, o jakich słyszałem, pochodzą od osób, które przyjmowały lek we wczesnych fazach choroby, najczęściej w warunkach domowych, co prowadziło do szybkiej poprawy stanu zdrowia. I jest to spójne z moimi obserwacjami klinicznymi wśród pacjentów, których znam.

Czyli podanie amantadyny na przykład po 10 dniach od pierwszych objawów mija się z celem?

Pamiętajmy, że choroba przebiega bardzo różnie, bowiem koronawirus może inkubować w organizmie do dwóch tygodni. Albo się nie ma objawów, czasem są one lekkie, a potem dochodzi do eskalacji. Dlatego najczęściej nie jesteśmy w stanie określić, kiedy doszło do zakażenia. Dopiero wystąpienie objawów klinicznych oraz wykonanie testów potwierdza rozpoznanie. No chyba że są to osoby z kontaktu z osobą zakażoną. Istotne jest określenie faz klinicznych choroby w szczególności w oparciu o poziom saturacji, czyli wysycenia krwi tlenem. Badanie pulsoksymetrem jest niezwykle ważne, by ocenić, czy doszło do niewydolności oddechowej. Po inwazji wirusa na układ oddechowy dochodzi do zapalenia płuc oraz burzy cytokinowej i wielu wtórych objawów z dysfunkcją różnych organów. Niezwykle ważnym komponentem choroby jest inwazja do układu nerwowego. Musimy robić wszystko, by temu zapobiec – w innym przypadku wszystkie rejestrowane leki wykazują bardzo słabą skuteczność.

Część zakaźników krytykuje stosowanie amantadyny przed finalizacją badań klinicznych, stwierdzających, jaka jest skuteczność leku. Czy można mówić o ryzykownym eksperymencie w takim przypadku?

Lubię to! Skomentuj91 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości