Pociski z Korei Południowej dla Ukrainy - rola Polski
W wyciekłych dokumentach wywiadowczych, zamieszczonych w mediach społecznościowych w marcu i upublicznionych w ostatnich dniach, znalazły się informacje, że Polska może mieć rolę pośrednika w przekazywaniu pocisków artyleryjskich kalibru 155mm z Korei Południowej na Ukrainę.
Według tych raportów południowokoreańscy urzędnicy byli niechętni dostarczeniu amunicji, obawiając się, że mogliby przez to naruszyć zasady swojego kraju, zabraniające udzielania śmiercionośnej pomocy narodom w stanie wojny. W raportach były też informacje, że Seul obawia się presji ze strony Bidena. W jednym z dokumentów, datowanym na początek marca, amerykański wywiad doniósł, że wysoki urzędnik w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego Korei Południowej powiedział, że jego kraj "nie był przygotowany na rozmowę między głowami państw bez posiadania jasnego stanowiska" w tej sprawie.
Polski premier, pytany przez "NYT" potwierdził, że rozmawiał na ten temat z władzami Korei Południowej i ocenił, że bez zapewnienia Joe Bidena, że Stany Zjednoczone zaoferują im wsparcie w obliczu jakiejkolwiek agresywnej odpowiedzi Chin lub Rosji, może nie udać się zakupić kluczowej amunicji i broni z Seulu na użytek Ukrainy.
"Rozmawialiśmy z Koreą Południową o tym, o dostawie broni i dostawie amunicji" - powiedział Morawiecki. "Ale nie sądzę, że będzie to możliwe bez interwencji Stanów Zjednoczonych. Korea Południowa obawia się reakcji Rosji i reakcji Chin".
Morawiecki chciałby interwencji Bidena
Morawiecki podkreślił, że Polska nigdy nie przekaże broni bez negocjowania porozumienia z Koreą Południową. Polska zakupiła wiele systemów broni od Korei Południowej, ale polski premier powiedział, że zakup pocisków z Seulu specjalnie w celu wysłania na Ukrainę wymagałby zaangażowania USA.
"Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby prezydent Biden zainterweniował. Bo bez interwencji prezydenta Stanów Zjednoczonych i pewnego rodzaju gwarancji bezpieczeństwa nie sądzę, żeby do tego doszło" - powiedział premier. Jak stwierdził, dostawy z Korei - która posiada pokaźne zasoby amunicji - byłyby bardzo pomocne, bo obecnie to Rosja dysponuje dużo większymi zapasami pocisków artyleryjskich i wystrzeliwuje ich znacznie więcej niż Ukraina.
W środę południowokoreański dziennik „Tonga Ilbo" podał, że Korea Południowa uzgodniła w marcu ze Stanami Zjednoczonymi, że wypożyczy im 500 tys. pocisków artyleryjskich, co miałoby dać Waszyngtonowi większą swobodę w przekazywaniu amunicji Ukrainie. Ogromne zapasy 155-milimetrowych pocisków w Korei Południowej mogą być kluczowe dla utrzymania Ukraińców w walce.
Przedstawiciele obu państw nie odnieśli się dotąd ani do słów Morawieckiego, ani doniesień prasy.
Ukraina wypala pociski w zawrotnym tempie
Apel polskiego premiera pojawia się w momencie, gdy amerykańscy i europejscy urzędnicy ostrzegają Ukrainę, że wypala ona pociski artyleryjskie w niezrównoważonym tempie, starając się utrzymać wschodnie miasto Bachmut. To może zagrozić planowanej na wiosnę kampanii, która - jak mają nadzieję - okaże się decydująca dla Ukrainy i jej partnerów - komentuje "NYT".
Biorąc pod uwagę wysoką stawkę ukraińskiej kontrofensywy, Stany Zjednoczone ogłosiły ostatnio dwie kolejne natychmiastowe dostawy tysięcy pocisków artyleryjskich z zapasów Pentagonu, aby pomóc w uzupełnieniu zapasów Ukrainy. Jednak wysoki urzędnik amerykańskiej obrony powiedział, że te dostawy, ogłoszone przez administrację Bidena 20 marca i 4 kwietnia, będą ostatnimi dwoma dużymi dostawami amunicji dla Ukrainy przed rozpoczęciem ofensywy i w przewidywalnej przyszłości.
Amerykański urzędnik określił dostawy jako "wysiłek ostatniej szansy", ponieważ sojusznicy Kijowa nie mają wystarczającej ilości amunicji, aby nadążyć za tempem Ukrainy, a ich własne zapasy są krytycznie niskie. Poza walkami w Bachmucie, Ukraina szkoli tysiące żołnierzy i stara się gromadzić zapasy amunicji na wiosenną ofensywę.
W rozmowie z "NYT" Morawiecki przyznał, że wojna na Ukrainie pochłania wiele jego czasu i wysiłków rządu, ale zaznaczył, że wynik konfliktu ma dla świata fundamentalne znaczenie.
"Chcę, by Ukraina wygrała, bo - broń Boże - jeśli Ukraina zostanie podbita, będziemy w kompletnie innym świecie. Jeśli Rosja odniesie sukces i duży kraj może najechać mniejszy kraj, dlaczego tej samej sztuczki nie miałyby powtórzyć Chiny, z pomocą Rosji?" - tłumaczył Mateusz Morawiecki. "Jest to więc kluczowy moment w historii globu" - dodał.
Premier zaznaczył, że choć państwa regionu takie jak Polska rozumieją powagę tej sytuacji, to państwa Europy Zachodniej mogłaby robić więcej, by pomóc Ukrainie. "Myślę, że wiele z nich mogłoby robić więcej, dostarczać szybciej i więcej broni. To bogate kraje" - powiedział szef polskiego rządu.
ja
(Zdjęcie: Premier Mateusz Morawiecki odwiedził zakłady ANAD Anniston Army Depot, gdzie produkowane są czołgi Abrams, fot. PAP/Krystian Maj/KPRM)
Czytaj także:
- Macron o "amerykańskich wasalach". Trump wulgarnie o jego wizycie w Chinach
- Polacy wyciągają wnioski z inflacji. Chcą uczyć się o finansach
- Co dalej z niemieckim atomem? Ta decyzja budzi kontrowersje
- Wojewódzki wyśmiał Koterskiego. Poszło o zdrady i różaniec






Komentarze
Pokaż komentarze (87)