Ars Longa Vita Brevis
Krótko (albo i nie) o rzeczach ważnych i nieważnych
14 obserwujących
40 notek
65k odsłon
  3384   4

Bezwstydny pułk - natarcie (cz.1)

09 05 2022 Warszawa / fot Krzysztof Hoffmann / YanH.pl
09 05 2022 Warszawa / fot Krzysztof Hoffmann / YanH.pl

Bezwstydny pułk ruszył do natarcia. Z daleka już słychać gromkie "ura" i warkot werbli. Moskiewski Top Gun pruje do moskiewskich chmur, słońce wysoko, wysoko, świeci pilotom w oczy zaś parę pięter niżej babcia Masza i ciocia Zinaida polerują z uporem godnym lepszej sprawy chodnik przed arbacką bramą - wczoraj go obrzygał Grisza spod szóstego a tak przecież być nie może ani dzisiaj ani  ani wcale, że pijany Griszka pawiem publikuje nam laurkę z centrum Moskwy. Tędy przecież przejdą przecież nasi chłopcy, nasze zuchy, komsomolcy niemal, prężąc się jak sznur wisielca, pocąc na galowo i w mundurze. Tyle lat minęło a ci nadal maszerują w tych jutowych workach usztywnionych smołą, obwieszeni dzwoneczkami, naszywkami i emblematami, waląc buciorami po arbackim bruku i dlatego paw, którego Grisza raczył tu zostawić po pijaku, musi zostać ujarzmiony. Zdenazyfikowany. A, przepraszam, Zina, zdezynfekowany, cóż, ja głupia baba... Nic nie szkodzi, Masza, gadać jednak dużo nie potrzeba,  Słońce już nad kopułami cerkwi coraz mocniej grzeje a chłopaki parę przecznic dalej tupią coraz mocniej, już ruszają,  już za chwilę będą. Nasz bezsmiertny i bezwstydny pułk piechoty, ten nasz ruski korpus inwazyjny. Młode twarze ociekają potem, wyprężone manekiny posuwają się do przodu z niemym jękiem, jeszcze tylko siedem kilometrów i trzy razy wokół placu i zupełnie jak w jednostce - fajrant. Ręce także omdlewają - kij z wydrukowanym na kartonie bohaterem wojny ojczyźnianej, który każdy z manekinów dzierży w wyprężonych dłoniach, z każdym krokiem waży o pół kilograma więcej. A gdy wiatr zawieje nie w tę stronę, karton z nieśmiertelnym bohaterem, jak na rozkaz zmienia się we wraży żagiel, który gotów jest pociągnąć wątlejszego żołnierzyka, sponiewierać po chodniku, który nadal sprząta Masza z Ziną a na koniec wypluć go pod mury Kremla lub co gorsza wprost pod stopy zapeklowanego w mauzoleum od dziesięcioleci Wodza Rewolucji. Maszerują więc ze ściśniętymi pośladkami żołnierzyki marząc tylko o tym by już wreszcie przejść TO MIEJSCE i najszybciej jak się tylko uda zejść z widoku. Bo TO MIEJSCE wzbudza lęk, szacunek ale także otępienie. Kiedy będą przed NIM paradować, z manekinów zmienią się w bezduszne automaty, lewa, prawa, lewa, prawa i tak do wyrzygu. A nad głową, tak jak kroki, podrygiwać będą na kartonach - żaglach ci bezsmiertni. Żołnierzyki się wytupią przed obliczem Prezydenta, każdy z nich zaś będzie gapił się bezmyślnie w próżnię żeby tylko nie popatrzeć wprost na NIEGO. I dlatego pewnie nie dostrzegą, że bezsmiertni kombatanci i gieroje tamtej wojny na kartonach, które podskakują w górze, zamkną na tę chwilę oczy. Nawet oni bowiem nie chcą patrzeć na to, dokąd poszła i czym stała się matuszka Rosja w swym trzydziestym roku "demokracji" i "wolności".


