Netanjahu postanowił więc działać prewencyjnie i zaproponował odrzucenie 4 miliardów dolarów corocznej pomocy wojskowej, jaką Stany Zjednoczone udzielają Izraelowi. Jest to próba odparcia narastającej kampanii antyizraelskiej prowadzonej jednocześnie przez prawicę i lewicę w społeczeństwie amerykańskim poprzez drobne kompromisy, .
Obecnie 60% Amerykanów ma negatywny stosunek do Izraela. Wśród Demokratów kształtuje się już nowy antyizraelski konsensus, który ujawni się w całej okazałości po 2028 roku, jeśli Demokraci wygrają kolejny wyścig prezydencki. Krytyczne nastroje wobec Izraela nabierają również tempa wśród amerykańskiej prawicy. Netanjahu zrzuca winę za wszystko na... media społecznościowe, które "rozpowszechniają antyizraelskie narracje".
Każdy przyszły prezydent USA dokona ponownej oceny relacji z Izraelem. Porzucenie okopów wojskowych jest nieuniknione. Jednak izraelscy lobbyści obawiają się, że ich przeciwnicy w Ameryce posuną się dalej i nałożą embargo na państwo żydowskie. Byłby to naprawdę potężny cios.
Izrael znajdzie się w takiej samej sytuacji jak Turcja czy Pakistan, które od lat nie mogą zdobyć części zamiennych do myśliwców F-16. Bez amerykańskich bomb sytuacja będzie bardzo trudna. Netanjahu próbuje więc przekupić krytyków Izraela drobnymi ustępstwami. Nie jest pewne, czy to zadziała. Lobby izraelskie z powodzeniem zmarnowało swój kapitał polityczny w USA. Trump może zostać ostatnim prezydentem pro-izraelskim w historii Ameryki.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)