284 obserwujących
1322 notki
4145k odsłon
1328 odsłon

Latem w Beskid Niski. Podróż po okolicach Gorlic: Szymbark, Klimkówka, Łosie

Wykop Skomentuj7

Jeszcze do niedawna bieda aż piszczała, co i rusz można było oglądać drewniane chaty i prace w polu. Przy tym zaznać kąpieli w jeziorze i spacerować w lasach. Zapraszam w krótką podróż po Beskidzie Niskim w okolicach Gorlic.

Jeśli komuś marzy się wypoczynek w kraju, a nie wycieczka zagraniczna ze względów finansowych i logistycznych, to nasza Małopolska będzie idealnym kierunkiem. W tym roku odwiedziłem strony rodzinne. Nie można takiego urlopu porównywać z relaksem i atrakcjami, które oferują ciepłe kraje: Chorwacja, Hiszpania czy Cypr. Jak głosi popularne powiedzenie, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Beskid Niski oferuje naprawdę wiele pięknych widoków, wrażeń i inspiracji oraz miłą atmosferę z dala od zgiełku miasta.

Kolebka przemysłu naftowego – miasto nad Ropą i Sękówką

Na pierwszy ogień odwiedziłem Gorlice. Miasteczko, które było areną walk w I wojnie światowej, jak też miejscem pobytu słynnego odkrywcy Ignacego Łukasiewicza. Miłośnicy historii XIX-wiecznej odwiedzą muzeum badacza destylacji ropy naftowej. Warto przypomnieć, że to właśnie w Gorlicach pierwszy raz w Polsce i na świecie zapalono uliczną lampę naftową. Było to w 1854 roku, o czym informuje tabliczka pod kapliczką w kształcie cebulowatego klosza lampy naftowej. Gorlicki rynek jest przytulny i nie odrzuca szpetnością. Mała fontanna, drzewa, ławki i lokalne knajpki, gdzie możemy wypić kilka łyków gorącej kawy.

image
Widok na Gorlice.

Co ciekawe, handel w mieście zamiera w każdy dzień już w godzinach popołudniowych. Będziemy w szoku, jeśli wybierzemy się na zakupy w sobotę do małych sklepików z ciuchami, butami lub biżuterią, a okaże się, że wszystko pozamykane na cztery spusty. Po godzinie 14 mieszkańcy po prostu zwijają interes i wypoczywają. Dla poszukiwaczy sklepowych mam dobrą informację – towarów jest sporo, a i ceny są nieco niższe niż w większych miastach. Na ulicach spotkamy grajków – pani, grająca na harfie. Kilkanaście metrów dalej na rogu ulicy starszy pan, który nie fałszuje na harmonii. Niedawno wybudowano w Gorlicach pierwszą - wydawałoby się z prawdziwego zdarzenia – galerię handlową. Ku mojemu zaskoczeniu, jak to w tym miejscu, króluje minimalizm. Pięć sklepów, parking i łazienki. W Krakowie lub Warszawie nikomu by się nawet nie chciało postawić budynku dla kilku sklepów, ale nie w Gorlicach.

image
Kościółek na Golgocie Gorlickiej.

Miejsce, które zadziwiło filmowego Rzędziana

Zmierzam dalej w stronę okolic Jeziora Klimkowskiego. Po drodze warto odwiedzić Skansen Wsi Pogórzańskiej w Szymbarku. Poznać bliżej autentyczny sprzęt rolniczy z XIX i XX wieku, wejść do chat, by zetknąć się z żywą historią mieszkańców regionu. Na wsi mieszka się już inaczej. Mało kto, mimo wszystko, prowadzi hodowlę krów, jeździ kombajnem, pracuje w polu. Życie na wsiach z biegiem lat się „umiastowiło”.

Z kolei nad Klimkówką rozpościerają się widoki na wspaniałe góry. Jest też powstały ze spiętrzenia wód Ropy zbiornik Klimkówka. To właśnie tam powstały fragmenty „Ogniem i mieczem” w reżyserii Jerzego Hofmanna. W pewnym momencie filmu w trakcie przeprawy przez jezioro, które w obrazie Hofmana udawało Dniepr, Rzędzian wypowiada takie oto słowa: „Takiej wody to ja jeszcze nie widziałem”. Zalew ciągnie się na ok. 5 km i jest doskonale widoczny z drogi, prowadzącej do Uścia Gorlickiego i Wysowej. Mimo sławy zyskanej za sprawą „Ogniem i mieczem”, Jezioro Klimkowskie to kameralne miejsce – w tygodniu nie ma tłumów, można spokojnie zażyć kąpieli i cieszyć się słońcem. W przypadku nagłego ataku głodu, po pokonaniu pięciu kilometrów samochodem możemy zjeść pysznego – choć, zaznaczam, dość drogiego – pstrąga w „Barze u Eda”. Lokalna restauracja mieści się w Łosiu. Po sytym posiłku, turyści wybierają się na spacer, by spalić trochę kalorii. Droga kończy się nad zaporą, obok której możemy odpocząć przy kamieniołomie. Kto chce zażyć świeżego, leśnego powietrza i nieco bardziej się zmęczyć, może spod zapory wyruszyć niedługą ścieżką zdrowia pod samą Klimkówkę. Wyprawa trwa około pół godziny wolnym tempem.


image
Jezioro Klimkowskie.

W Łosiu katolicy modlili się u grekokatolików

Jesienią miejsce jest oblegane przez tutejszych grzybiarzy w poszukiwaniu przysmaków. I to właśnie wieś Łosie przed dekadą było dla mnie wyznacznikiem „Polski B” – biedniejszej, zapuszczonej, bez własnego kościoła. Miejscowość była i jest zamieszkiwana przez Łemków, wysiedlonych w ramach akcji „Wisła”, którzy powrócili do swoich domów dopiero w wyniku październikowej odwilży w 1956 r. Symbolem ludności grekokatolickiej jest zabytkowa cerkiew zbudowana w stylu zachodniołemkowskim z unikalną polichromią figuralną wewnątrz. Obok niej jest charakterystyczna dzwonnica parawanowa, pod którą się przechodzi w drodze na teren przykościelny.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości