Rację ma Richard Weaver pisząc, że "Idee mają konsekwencje". Ludzkie życie, procesy społeczne, postawy ludzi. wynikają z podzielanych przez nich idei. Stąd rodzi się wielkie pragnienie, posiadania tej najlepszej idei, tego sposobu na życie, tego poglądu na świat, który świat wytłumacza i który nam powiada - jak powinno być, aby było dobrze.
Czy jesteś prawdziwym Europejczykiem? Czy jesteś prawdziwym Polakiem? Czy jesteś prawdziwym Katolikiem? Czy jesteś prawdziwie nowoczesny, tolerancyjny? Czy jesteś prawdziwym człowiekiem? Padają zewsząd pytania. Pytania dociekliwe. Pytania groźne, bo obłożone sankcją. Bo jeśli nie jesteś "prawdziwym" to znaczy, że zgrzeszyłeś. Zgrzeszyłeś przeciw prawdzie, stanąłeś po stronie zła. Nie może być dla ciebie litości.
Pojawiają się teorie, stwierdzenia, poglądy - tłumaczące rzeczywistość. Wyjaśniające rzeczywistość. Ludzie odnajdują w tych stwierdzeniach, wyjaśnieniach, tłumaczeniach - prawdę i sens. Zresztą - ich propagatorzy to właśnie ogłaszają. W imię doktryn i idei przecież, umaczana w krwi i śmierci została ludzkość. Religijnych i tych areligijnych.
Wyznawcy idei i doktryn, włączają słowa je tworzące w swoje wnętrze. Czynią się żołnierzami sensu i prawdy, przez te idee i doktryny zapisywanego. Gdy tymczasem prawda nie ma charakteru jakiegoś stwierdzenia słownego, gdy tyczasem sens nie leży w żadnej idei ani logicznie ułożonym zbiorze pojęć. Lecz dla tych pojęć i tych swierdzeń, uwewnętrznianych jako sens i prawda, ludzie ci idą na wojnę. Małą lub wielką.
Form tej wojny jest tyle ilu ludzi, tak wcześniej opisanych. Bo nie będzie pokoju, tak długo, jak długo sens i prawda będą leżały w stwierdzeniach formułowanych czy "odkrywanych" przez umysł. Bo prawda nie jest stwierdzeniem tylko osobą. Bo sens nie jest rozumowym wytłumaczeniem tylko relacją. To właśnie wciąż schodzi ludziom z pola widzenia. I wiedzą, że poznali - dobro i zło, a przecież, co wciąż jasno i dobitnie brzmi, to poznanie to skutek i materia pierwotnego grzechu. To na tym on właśnie polegał. Będziecie jak Bóg, poznacie dobro i zło. I otworzyły im sie oczy. I stali się, w tym sensie, jak Bóg, tyle że ten sposób istnienia dla nich, był straszny.
Doktrynerzy i ideolodzy myślą, że poznali dobro i zło, i że wiedza o tym, wyrażana jest w ich ideach i doktrynach, w ich poglądach i stwierdzeniach. Każdy kto w ich doktryny nie wierzy, jest żołnierzem zła. Oni sami walczą o dobro. Przyjęcie za prawdę, przez duże P, jakichś stwierdzeń i idei, kończy solidarność międzyludzką. Wtedy solidarni jesteśmy wyłącznie z tym, co podzielają naszą prawdę, nasze idee, naszą doktrynę. Wszyscy inni są gorsi, albo po prostu źli, bo służą kłamstwu i złu.
Czy wyjściem z tego ponurego stanu rzeczy jest swierdzenie: nie ma sensu, nie ma prawdy, róbta co chceta? Nie jest. Bo choć to idee i doktryny, utopiły ludzkość we krwi, zatruły relacje i stosunki społeczne, to pozostawienie człowieka jedynie z jego zwierzęcymi impulsami, osławiony stan natury za jakim tęsknił Russeau, jest drogą do nikąd. Bo nasze pierwotne impulsy są takie właśnie - pierwotne, należą do świata zwierząt a nie ludzi.
Więc jaka jest prawda i jaki jest sens, który porządkować może życie jednostek i życie społeczeństw, który może porządkować życie ludzi?
"Cóż to jest prawda?" - zapytał zarządca jednej z wielu rzymskich prowincji, stojącego przed nim Żyda. Wyraził tym pytanie zarówno postawę - szukanie prawdy w stwierdzeniach, ideach, teoriach tworzonych i akceptowanych przez umysł, jak również sceptycyzm wobec tego poszukiwania. Ja jestem prawdą - mówił o sobie Jeszua, który stał wówczas przed pytającym i był o godziny od swojej śmierci na krzyżu.
Prawda nie jest więc stwierdzeniem, które można wypowiedzieć, odkryć, zrozumieć. Prawda jest osobą, jest bytem, jest pierwotnym istnieniem. Sens natomiast, który powiada po co i jak żyć, nie jest stwierdzeniem ani ideą. Sens jest relacją. Relacją z innymi ludźmi, relacją z Bogiem. Sens to relacja miłości. Tylko ona ma sens i jest sensem. Tylko dla miłości istnieje świat i istniejemy my. Tylko z tego powodu istniejemy i tylko po to, by kochać i być kochanymi.
Dlatego Chrześcijaństwo jest wyzwaniem. Wyzwaniem rzuconym wszelkim zapisanym i głoszonym teoriom. Dlatego święty Tomasz z Akwinu, porzucił pisanie: „Widziałem rzeczy, przy których wszystkie moje pisma są jak słoma”. Jest wyzwaniem, bo na pierwszym miejscu stawia relacje między ludźmi i między ludźmi a Bogiem. Nie teorie, "prawdy" i doktryny zapisane w "prawie". I nie między ludźmi tych samych wierzeń, religii, prawd i poglądów (kto jest moim bliźnim?).
Nie znaczy to też, iżby idee, reguły życia etc. były zbędne. Znaczy, że są one wtórne wobec prawdy i sensu, czyli Boga i miłości. Postawienie tych idei i doktryn jako ostatecznie wyrażających prawdę, jest błędem. Gdy się z nimi ostatecznie utożsamiamy, stajemy się ich wyznawcami, tj. doktrynerami i ideologami. Deprecjonujemy natychmiast relacje z ludźmi, którzy mają sprzeczne z naszymi poglądy. Stawiamy ich w szeregu ludzi gorszego sortu. Relacje przestają mieć znaczenie. Liczy się wyznawana prawda. Poprawność wyznawanych poglądów. Zaczyna się piekło. Piekło doktrynerów i ideologów. Piekło w którym nie liczy się człowiek i w którym miłość, obowiązuje tylko wobec tych co wyznają naszą doktrynę.



Komentarze
Pokaż komentarze