Wszelkie dostępne dane oraz miarodajne opinie wskazują na to, że Polska jest liderem wzrostu gospodarczego na świecie, bo przecież awans do G20 nie wziął się znikąd. Uwikłanie ludzi w codzienne, wyrywkowe z natury wydarzenia i w polityczną nawalankę blokuje im perspektywiczne widzenie, nie potrafią się uwolnić od tej blokady.
Jednak wszelkie rozważania na temat poziomu dobrobytu, który jest efektem sprawnej gospodarki cierpią na poważny mankament intelektualny. Gospodarka nie jest czynnikiem całkoiwicie autonomicznym, jestem ogniwem w dłuższym łańcuchu.
Skoro o łańcuchach mowa, to skorzystajmy z metafory z biologii - z pojęcia łąńcucha pokarmowego. Ekonomia nie jest na końcu łańcucha, na końcu jest polityka i to ona może wznieść nas na wyższy poziom, albo zniszczyć osiągnięty poziom dobrobytu.
I tu jest pies pogrzebany, bo o ile Polacy są pracowici i przedsiębiorczy, to z kulturą polityczną jest u nas fatalnie, czego dowiodły wybory w 2023 r.
A dlaczego jest tak fatalnie z kulturą polityczną?
Wróćmy tu do metafory łańcucha pokarmowego.
Naiwni obserwatorzy twierdzą, że rozwój gospodarczy wystarcza.
Nieco mniej naiwni dodają, że potrzebna jest odpowiednia polityka sprzyjająca rozwojowi. Ale to za mało
Wszyscy oni zapominają o najważniejszej początkowej części łańcucha - o konstrukcji trzonu naszej cywilizacji, która opiera się na tak skonstruowanej przestrzeni społecznej i jej wymiarach - prawdzie, miłości i wolności. Bez respektowania tych relacji społecznych nie będzie ani rozwoju ekonomicznego ani politycznego.
I w oparciu o powyższe uwagi proponuję lekturę wcześniej publikowanego tekstu.
Marcin Piątkowski fajnie mówi o gospodarce, ale wyraźnie ignoruje rolę systemu politycznego. Ten optymizm może być zaraźliwy, ale...
https://www.youtube.com/watch?v=fWgcJKSLuzg
Gospodarka ma swoją autonomię, ale podkreślanie tej autonomii może mieć skutki szkodliwe w dłuższej perspektywie. Bo gospodarka bazuje na kapitale społecznym, a kapitał społeczny wytwarzany jest poza gospodarką. Tak więc trzeba inwestować w tworzenie kapitału społecznego, a to oznacza kwestie polityczne.
Ekonomiści nie lubią wchodzić w kwestie polityczne, ale Nagrody Nobla z ekonomii nie zdobywają ekonomiści, bo ani Daniel Kahneman, ani Daron Acemoglu i James Robinson nie zajmowali się kwestiami ściśle ekonomicznymi.
I Marcin Piątkowski popełnia ten błąd przypisując np. Kosiniakowi-Kamyszowi autonomiczność lub gdy wierzy, iż Tusk nawrócił się na CPK. Zmiana narracji jaką przypisuje Tuskowi nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Ale czasami popada w sprzeczność, gdy trzeba uwzględnić rolę państwa w inwestowaniu w innowacje. A to jest polityka, a w polityce nie można być symetrystą. Udział w Unii Europejskiej ma też ewidentne, gorące i destruktywne konsekwencje polityczne.
Piątkowski zdradza więc strukturalna naiwność.
Ale już z pochlebną oceną elit, to Piątkowski przesadził. Pochlebną może być reakcja społeczna na wybryki ,,elit" najpełniej zademonstrowane w przypadku Szpitala Południowego.
Jednak sukces Polski jest niewątpliwy, co powierdzają opinie obcokrajowców, w tym rozmaitych youtuberów i influencerów, odwiedzających Polskę. Ale ten sukces zawdzięczamy ograniczeniom, jakie narzuca polska kultura, a nie dyrektywy unijne.
https://www.youtube.com/watch?v=F6aluqJDprY
Do tego dodam inny tekst na tem sam temat, który czekał też na opublikowanie.
Ekonomista Maciej Piątkowski opublikował w r. 2018 w Oxfordzie książkę, która w roku 2019 została wydana w polskim tłumaczeniu i wznowiona w r. 2023. Rzecz zatytułowana "Złoty wiek" jest solidnie zrobiona i udokumentowana, choć, miejscami, moim zdaniem, zawiera kontrowersyjne treści, i poświęcona jest sukcesowi polskiej transformacji.
Napisana jest z perspektywy liberalnej i z tego względu z pewnym zdziwieniem komentuje kompetentną politykę ekipy Kaczyńskiego w Polsce czy Orbana na Węgrzech, dla liberałów populistów przecież. Sukces został osiągnięty za wysoką cenę. Proszę sobie uzmysłowić, o ile wcześniej nastąpiłby ten sukces, gdyby prowadzono kompetentną, narodową politykę podatkową. Bez tego utratę potencjalnych dochodów należy liczyć w setkach miliardów, które nie wpłynęły do budżetu, co właśnie powtarza się na naszych oczach. Polacy wypracowali znacznie więcej, niż to co pozostało w kraju i zostało wydane na rozwój.
Podatki znikają w mafijnych kieszeniach a dotacje otrzymują krewni i znajomi króliczka na jachty.
Nie ulega wątpliwości, że, tak jak pisze Piątkowski, polski sukces zawdzięcza Polska wstąpieniu do Unii, przedsiębiorczości oraz ciężkiej pracy Polaków oraz dobremu wykształceniu populacji i dobrym ekonomistom.
Co może budzić zastrzeżenia, to naiwna wiara w trwałość pewnych trendów i instytucji, i niedocenianie roli państwa i pierwiastków kultury narodowej. Jak pokazał bieg wydarzeń nastąpił zmierzch globalizacji, wybuchła wojna, a Unia, pod wpływem Berlina, zaczęła ewoluować w kierunku centralizacji i redukcji rolnictwa, a to oznacza redukcję demokracji i wszystkie plagi jakie się z tym wiążą, co się dzieje na naszych oczach w Polsce.
Nie docenił Piątkowski roli polityki i upadku liberalizmu.
A media w Polsce nie doceniły jakości tego opracowania i nie poświeciły mu należnej uwagi. Salon24 też.
Jestem ciekaw, co Piątkowski ma do powiedzenia obecnie na temat poczynań koalicji 13 grudnia.
A skąd się bierze ten fatalny poziom kultury politycznej w Polsce ?
Przyczyna jest prosta: brak pełnej suwerenności przez ostatnie 300 lat. 300 lat to szmat czasu i zaborcy mieli mnóstwo okazji do zniszczenai polskiej kultury. Kultura jako całość, dzięki ogromnemu dorobkowi I RP się ostała, ale jej polityczny aspekt uległ poważnej degeneracji, czego objawem jest kilka milionów amorficznej populacji określanej mianem polactwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)