STAROŚĆ – LEŻENIE
Będzie teraz wielki kłopot coś mądrego napisać na blogu – bo powszechnie dostępna sztuczna inteligencja (AI lub SI) jest w tym lepsza.
Pozostaje dzielić się na blogu osobistymi doświadczeniami.
W ciągu paru lat doświadczyłem w rodzinie kilku śmierci.
Była w tym zestawie też śmierć młodego człowieka w pełni sił mało spodziewana, która spadła znienacka, jak grom z jasnego nieba.
Ja jednak nie o tym.
Większość zmarłych byli to starsi ludzie, którzy zmarli po paru latach leżenia w łóżku – bycia pod opieką rodziny – czasem z demencją, otępieniem lub poważnym stanem chorobowym zdiagnozowanym.
W kulturze słowiańskiej rodziny i rodu taka opieka skierowana od najbliższej rodziny do dzieci i starców jest całkiem normalna i naturalna.
Np. Moja matka (89 lat) – 2 lata leżenia, mój ojciec (91 lat) – 3 lata leżenia.
Przeglądając górę literatury medycznej znalazłem zaledwie jedną książkę, która w króciutkim rozdzialiku omawia zjawiska zachodzące w ciele i organizmie człowieka długotrwale leżącego.
Wobec powszechności zjawiska leżącego trybu życia starców można uznać, że jest to normalne i naturalne.
Ja się jednak z tym nie godzę, bo uważam, że wszelkie pozostawanie w łóżku jest objawem choroby, być może choroby nie zauważonej, niezdiagnozowanej.
Niestety, dopiero teraz zmądrzałem po śmierci ojca.
Chcę się podzielić przemyśleniami na ten temat, które poczyniłem z pomocą AI (Gemini).
Od czasu, gdy ojciec położył się do łóżka na stałe, zauważałem u niego niechęć do wstawania i ogromne zmęczenie w krótkim czasie, gdy był zmuszony wstać z łóżka, np. aby z pomocą opiekuna udać się do ubikacji kupować.
Próbowałem go mobilizować bez przymuszania hasłem: „Stawiamy na samodzielność!”, ale to dawało mało efektów poza doraźnym uśmiechem.
Jednocześnie lekarka zauważała postępujące wyniszczenie organizmu ojca, co mi nie trafiało do przekonania, bo karmiliśmy ojca przyzwoicie i dawaliśmy dużo spokoju i odpoczynku, snu.
Były u ojca rozwolnienia, ale składaliśmy ich powód na stale przyjmowane / uzupełniane żelazo z powodu niskiego poziomu hemoglobiny we krwi.
Pomimo obaw nie pojawiła się u ojca demencja – logikę miał ostrą jak brzytwa do samego końca.
Dopiero na parę dni przed śmiercią lekarka wobec uporczywych powtarzających się biegunek zleciła gastroskopię i okazało się, że żołądek jest w katastrofalnym stanie: jakieś zanikowe zapalenie czegoś tam.
Takie schorzenie jest często wynikiem zakażenia HELICOBACTER PYLORI, ale nie tylko.
Wyszło na to, że pomimo dobrego karmienia, organizm ojca był niedożywiony wskutek upośledzonego działania żołądka – i stąd brały się zawroty głowy, brak poczucia równowagi, własnych nóg itd. - cała niechęć organizmu do wstawania i potrzeba oszczędzania energii.
Cała praca włożona w opiekę nad ojcem jako osobą leżącą okazała się mirażem, fantasmagorią – właściwe leczenie stanu żołądka dałoby mu aktywną starość na własnych nogach do samego końca.
Ot, i taki jest wniosek!
--



Komentarze
Pokaż komentarze