Czy są darmowe lunche ?
Chyba jeszcze nie do wszystkich dotarło, że nie ma czegoś takiego, ale ci do których to nie dotarło wierzą, że wyrwą sąsiadowi i w ten sposób darmowy lunch zdobędą. To by tłumaczyło pojawienie się mafii Tuska i jego ferajny.
Ale nie o politykę tu mi chodzi, chodzi o mechanizm. Żeby zdobyć pożywienie, trzeba wydatkować nieco energii na ruch poszukiwania. Taki prosty mechaniczny ruch i trochę trzeba się natrudzić.
Gorzej jest ze zdobywaniem informacji. Tu też potrzebny jest ruch, ale ruch myśli, a ten angażuje mózg. Mózg zaś jest najdroższą w utrzymaniu tkanką organizmu ludzkiego i na jego pracę trzeba przeznaczyć bardzo dużo energii. Wydatek jednak się opłaca, bo informację można wykorzystać nie jednorazowo, jak w przypadku pożywienia, lecz wielokrotnie i przez dłuższy czas, dopóki się nie zdezaktualizuje.
Wielu idiotom jednak się nie chce ani robić ani myśleć. I to są ci cwaniacy, amatorzy jazdy na gapę - free riders - z teorii gier. Ale kto tu z salonowiczów wie cokolwiek o teorii gier, tego w gimnazjum nie było. Żeby się czegoś dowiedzieć, trzeba kupić drogie książki i znaleźć cenny czas na czytanie i zrozumienie. A na taką inwestycję wielu trudno się zdobyć. Oni zadowalają się wiarą, że są darmowe lunche: medialna papka dla idiotów. Kliknij, to dostaniesz.
Do tego doszła jedna rzecz, dzięki której im się wydaje, że darmowe lunche są w zasięgu ręki: AI, sztuczna inteligencja, a to jest pułapka odmóżdżająca.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)