"Wilk z Wall Street" to dzieło wybitne. Świetny poruszający, porywający swoją akcją film wybitnego reżysera Martina Scorsese. Wcielający się w główną rolę Leonardo Di Caprio, wspiął się w tym filmie na wyżyny swojej gry aktorskiej. Film otrzymał sześć nominacji do Oscara. Notuje bardzo wysokie oceny recenzentów. Co najważniejsze, w mediach społecznych, w których ludzie oceniają jakość oglądanych filmów, "Wilk z Wall Street" ma ocenę 8,5 - to najwyższa półka.
Film opowiada o oszukiwaniu ludzi. Młody, głodny sukcesu i pieniędzy człowiek, trafia na Wall Street. Pierwszego dnia pracy, je lunch z szefem. Szef wyśpiewywuje w restauracji dziwne melodie, wciąga przy stoliku narkotyki i zaleca jak najczęstszy orgazm, bez którego "nie da rady". Sekretem pracy Wall Street jesz oszukiwanie zwykłych ludzi. Trzeba ich nabijać w bambus. Wyciskać jak cytrynę. Zabrać im ich pieniądze. Dowolnymi metodami.
Krach giełdowy, rzuca bohatera w samotny rejs. Przekonująco oszukując, a przez to okradając, kolejne rzesze klientów tworzy firmę. Spółkowanie na biurku, spółkowanie w szatni, spółkowanie na podłodze. Dwie godziny w ciągu dnia, bohater ogłasza w swojej firmie jako wolne od rżnięcia. Genialne pomysły jak orżnąć kolejnych klientów, jak ich wciągnąć, przekonać, jak zbudować "markę nobliwej i szlachetnej" firmy. Narkotyki w kiblu, narkotyki nad biurkiem, narkotyki wszędzie. Rzesze wydymanych. Tłum prostytutek wchodzących na salę maklerską. Orgia. Współwłaściciel publicznie się onanizujący na widok pięknej kobiety. Jego żona waląca go przy tym po twarzy. W kółko to samo.
Wiele lat temu powstał włoski film "Odrażający, brudni, źli". Oglądałem ten film. Autor starał się w skrajnie jaskrawy sposób, ukazać degrengoladę, upadek, deprawację i ohydę, w jaką mogą popaść ludzie. A jednak ten stary film, to mały pikuś w porównaniu z tym co serwuje widzom Hollywood.
Film jest bezgranicznie obsceniczny, prawie niemożliwy do oglądania. Poza psychopatycznymi zachowaniami, obsceniczno-wulgarnym seksem, chlaniem, ćpaniem, perwersją, gloryfikacją okradania i oszukiwania ludzi, pozostaje nuda, tandeta i bezsens. Tandetna intryga, akcja jak flaki z olejem, sceny w których pijany czy naćpany bohater prowadzi helikopter i nim ląduje, a siedzący obok pilot grzecznie się temu przygląda.
Nie dałem rady. Nie było filmu. Nie było historii, poza banalną i przewidywalną i możliwą do opowiedzenia w ciągu dziesięciu minut. Był strumień obsceniczności, niesmacznej degradującej deprawacji i gloryfikacja oszukiwania. Może w ostatniej godzinie, a film liczy trzy, było coś ciekawego nie wiem. A jednak ten film zasługuje na uwagę. Sam bowiem jest tym o czym opowiada. Wielkim oszustwem. Wielkim dymaniem ludzi. On ZARABIA na siebie.
Jak? Tak jak to było w filmie. Poprzez oszustwo. Tworzenie fałszywego obrazu. Nota na społecznościowym portalu IMDB jest niebotycznie wysoka. To jedno z najbardziej miarodajnych źródeł oceny jakości filmów. Oprócz ocen zawiera jednak też recenzje pisane przez widzów. I tu okazuje się, że recenzje są DRUZGOCĄCE. Wiele jest takich, które dają najniższą możliwą ocenę. Autorzy recenzji wyrażają zdumienie, że film ma 8,5, czy jak wcześniej miał 8,7. Pewne światło rzuca tu film, którego autor wyjaśnia i pokazuje jak uzyskać dużą "społecznych" ilość polubień na Facebooku. Za 70$ można sobie kupić 1000 polubień swojej strony. Lubiący nas będą pochodzić z takich krajów jak Egipt, czy kraje południowej Azji. Prawdopodobnie podobnie, odbywa się pompowanie wyników filmów na portalach społecznościowych. Za dwa centy, Kambodżańczyk, polubi i zagłosuje na wszystko na co trzeba. Potem widać wysoką popularność i wysokie oceny. I dochodzi do decyzji. O wydaniu pieniędzy.
Więc "Wilk z Wall Street", jest nie tylko filmem, o niemoralności i oszukiwaniu ludzi. Jest on egzempyfikacją tego procesu. Ohydna morda zła, prześmiewczo pokazuje swój pysk, dodatkowo czerpiąc z tego pieniądze, kosztem ludzi napędzonych do oglądania tego filmu. Wydaje się, że linie obrony ludzi przed oszustwem, topnieją z każdą chwilą. Na koniec przychodzi bilans. Tego kto zyskał i tego kto stracił. I to nie tylko w kinie.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)