***

Za żołnierzykami, na ogromnych kołach, jedzie śmierć, dyżurująca przy śmietnikach ruskich wojen, mroczna i posępna - nie pomaga nawet to, że wystroiła się na czarno i pomarańczowo a na czole białą kredą nakreśliła znak dzielnego Zorro. Patetyczna i powolna swą nieuchronnością przypomina trochę Bukę z fińskiej opowieści - gdzie pojawi się, zamraża wszelkie życie, pozostawia zgliszcza i ruiny a na koniec wzdycha, że jej nikt nie lubi i nie czeka na nią. Nikt nie lubi śmierci i nie czeka na nią ale ruska śmierć to coś czym cały świat pogardza nawet nie w dwójnasób czy trójnasób ale do nieskończoności. Bowiem ruska śmierć prócz tego, że jest czarna i posępna, jest zdradziecka i podstępna, oszukańcza i tchórzliwa. Oficjalnie pyszna i wyniosła w defiladach, precyzyjna, sprawiedliwa, nowoczesna i błyszcząca w telewizji, w ogniu walki przeistacza się w porozrywanych na kawałki ludzi, kule w potylicy i tortury a nierzadko wbity w plecy długi nóż o tytanowym ostrzu. Tak, jak od dziesięcioleci robią to zekowie w łagrach i koloniach karnych. To dlatego ruska śmierć się podpisuje monogramem "Z" na transporterach, czołgach i rakietach.


***

Wołki uchod'iat w niby-sad....

A bezwstydny pułk, ten z krwi i kości nie z kartonów, wkracza a w zasadzie usiłuje wjechać do zdradzieckiej Polski.

Z początku nieśmiało i bezinwazyjnie, z czasem coraz głośniej, coraz bardziej natarczywie i śmierdząco. To dosłownie, nie w przenośni, ruska ropa cuchnie na kilometr,  w końcu to zwyczajny mazut wzbogacony szklanką wódki - z ekologią nic wspólnego to paliwo nie ma ale za to nawet Kamaz na tym zajzajerze dotrze na Spitsbergen i - być może - wróci. Wokół monumentów, mauzoleów, mogił i pomników krąży na motorach stado nocnych wołków. Nocne wołki to jedyny chyba we wszechświecie motorowy, prawosławno-erotyczno-historyczny i edukacyjny gang oprychów, których szef w poczciwej Wikipedii figuruje jako "Prezes". Jako ulubiony swój poligon wołki zwykle wybierają Kaliningrad i przedmieścia, z których łatwo dopluć do granicy Rzeczypospolitej. Nie inaczej jest i teraz.  Motorowe drifty niespecjalnie im wychodzą, jeżdżą zatem w kółko porykując silnikami, wymachują piąchą, flagą lub wstążkami, prężąc bicki przed swoimi i białoruskimi dziennikarzynami i biadoląc, że ich nikt i nigdzie nie chce. Polska to rzecz oczywista bo gdzie indziej mieszka tylu, sfaszyziałych niewdzięczników - chyba tylko w Ukrainie.  Z Niemiec ich dwa razy wyrzuciła już policja zaś Finowie, patrząc co bajkerzy wyprawiali w pierwszej wojnie ukraińskiej, bez zastanowienia wzbogacili nimi czarną listę terrorystów i przestępców (zwykłych, kryminalnych), którym wjazd w Finlandiu zapreszczeno. I tak samo w Gruzji, skąd nie tylko wywalono ich z łomotem ale także ogłoszono listy gończe. A zaczęło się od tego, że przy bandzie pojawiła się Gruzinka, grzecznie poprosiwszy by schowali swoje grigoriewskie wstążki, które w Gruzji budzą jedno tylko skojarzenie - że dwadzieścia procent tego kraju wciąż nie wydostało się z łap Kremla. Poprosiła raz i drugi a gdy nie poskutkowało - sama się zabrała za demontowanie ruskiej pychy i obłudy. Zakończyło się na ziemi ze zbitymi szkłami w okularach, rozwalonym na kawałki telefonem i legionem sińców po kopniakach. Sprawa nie skończyła się po myśli wilków - na Kaukazie podniesienie ręki na kobietę może być wyrokiem śmierci a na pewno poproszeniem się o przewlekłą rehabilitację. Wołki rozrabiały jeszcze chwilę, prowokując ludność i wzbudzając swoją ostentacją zrozumiały gniew i chęć odwetu, po czym dały nogę a w zasadzie wióra z rur na do widzenia. Powędrował ich śladami dożywotni zakaz wjazdu i wspomniane listy gończe, przede wszystkim zaś nienawiść, zaciśnięte pięści i przysięga zemsty krewnych i rodziny bliższej oraz dalszej pewnej zbyt odważnej jak się pani. Mieli wówczas ci prowokatorzy sporo szczęścia, że zdążyli do granicy. Bowiem z rozmów z zaprzyjaźnionymi Gruzinami dowiedziałem się, że gdyby którykolwiek dzielny wilk wpadł w ręce ojca albo męża, dostałby po pysku tak potężnie, że nos oraz szczękę miałby w miejscu tak dalece niewłaściwym, że naprawdę musiałby uważać przy siadaniu bo w przeciwnym razie mógłby się niechcący ugryźć się w jajka.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka