Noblistka zatrzymana na lotnisku w Berlinie. Nie poleciała na spotkanie z Tokarczuk

Swietłana Aleksijewicz, białoruska laureatka nagrody Nobla, miała w środę przylecieć samolotem do Wrocławia na spotkanie z Olgą Tokarczuk. Nie obyło się bez przeszkód. Fot. Wikimedia
Swietłana Aleksijewicz, białoruska laureatka nagrody Nobla, miała w środę przylecieć samolotem do Wrocławia na spotkanie z Olgą Tokarczuk. Nie obyło się bez przeszkód. Fot. Wikimedia
Swietłana Aleksijewicz, białoruska laureatka nagrody Nobla, miała w środę przylecieć samolotem do Wrocławia na spotkanie z Olgą Tokarczuk. Podczas kontroli bezpieczeństwa na berlińskim lotnisku, pracownik z gwałtownie odrzucił jej torbę, podejrzewając, że w środku jest bomba. Noblistka opisała swoje perypetie na Facebooku.

Ta opowieść zaczyna się na berlińskim lotnisku, skąd Aleksiejewicz miała polecieć do Wrocławia, aby wziąć udział w dyskusji z Olgą Tokarczuk. 

Po nadaniu bagażu na lot białoruska noblistka została zatrzymana podczas kontroli bezpieczeństwa, po tym jak jej osobiste rzeczy zostały sprawdzone przez lotniskowy rentgen. 

W torbie może być bomba

"Może zapomniałam wyciągnąć perfumy czy inny drobiazg. Czekam dłuższy czas, bo tam dosyć dużo ludzi zatrzymywano i sprawdzano ich bagaże. Jacyś bardzo ostrożni byli ci nasi sprawdzający. Wreszcie pan z obsługi lotniska bierze ponownie moją torbę, patrzy na nią podejrzliwie i sprawdza raz jeszcze za pomocą jakiegoś narzędzia" - opowiada o zdarzeniu Aleksijewicz na stronie facebookowej Fundacji Olgi Tokarczuk.

"A potem pokazuje mi, że będzie ją otwierał. Mówię: proszę bardzo. Chciałam mu pomóc, ale on sam otworzył. I jak otworzył, to nagle tak gwałtownie odrzucił tę torbę". Wtedy pracownicy lotniska poinformowali, iż mają podejrzenia, że w torbie noblistki może być bomba.

Czytaj:

Historia w stylu Łukaszenki

Białoruska noblistka relacjonowała, że po chwili podeszła do niej pracownica lotniska, która przez ponad 30 minut czekała z nią na przybycie policji. 

Na szczęście po dokładnym sprawdzeniu wszystkich toreb, niemieckie służby uznały, że o żadnej bombie mowy być nie może i pozwoliły odejść Aleksijewicz.

Niestety, samolot do Wrocławia odleciał bez noblistki. 

"Historia w stylu Łukaszenki" - podsumowała sprawę Aleksijewicz. "Ci ludzie czują bezgraniczną władzę, i mają świadomość, że nie poniosą za to żadnych konsekwencji. Niemniej nigdy się z czymś takim nie spotkałam jeszcze" - dodała.

Organizatorzy spotkania Aleksijewicz i Tokarczuk zorganizowali nocny transport samochodowy z Berlina do Wrocławia. Dzięki czemu białoruska noblistka zdążyła na zaplanowane wydarzenie. 

PP

Czytaj więcej:

Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura