na zdjęciu: Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty rozmawia z mediami. fot. PAP/Piotr Nowak
na zdjęciu: Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty rozmawia z mediami. fot. PAP/Piotr Nowak

Marszałek Sejmu na politycznej skórce od banana. Skutki mogą być bolesne

Redakcja Redakcja Polityka zagraniczna Obserwuj temat Obserwuj notkę 156
Politykom zdarzają się wpadki i nieprzemyślane decyzje, które mogą nieść nieprzewidziane konsekwencje. O takich sytuacjach zwyczajowo mówi się: „poślizgnął się na skórce od banana”, bo jeden nieuważny krok często kończy się widowiskowym orłem i bolesnym upadkiem - pisze na Salon24 Jacek Protasiewicz.

Polityczny poślizg, który rzadko zdarza się doświadczonym graczom

Wygląda na to, że właśnie coś takiego przydarzyło się drugiej osobie w państwie – marszałkowi Sejmu Włodzimierzowi Czarzastemu. Ten doświadczony, zaprawiony w bojach, a przez to zazwyczaj ostrożny polityk, jakby dał się ponieść pokusie szybkiego zdobycia poklasku w lewicowym elektoracie i postanowił samodzielnie, bez konsultacji, odpowiedzieć na list przewodniczących parlamentów USA i Izraela, zapraszających do poparcia starań Donalda Trumpa o Pokojową Nagrodę Nobla.


Łatwy aplauz lewicy i gra o kilka procent poparcia

Jak Donald Trump jest postrzegany przez wyborców lewicowych na całym świecie – tłumaczyć nie trzeba. Obok premiera Izraela zajmuje czołowe miejsce na liście najbardziej znienawidzonych polityków. Ostra krytyka Trumpa gwarantuje więc niemal stuprocentowy aplauz tej części elektoratu, a w polskich realiach może też przynieść kilka punktów procentowych wzrostu sondażowego.

Zwłaszcza że Nowa Lewica rywalizuje dziś z Partią Razem – ugrupowaniem pryncypialnym, pilnującym ideowej „krystalicznej czystości” i gotowym punktować każdą oznakę kompromisu. Na tym tle gest marszałka Sejmu mógł wyglądać jak próba wyprzedzenia konkurencji na jej własnym boisku.


Marszałek Sejmu to nie lider partyjny

Problem polega na tym, że marszałek Sejmu jest kimś więcej niż tylko liderem własnej formacji. To reprezentant całej izby – a przynajmniej jej większości – w tym także posłów, którzy nie podzielają przekonania o potrzebie otwartej, medialnej konfrontacji z prezydentem USA.

Nie dlatego, że są zwolennikami jego często bezceremonialnego stylu, lecz dlatego, że rozumieją jedno: z bardzo dużym prawdopodobieństwem przez najbliższe trzy lata to właśnie Donald Trump będzie przywódcą największego światowego mocarstwa. A to oznacza konieczność układania strategii i doboru taktyki w oparciu o ten fakt, a nie wbrew niemu.


Konsekwencje, które już widzieliśmy

Oczywiście zawsze można obrać inną drogę. Tyle że – jak każda decyzja – niesie ona swoje konsekwencje. I te konsekwencje świat już widział. Prezydent Ukrainy został w pewnym momencie dosłownie wyrzucony z Białego Domu, a amerykańska pomoc wojskowa została wstrzymana. Dopiero ogromnym wysiłkiem dyplomatycznym całego Zachodu udało się tę sytuację odkręcić.

Prezydent Wenezueli takiego zaplecza nie miał. Gdy odmówił Donaldowi Trumpowi dobrowolnego oddania władzy, skończył w amerykańskim więzieniu. To pokazuje, że obecny gospodarz Białego Domu nie traktuje konfliktów symbolicznie, lecz bardzo konkretnie.


Były inne wyjścia. Wybrano najbardziej konfrontacyjne

Marszałek Czarzasty nie był postawiony pod ścianą. Miał do wyboru wiele wariantów reakcji. Mógł zapowiedzieć, że przedstawi sprawę Prezydium Sejmu lub Konwentowi Seniorów. Mógł uzależnić ewentualną odpowiedź od warunków, na przykład od postępów w rozmowach o sprawiedliwym pokoju w Ukrainie.

Jako jeden z liderów koalicji rządowej, świadomy znaczenia relacji z USA dla bezpieczeństwa Polski, powinien był co najmniej skonsultować się z premierem oraz wicepremierem i szefem MON. Zamiast tego wybrał drogę spektakularnej konfrontacji medialnej – i otrzymał reakcję, którą polityk tej rangi, otoczony doświadczonymi doradcami, powinien był przewidzieć.


Oklaski dziś, pytania jutro

Dziś marszałek zbiera owoce swojej decyzji. Liberalno-lewicowy komentariat chwali go za „odwagę powiedzenia Trumpowi wprost tego, co wielu myśli”. Inni, odwołujący się do dawnych kalk i haseł o suwerenności, biją brawo, że „nie pozwala obcym mocarstwom wtrącać się w polskie sprawy”.

Tyle że sprawa jest poważniejsza niż te dwie tromtadracje. Po roku prezydentury Trumpa każdy powinien wiedzieć, że rządzi on twardą ręką – także wobec własnej administracji. Jeśli zapadnie decyzja o ograniczeniu kontaktów z polskimi partnerami, sekretarze Rubio czy Hegseth nie podadzą się do dymisji, nawet jeśli prywatnie darzą sympatią Radosława Sikorskiego czy Władysława Kosiniaka-Kamysza.


Czy to dopiero początek problemów?

Czy taki scenariusz się zrealizuje? Na razie – po ostatnim spięciu – nic na to nie wskazuje. Potwierdza to choćby wstrzemięźliwość PiS w sprawie wniosku o odwołanie marszałka Sejmu. Jak sami przyznają, czekają na lepszą okazję.

Ta może pojawić się szybciej, niż się wydaje. Po zaplanowanej na środę Radzie Bezpieczeństwa Narodowego punkt dotyczący Włodzimierza Czarzastego – jeszcze niedawno wyglądający na obsesję środowiska Karola Nawrockiego – po reakcji ambasadora USA nabrał zupełnie innego ciężaru politycznego.

na zdjęciu: Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty rozmawia z mediami. fot. PAP/Piotr Nowak

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj156 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (156)

Inne tematy w dziale Polityka