51 obserwujących
1134 notki
784k odsłony
343 odsłony

Do czego jest Salon24.pl czyli o życiu i rzeczywistości (powt publicyst.)

Wykop Skomentuj12


Rzeczywistość i co z nią możemy zrobić


Więc strony internetowe, serwisy społecznościowe, platformy medialne nie są PO TO, żeby ułatwiać, nie są DLA odbiorcy. Są po to, żeby zarabiać, są po to, żeby tego odbiorcę do zarabiania wykorzystywać. Wynika to z konieczności prowadzenia ostrej gry, w której jedynym kryterium wygranej jest zysk, a kształtuje się on wg. rozkładu Pareto. W tę grę zresztą, zgodnie z jej mechanizmami, grają także i inni. Na przykład politycy, którzy haseł, idei, wartości, zapowiedzi swoich intencji, używają jako mechanizmu zapewnienia sobie korzyści. W świecie ludzi, których procesy decyzyjne i percepcja są determinowane niemal włącznie przez proste emocje, których uwaga jest strzaskana, którzy - także wskutek zmian edukacji - nie potrafią używać intelektu, którzy próbują grać w "grę", jest to zachowanie - udawane propagowanie idei w celu realnego osiągania korzyści - naturalnym i racjonalnym wyborem, jeśli chce się wygrać.

Czy coś możemy zrobić? Jeśli desygnatem owego "coś" ma być jakaś widoczna i odczuwalna ZMIANA rzeczywistości, to nic nie możemy zrobić. Nie mamy zasobów, żeby zagrać w grę, a ci co je mają, wygrali je wg. jej zasad. Są jednak trzy przesłanki, aby próbować jednak coś robić. Próbować po swojemu myśleć. Próbować zrobić cokolwiek, nawet z samymi sobą, zamiast "płynąć z prądem" czyli grać w "grę", której natury nie rozumiemy, której efektów nie potrafimy przewidzieć.

Pierwsza z nich to "efekt motyla". Zjawisko polegające na tym, że może zaistnieć taki układ otoczenia, że minimalna zmiana może wywołać lawinę innych zmian, które w efekcie dają "tektoniczne" przesunięcia. Może być tak, że sytuacja dojrzeje do zmiany i trzeba jakiegoś niewielkiego impulsu by owa zmiana zaistniała. Twoje działanie może być tym impulsem. I może nim nie być. Nie wiemy tego.

Drugi powód, dla którego warto coś robić, to powód estetyczno-kulturalny. "Tylko stracone sprawy są godne gentlemana" - głosi anglosaskie powiedzenie. Niesie ono przesłanie, że tłumowatość - wyrachowane postępowanie zgodnie z większością - ma niższą wartość niż stanięcie przeciw trudnościom, o których myślimy, że nieprzezwyciężone. To jest być może jakaś scheda po etosie rycerskim, po marzeniach o wolności, roztapiającej się dzisiaj w medialno-edukacyjnych młynach mielących świadomość ludzi.

Trzeci powód jest natury religijnej. Jezus Chrystus - wiem, jak potwornie niezręczne jest do Niego odwołanie - przyszedł, by poświęcić się za świat, za ludzi. W tym sensie jego ofiara staje się jakimś zobowiązaniem dla każdego człowieka, by próbować zrobić coś dobrego. W zasadzie za wszelką cenę. Tym bardziej za cenę niewygórowaną, jaką jest wysiłek i czas.



I to chyba wszystko. Życie to wielobarwna i ciekawa rzeka. My współtworzymy jej kolorystykę i kształt. Wydobywamy z bezwładności i nieładu, sens i porządek. Tak współpracujemy z tym archetypicznym sensem i porządkiem, który przecież jest jednym -  powoływaniem do istnienia z chaosu i bezładu. Chaos z porządkiem współistnieją. "A światło w ciemności świeci i ciemność go nie ogarnęła". Możemy być światłem, możemy rozświetlać ciemność. Każdy z nas, jakąś maleńką iskierką własnego starania. Własnego serca. Własnego słowa i co ważniejsze CZYNU. W ten sposób, staniemy się "żołnierzami światła", współgospodarzami sensu i porządku, braćmi innych ludzi, częścią tej rzeki, którą jedni nazywają Życiem, inni Miłością, która nas z siebie wyłoniła, której przeznaczenia nie znamy, choć się jakoś spodziewamy, którą cieszyć się wypada, tu i teraz.

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale