Z artykułu dowiesz się:
- Jak może działać system, który łączy wszystkie biura rzeczy znalezionych w Polsce w jedną wyszukiwarkę
- Co to jest "macz" i jak AI łączy zgubione przedmioty z odnalezionymi
- Dlaczego skradziony telefon czy rower prawie nigdy nie wracają do właściciela i co Findi chce z tym zrobić
- Jaki jest plan polskiego rządu wobec Centralnej Bazy Rzeczy Znalezionych
Findi to jedna wyszukiwarka dla wszystkich biur rzeczy znalezionych w kraju. Dziś są rozproszone po gminach, miastach, lotniskach, kolejach i hotelach. Każde prowadzi własną bazę. Wszystko zależy od opisu przedmiotu, który spisuje urzędnik lub pracownik obsługi. Findi te bazy łączy. AI sama opisuje przedmiot ze zdjęcia i zestawia go z opisem osoby, która szuka swojej zguby.
Obejrzyj rozmowę Bartoszem Szałęgą z Findo.to :
Macz, czyli serce systemu
Algorytm szuka pary. Łączy to, co ktoś zgubił, z tym, co ktoś znalazł. Szałęga nazywa to "meczem". System patrzy na opis, miejsce i czas, i mówi, gdzie ta rzecz prawdopodobnie leży.
"Jeżeli ja opiszę dobrze ten przedmiot, to jest duża szansa, że powstanie tak zwany mecz, który doprowadzi nas do tego przedmiotu i powie, gdzie on w tym momencie się znajduje." mówi w rozmowie z Salon24 założyciel Findi.
Pokazuje bransoletkę po ojcu. Gdyby ją zgubił, mówi, zrobiłby wszystko, żeby ją odzyskać. Ale skąd by wiedział, gdzie szukać.
Lotniska, koleje i tysiące zgubionych walizek
Findi rozmawia z partnerami. Z koleją regionalną. Z polskimi lotniskami. Część ma własne systemy obsługi rzeczy znalezionych. Część zdecyduje się dopiero po testach.
"Mamy już informacje z niektórych lotnisk, że wdrożą to rozwiązanie, jeżeli ono się sprawi. Bo rzeczywiście łatwiej nam powiedzieć nawet do mikrofonu lub zrobić zdjęcie przedmiotu, który będzie opisany, niż to wklepywać zdalnie." mówi Szałęga.
Z polskich lotnisk co roku wyjeżdża kilkadziesiąt milionów pasażerów. Zgubionych bagaży są tysiące. Razem z pociągami, autobusami, hotelami i przestrzenią miejską robi się z tego setki tysięcy przedmiotów rocznie. Właściciele nie mają szans ich odzyskać, bo nie wiedzą, do kogo dzwonić.
Bezpieczny Lombard kontra paserzy
Drugi front to walka z paserstwem. Skradziony telefon, rower czy laptop rzadko wracają do właściciela. Idą w drugi obieg, do lombardów, na portale ogłoszeniowe. Po jakimś czasie właściciel macha ręką, bo nawet nie wie, że tę rzecz da się gdzieś zgłosić jako poszukiwaną.
"Mamy już w trakcji ustalone, kiedy odpalać będziemy rozwiązanie pod tytułem Bezpieczny Lombard, żeby przedmioty, które są skradzione, jednak nie były tak łatwo dostępne dla ludzi, którzy chcą coś taniej kupić." zapowiada Szałęga.
Findi chce wpiąć się w bazy policyjne i największe serwisy ogłoszeniowe. Telefon, rower albo zegarek wystawiony na sprzedaż po kradzieży ma od razu wyskoczyć z alertem.
We wrześniu projekt poparł wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. W listopadzie wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka ogłosił, że pomysł zostanie wdrożony przez polski rząd jako Centralna Baza Rzeczy Znalezionych. W Vancouver Gramatyka był osobiście i Findi.to znalazło się w jego prywatnym top 3 najciekawszych projektów polskiej delegacji.
Wyjazd Findi do Kanady to część programu Going Global, prowadzonego przez Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Program otwiera polskim firmom drogę za granicę. Cała rozmowa na wideo poniżej.
red.
Fot: Bartosz Szałęga na targach Web Summit w kanadyjskim Vancouver





Komentarze
Pokaż komentarze