111 obserwujących
1624 notki
1195k odsłon
  347   4

Kościół Katolicki w Polsce - skarbem Narodu Polskiego

Kościół i wiara, i religia spina życie człowieka. Ukierunkowuje je. Nadaje mu ramy i przez to sens. Wie to każdy rodzic, którego dziecko przychodziło na świat w stanie zagrożenia. Wie, bo gdy wyjęte z ciepłego, opiekuńczego łona matki na świat, witane na nim jest przez lekarza, pielęgniarkę, a daj Boże księdza, gestem polania główki wodą i słowami "Ja ciebie chrzczę: w imię Ojca i Syna i Ducha świętego". I potem, gdy nas już tu nie ma, a nasze szczątki, wskutek ziemskich konieczności, chowane są, bo życie ma swoje prawa, to znów Kościół je żegna.

Więc zwyczaj, jest właśnie czymś wielkim. Jest bowiem zachowaniem znajdującym się poza sferą uzasadnień. Nie wyrasta z bieżącej emocjonalności i odczuć (żywej wiary), nie jest efektem aktualnego, racjonalnego rachunku potencjalnych strat i korzyści. Jest po prostu formą dyscypliny o głębszym niż świadome uzasadnieniu. Dlatego jest obiektem ataku "świata", bo zwyczaj jest materializacją i podtrzymaniem tego, co niematerialne. Stąd, taka a nie inna postawa Polaków. Stąd do kościoła chodzimy. Nie dlatego, że tak odczuwamy. Nie po to, by konkretnie zyskać. Ale dlatego, że tak czyniąc, dajemy wyraz pewnej pewności, że jest coś poza, poza garnkiem i portfelem, poza naszymi przywarami i potrzebami. I to coś, ma dzięki naszemu zachowaniu oraz istnieniu KK, ma miejsce w naszym zwykłym życiu.

"Niech się zaprze samego siebie" - pouczał Jezus, tych, co chcieli "iść za Nim". Bo do Boga dochodzi się poprzez zaparcie się siebie. Poprzez wołanie w głuchą i czarną noc. Poprzez monologi, które chcielibyśmy, by były dialogami z Bogiem. Poprzez drogę, którą pokonujemy wbrew sobie. Bo tak robimy. Bo tak chcemy. I może tak właśnie trzeba. Może od tego trzeba zaczynać, od dyscypliny przechodzącej w zwyczaj. Od uczestnictwa, pomimo wątpliwości. Od akceptacji, pomimo fali oskarżeń i posiadanych wątpliwości.

Może Polska jakoś przechowuje Kościół Katolicki jako trwałą i społecznie istotną formę życia społeczeństwa. Może to wyjątek. Może to nasz skarb, który jakoś się nam odwdzięcza i mimo swoich błędów, czyni nas lepszymi. Jest jak zaczyn, zakwas, który dodany do mąki i wody, zmienia jej smak, konsytencję, postać.


Więc złowili 153 ryby. A tak w ogóle, to uczniowie go nie poznali. Potem przygotował dla nich ognisko i te ryby, i chleb. Taki jakby grill przed dwoma tysiącami lat. Co to wszystko znaczy? - Czy mnie kochasz? - pytał Piotra. Jak to - kochasz? Co z tego, że złowili? Jak to nie poznali?


Potem wychodzi się na słońce. Do codziennych rzeczy, obowiązków, ludzi jakże różnych. Znów ku pokusie "bycia sobą", samorealizacji i zajęcia się tysiącem dróg, pokazywanych nieustannie przez media. A Kościół? Ten opluwany tsunami oskarżeń, ten sam upadający wskutek niewiary, błędów, braku odwagi? Trwa.Ten, kto bez grzechu, niech bierze kamień. I rzuca. Rzutem mocnym, wycelowanym. Ten, kto siebie już trochę poznał, idzie w niedzielę do kościoła. Jak tam będzie? Jakoś będzie. Na pewno inaczej, niż to nam miliono-oki  potworny i kolorowy lewiatan mediów podpowiada.

Kościół to nasz skarb. Nie idźmy w parze z tymi duchownymi, którzy publicznie głoszą, "Nienawidzę tego kościoła" i chcą jego zburzenia, rozebrania, zniszczenia, bo tylko tak zbudować - tak im się wydaje - będą mogli ich własny kościół, czysty i doskonały. Nie bierzmy kamienia, podjudzani do krytyki "czarnych" przez pracowników mediów. Nie ufajmy sobie, gdy dostrzeżemy, że przecież wszystko nie ma sensu, że można sobie o wiele lepiej ułożyć życie bez religii i kościoła. Można? Do czasu? Do wieczności? Nie ma jej?

Tak, kościół, to tylko i aż fundament. Jeśli chodzi o wiarę, to niezbędny jest życiowy "uniwersytet", a tym jest życie i własna droga do Boga, poprzez nieustanne próby dialogu z Nim, poprzez ból, noc ciemną - o której pisał św. Jan od Krzyża. Drogi proponowanej przez media nie ma. Nie ma drogi łatwej, przygotowanej, kolorowej, satysfakcjonującej. To ciężki, czasem wyrywający z nas łzy i okruchy rozpaczy maraton. Droga pod górę. At suseia! - wołali pielgrzymi idący do Santiago i nadal wołają, śpiewając swoją starą pieśń {LINK}. Bez fundamentu, nigdzie nie zajdziemy. Doceniajmy go. Cieszmy się nim. Utrzymuje on Sacrum w naszym życiu. Ową pamięć, że jest w nim coś, przekraczającego wszystko dane zmysłami. Z tego przekonania, z tej pamięci, wyrosła cywilizacja zachodnia. My Polacy mamy w swoich rękach, nogach, kraju, skarb.


Polecam swoją książkę pielgrzymkową. Ma b.dobry odbiór czytelników {LINK}

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo