Zamieszki w Kazachstanie - stan wyjątkowy w całym kraju. Podpalono rezydencję prezydenta

Policjanci blokują ulicę podczas wiecu protestacyjnego w sprawie podwyżki cen energii w Ałmaty, fot. PAP/EPA
Policjanci blokują ulicę podczas wiecu protestacyjnego w sprawie podwyżki cen energii w Ałmaty, fot. PAP/EPA
W Kazachstanie doszło do zamieszek największych od 10 lat. Demonstranci podpalili kilka budynków rządowych, w tym ratusz w Ałmaty i jedną z rezydencji prezydenta w mieście. Stan wyjątkowy rozszerzono na cały kraj. Powodem protestów jest podwyżka cen gazu LPG do aut.

Masowe protesty w Kazachstanie

Demonstranci przejęli w środę lotnisko w Ałmaty, wszystkie loty z i do tego miasta czasowo wstrzymano. W Ałmaty demonstranci przejęli też budynek Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego. Do tej pory stan wyjątkowy obowiązywał w Ałmaty, Nur-Sułtanie i obwodzie mangystauskim, gdzie obowiązuje także godzina policyjna i zablokowano internet, ale po tym, co się wydarzyło, rozszerzono go na cały kraj.

Władze zaczęły blokować na terytorium całego kraju internet i sieć komórkową. Użytkownicy donoszą o problemach z korzystaniem niemal ze wszystkich sieci społecznościowych, w tym Telegrama i Facebooka.

Najnowsze zamieszki w Kazachstanie odbywają się na największą skalę od 2011 roku, gdy podczas strajków górników na zachodzie kraju w starciach z policją zginęło 14 demonstrantów.

Wtorek i środa były dniami masowych protestów w Ałmaty i innych kazachskich miastach; podpalono kilka budynków rządowych, w tym ratusz w Ałmaty i jedną z rezydencji prezydenta w mieście. Według informacji podawanych przez media protestujący w różnych miejscach kraju rozbrajali funkcjonariuszy i żołnierzy oraz przejmowali ich pojazdy. Są informacje o licznych starciach demonstrantów z policją. Funkcjonariusze użyli granatów hukowych i gazu łzawiącego przeciwko protestującym. Ale pojawiały się również doniesienia o mundurowych przechodzących na stronę demonstrantów.

Według policji "radykałowie i ekstremiści" ranili w starciach ponad 500 cywilów i zniszczyli 120 pojazdów.

Zaczęło się od cen gazu, skończyło na dymisji rządu

Protesty początkowo były reakcją na podwyżkę cen gazu LPG, używanego do tankowania samochodów, której towarzyszy wzrost cen innych towarów. Żądania ekonomiczne demonstrantów szybko przerodziły się w polityczne.

Odsunięcie od władzy Nazarbajewa było jednym z haseł manifestantów. Podczas licznych demonstracji w wielu miastach Kazachstanu wykrzykiwali oni hasła przeciwko poprzedniemu prezydentowi 81-letniemu Nursułtanowi Nazarbajewowi. Skandowano m.in. hasło "Stary, odejdź".

Były prezydent Nazarbajew uważany jest za główną siłę polityczną w noszącej jego imię stolicy kraju, Nur-Sułtan. Nie pojawił się on publicznie od czasu rozpoczęcia protestów.

Nazarbajew rządził krajem od uzyskania niepodległości w 1991 roku do 2019 roku, gdy przekazał władzę na ręce Kasyma-Żomarta  Tokajewa; zachował jednocześnie duże wpływy i kierował Radą Bezpieczeństwa.

W środę nad ranem Tokajew przyjął dymisję rządu, którego ustąpienie było również jednym z postulatów protestujących. Tokajew ogłosił także, że przejmuje kierownictwo krajowej Rady Bezpieczeństwa - instytucji przy urzędzie prezydenta, która koordynuje działania w sferze bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. Zdymisjonował też siostrzeńca byłego prezydenta ze stanowiska nr 2 w Komitecie Bezpieczeństwa Państwowego, następcy KGB z czasów sowieckich.

Ogłoszono też częściową obniżkę cen gazu - jednak nie powróciła ona do poziomu sprzed podwyżek - oraz wszczęcie dochodzenia w sprawie zmowy cenowej dystrybutorów gazu i paliw.

Władze Kazachstanu ogłosiły jedynie częściowe przywrócenie limitów cen na skroplony gaz (do ceny 50 tenge, czyli 46 gr za litr obwodzie mangystauskim), ale wydaje się, że nie uspokoiło to społeczeństwa. W styczniu cena skroplonego gazu wzrosła w Kazachstanie do 120 tenge (1,12 zł) za litr, podczas gdy jeszcze na początku zeszłego roku wynosiła 38 tenge (35 gr) za litr.


Prezydent Kazachstanu nazywa protestujących terrorystami

- Grupy kryminalistów biją naszych żołnierzy, upokarzają ich, ciągną ich nagich po ulicach, atakują kobiety i plądrują sklepy - mówił w transmitowanym przez telewizję przemówieniu Tokajew. Prezydent zapowiedział "maksymalnie zdecydowaną" odpowiedź na przeradzające się w starcia z mundurowymi protesty, do których dochodzi w całym Kazachstanie.

Według Tokajewa „terrorystyczne bandy” zajmują duże obiekty infrastrukturalne w kraju, na przykład przechwyciły w Ałmaty lotnisko oraz pięć samolotów, w tym zagraniczne. Oznajmił, że bandy te przeszły „poważne szkolenie za granicą”.

Prezydent powiedział, że na skutek zamieszek ośmiu policjantów i żołnierzy zginęło, a 317 odniosło obrażenia. Według jego słów obecnie pod Ałmaty trwają walki między „bandami terrorystycznymi” a jednostką powietrzno-desantową ministerstwa obrony.

Wkrótce po wystąpieniu Tokajewa komendantura Ałmaty podała, że organy ochrony prawa przystąpiły do antyterrorystycznej operacji specjalnej w mieście. Jej celem – jak podano - jest przywrócenie porządku. Ludność wezwano do spokoju i współpracowania z organami ochrony prawa w przywracaniu „konstytucyjnego porządku” i bezpieczeństwa publicznego.

Korespondent rosyjskiej agencji TASS podawał wcześniej, że protestujący rozbijają w Ałmaty wystawy sklepowe, okradają sklepy i bankomaty oraz niszczą przystanki autobusowe.

Kazachskie MSW oznajmiło, że akty wandalizmu są organizowane przez prowokatorów, i zaapelowało do ludności, by nie poddawała się prowokacjom.

Kreml: nikt z zewnątrz nie powinien ingerować w sprawy Kazachstanu

Tokajew zaapelował do szefów państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) o pomoc. ODKB to kierowany przez Rosję sojusz militarny, do którego oprócz Rosji należy pięć postsowieckich republik - Armenia, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan.

Kazachstan jest bliskim sojusznikiem Rosji. Kreml już wyraził opinię, że spodziewa się szybkiego rozwiązania wewnętrznych kazachskich problemów, ostrzegając jednocześnie inne kraje przed mieszaniem się w nie. O obecnej sytuacji w Kazachstanie przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka rozmawiał najpierw z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, a potem z prezydentem Kazachstanu Kasymem-Żomartem Tokajewem. O rozmowach tych poinformowało jego biuro prasowe.

Na wydarzenia w Kazachstanie zareagował również polski szef MSZ. "Jako przewodniczący OBWE ściśle monitoruję ostatnie wydarzenia w Kazachstanie; wzywam do deeskalacji sytuacji oraz do rozpoczęcia dialogu z pełnym poszanowaniem wobec zobowiązań w ramach OBWE - napisał Zbigniew Rau.

ja

Czytaj  także:

Lubię to! Skomentuj68 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka