RBN jako polityczna „ustawka”
Jacek Protasiewicz nie ma wątpliwości, że posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego było wydarzeniem starannie wyreżyserowanym przez prezydenta. Jak podkreślał, już sama forma spotkania dawała gospodarzowi pełną kontrolę nad przebiegiem debaty.
– Od wejścia na salę było widać, że prezydent czuje się jak na starciu sportowym na swoim boisku. Uśmiechnięty, rozluźniony, pewny siebie. To była ustawka na jego warunkach. Bez sprzętu, ale ewidentnie dobrze przygotowany. Miał gotowe wystąpienie, przemyślane, z jasną metaforą, która trafiła nawet do ludzi bardzo krytycznych wobec niego – oceniał Protasiewicz.
Kluczowa okazała się metafora „jednego uderzenia serca”, odnosząca się do konstytucyjnej roli marszałka Sejmu jako potencjalnego następcy prezydenta. – To nie jest kwestia tego, czy ktoś kogoś lubi. Chodzi o bezpieczeństwo państwa. O to, że osoba, która nie chce poddać się procedurze sprawdzeń i dostępu do dokumentów tajnych, w razie nagłej sytuacji mogłaby realnie zagrozić stabilności państwa – tłumaczył były europoseł. (dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo)
Obejrzyj całą rozmowę na YouTube:
Czarzasty, Trump i „przefajnowanie” Lewicy
Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy była krytyka działań Włodzimierza Czarzastego. Protasiewicz oceniał, że lider Lewicy od początku marszałkowania szukał konfrontacji, nawet kosztem interesów koalicji i relacji międzynarodowych.
– Czarzasty ewidentnie szuka zwady. Zapowiada weto marszałkowskie, którego nie ma w prawie, przywracanie zamrażarki dla projektów, a potem jeszcze atak na Donalda Trumpa. To wszystko jest robione pod elektorat lewicy. Problem w tym, że koszty ponoszą inni – zwłaszcza PSL i Władysław Kosiniak-Kamysz, który musi potem prostować relacje z Amerykanami – mówił.
Zdaniem Protasiewicza reakcja ambasadora USA jasno pokazała, że padły słowa, które nie powinny paść. – Można nie lubić Trumpa, ale relacje polsko-amerykańskie to nie jest miejsce na partyjne popisy. Czarzasty przefajnował. Zdobył może kilka punktów u lewicy, ale wprowadził łyżkę dziegciu do beczki miodu w relacjach z USA – ocenił.
SAFE, Unia Europejska i nowa linia konfliktu Tuska
Rozmowa zeszła też na program SAFE i unijne finansowanie zbrojeń. Protasiewicz zwracał uwagę, że wokół bezpieczeństwa Donald Tusk próbuje dziś zbudować nowy, trwały podział polityczny.
– Tusk bardzo świadomie powiedział: naszym głównym gwarantem bezpieczeństwa jest Unia Europejska. To jest próba zastąpienia starego sporu PiS–Platforma nową osią konfliktu. Kto jest za Unią i wspólnym bezpieczeństwem, a kto – świadomie lub nie – gra na rzecz Rosji – tłumaczył.
Były europoseł podkreślał, że dotychczasowy konflikt Tuska z Jarosławem Kaczyńskim jest już dla wyborców nużący. – „To jest spór dwóch politycznych tetryków, który nie interesuje młodych. Oni chcą czegoś innego. Chcą bezpieczeństwa, stabilności i normalnego życia. I Tusk to wreszcie zrozumiał” – mówił.
Młode pokolenie: grill, garaż i święty spokój
Najdłuższa i najbardziej osobista część rozmowy dotyczyła młodych wyborców. Protasiewicz przekonywał, że kwestie światopoglądowe, które rozpalają polityczne elity, w powiatach i mniejszych miastach nie mają niemal żadnego znaczenia.
– Młodzi chcą normalnego życia. Domku, dwóch samochodów, grilla w weekend i wakacji w Chorwacji. Nie Bali, nie Tajlandii – normalności. Spory o neo-sędziów, KRS, ideologiczne awantury – ich to kompletnie nie obchodzi – mówił.
W jego ocenie dlatego atrakcyjni byli politycy, którzy sprawiali wrażenie walczących i antysystemowych. – Ludzie przychodzą na tych, którzy walczą. Najpierw był Mentzen, teraz tę rolę przejmuje Braun. Konfederacja zaczęła obrastać w biurokrację, stała się mainstreamem. A młodzi nie chcą kolejnej gadającej głowy – chcą kogoś, kto obieca, że weźmie ich sprawy na siebie – podsumował Protasiewicz.
Red.
na zdjęciu: Rada Bezpieczeństwa Narodowego, fot. PAP/Radek Pietruszka





Komentarze
Pokaż komentarze