Napis "j...ć PiS" na koszulce to wulgaryzm. Sąd przychyla się do wniosku policji

65-letni Janusz Ziętkiewicz usłyszał wyrok za noszenie koszulki z napisem "J***ć PiS". (fot. YouTube/GazetaJarocinska)
65-letni Janusz Ziętkiewicz usłyszał wyrok za noszenie koszulki z napisem "J***ć PiS". (fot. YouTube/GazetaJarocinska)
Sąd Rejonowy w Jarocinie podtrzymał karę dla 65-letniego Janusza Ziętkiewicza, który odmówił przyjęcia dwóch 50-złotowych mandatów za posiadanie na koszulce i samochodzie napisu "J***ć PiS". Ukarany oraz jego mecenas zapowiadają apelację. — To polityczne prześladowanie — twierdzi Ziętkiewicz.

Ukarany za osiem gwiazd

Jak relacjonuje "Wyborcza", na rozprawę, która odbyła się 25 listopada, 65-letni Ziętkiewicz przyszedł w koszulce z tęczą i tym samym napisem, za który wcześniej dostał mandat. Z początku sądowa ochrona nie chciała wpuścić na salę publiczności, ani dziennikarzy. Mecenas Robert Kornalewicz, broniący obwinionego, zwracał uwagę, że sprawa jest jawna. Ostatecznie prowadząca sprawę asesorka sądowa Karolina Kiejnich-Kruk zgodziła się na ich udział. Nie zabroniła również Ziętkiewiczowi występowania na rozprawie w koszulce z napisem "J***ć PiS".

Argumenty policji

Reprezentujący policję st. asp. Grzegorz Kaźmierczak przekonywał, że funkcjonariusze nie mieli na celu ograniczenia prawa do krytyki politycznej, tylko o "używanie słów nieprzyzwoitych", co penalizowane jest z art. 141 Kodeksu wykroczeń.

— Każdy może mieć swoje poglądy i je wyrażać, ale jest przepis, który to normuje, nakazując przestrzeganie pewnych norm etycznych i moralnych — tłumaczył. Jego zdaniem obnoszenie się z takim napisem "zachęca młodzież do używania wulgarnych słów". Powoływał się przy tym na wypowiedź językoznawcy, prof. Jerzego Bralczyka, który słowo "j***ć" uznał za jedno z pięciu podstawowych słów wulgarnych w języku polskim.

Protest Ziętkiewicza wobec rządu

Janusz Ziętkiewicz podczas rozprawy wyjaśniał, że napis na koszulce i samochodzie to jego forma protestu wobec rządu. Wyjaśnił, że od kilku lat chodzi w niej po Jarocinie. Dodał, że początkowo miał na ubraniu tylko osiem gwiazd, ale ze względu na coraz gorszą sytuację w kraju zaczął używać niecenzuralnego napisu.

— Chciałem by mój protest wybrzmiał dosłownie — mówił. Dodał, że jak dotąd nikt go z tego powodu nie ścigał.

Wytłumaczył, że jego problemy zaczęły się dopiero po tym, jak 27 czerwca pojawił się w tej koszulce na odsłonięciu pomnika Jana Szyszki w Jarocinie, który przez Ziętkiewicza nazwany został w sądzie "samowolą budowlaną".

— Stałem cicho, otoczony kordonem policjantów. Gdy wracałem przez park, podszedł do mnie patrol. Policjanci z ubolewaniem zażądali, żebym się wylegitymował. Tłumaczyli, że dostali taki rozkaz — mówił. Dodał, że po spisaniu został wypuszczony bez słowa, jednak po kilku tygodniach dostał wezwanie na komendę, gdzie zażądano wyjaśnień i chciano mu wręczyć mandat, którego przyjęcia odmówił. W tym samym czasie inna policjantka chciała wlepić mu kolejny mandat, za ten sam napis na samochodzie, którym przyjechał pod komendę. Ziętkiewicz odmówił przyjęcia także tego mandatu.

"To jest mój indywidualny protest"

Obwiniony w sądzie opisał, że na początku listopada otrzymał z sądu wyrok, wydany bez jego udziału w rozprawie. Mężczyzna zapłacić musiał w trybie nakazowym karę 130 zł: za koszulkę i samochód po 50 zł oraz 30 zł za koszty sądowe. 65-letni Ziętkiewicz napisał odwołanie.

Mężczyzna wyjaśnił w nim pochodzenie słowa "j***ć", które – jak stwierdził – staropolskim języku znaczyło "bić".

— Dlaczego policja mnie nie zatrzymała, ani nie poinstruowała podczas odsłonięcia pomnika, tylko wiele tygodni później? — pytał na rozprawie odwoławczej w jarocińskim sądzie. — To, że noszę taki napis, nie oznacza, że jestem człowiekiem niekulturalnym i lubię używać wulgarne słowa. To słowo określające obecny rząd. Protest przeciw bucie, arogancji, skłócaniu narodu i ograniczaniu wolności słowa przez rząd. Nie zgadzam się z tym. To jest mój indywidualny protest — podkreślał.

"Język ewoluuje"

Obrońca Ziętkiewicza, Robert Kornalewicz, w mowie obrończej podkreślił, że art. 141 jest potrzebny.

— Nie chodzi tu o używanie wątpliwych słów. Chodzi o wolność słowa, wolność wyrażania poglądów politycznych, a przede wszystkim prawo do wyrażania ostrego sprzeciwu wobec władzy, która, jak stwierdzają w wyrokach sądy powszechne, narusza prawo i pozostaje w tym bezkarna — mówił.

— Język ewoluuje i zaczynamy niektóre słowa akceptować w przestrzeni publicznej — wyjaśniał. Zacytował równieiż wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z września 2018 roku: "wulgaryzmy stały się tak powszechne, iż można zwątpić w sens kryminalizacji ich używania". 

— W pewnych warunkach takie zachowanie może być uznane za nieszkodliwe. Ma to miejsce, kiedy obywatel sprzeciwia się władzy, która narusza przepisy prawa i pozostaje bezkarna — twierdził Kornalewicz, prosząc sąd, by nie traktował Janusza Ziętkiewicza jak "pospolitego przestępcę", tylko prodemokratycznego aktywistę, broniącego swobód obywatelskich.

Sąd nieugięty

Asesorka sądowa Karolina Kiejnich-Kruk nie zaakceptowała jednak tych argumentów oraz uznała Ziętkiewicza za winnego. Zmniejszyła za to mandat karny z 200 do 50 zł oraz zwolniła go z kosztów sądowych. W ustnym uzasadnieniu powoływała się na "kulturę i szacunek do języka polskiego", a także ochronę dzieci i młodzieży przed wulgaryzmem. 

Podkreśliła również, że "nieposłuszeństwo obywatelskie wiąże się z gotowością poniesienia kary za ten sprzeciw".

— Jeżeli w debacie publicznej chcemy doprowadzić do zmiany obecnej rzeczywistości w Polsce, to czy nie powinniśmy bardziej ważyć słowa? Te słowa wskazują na klasę osoby, która się nimi posługuje. Chyba nie chcielibyśmy być postrzegani jako osoby z ograniczonym słownictwem, które nie potrafią znaleźć innych słów krytyki. W debacie publicznej należy odróżnić rzeczową krytykę od inwektywy — mówiła asesorka Kiejnich-Kruk.  

Będzie apelacja

Ziętkiewicz po rozprawie zapowiedział apelację od wyroku.

— Ten wyrok jest niesprawiedliwy, napisany pod dyktando władz — stwierdził. Dodał również, że nie liczył na wygraną w jarocińskim sądzie. Jego zdaniem to "politycy wprowadzili wulgarność". Przywołał przy tym słowa Jarosława Kaczyńskiego o "mordach zdradzieckich" oraz "łamaniu rąk kobietom podczas ich protestów".

— To wszystko mnie denerwuje. Jestem wrogiem używania wulgaryzmów, ale niekiedy są potrzebne, by oddać emocje. Miałem prawo zdenerwować się na władzę. Sędzina trzymała się tylko sztywno litery prawa — powiedział Ziętkiewicz. 

Jego obrońca, mec. Robert Kornalewicz również nie zgadza się z argumentacją sądu.

— Jestem oczywiście za tym, by protesty odbywały się z klasą, bez używania wątpliwych etycznie słów. Uważam jednak, że w tym konkretnym przypadku pan Janusz, czyniąc to w szczytnym celu, nie powinien zostać ukarany mandatem — oznajmił. 

Film z rozprawy Janusza Ziętkiewicza dostępny jest na kanale Gazety Jarocińskiej w serwisie YouTube.


RB

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj154 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo