57 obserwujących
410 notek
492k odsłony
561 odsłon

Kilka uwag o wyższości SB-ka nad antykomunistą

Wykop Skomentuj9

Kat występuje zazwyczaj w masce – sprawiedliwości.
S.J. Lec

image

W tzw. procesie toruńskim, toczącym się od 27 grudnia 1984 do 7 lutego 1985 przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu stanęli oskarżeni o dokonanie potwornej zbrodni czterej funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. W efekcie, naczelnik wydziału Departamentu IV kpt. Grzegorz Piotrowski został skazany na 25 lat więzienia za uprowadzenie, torturowanie i zabójstwo księdza. Również na 25 lat za sprawstwo kierownicze zbrodni skazano dyrektora Departamentu IV MSW płk. Adama Pietruszkę. 15 lat więzienia za udział w uprowadzeniu, torturach i zabójstwie ks. Popiełuszki dostał por. Leszek Pękala. Z kolei por. Waldemara Chmielewskiego za to samo skazano na 14 lat pozbawienia wolności. W 1986 i 1987 r. w wyniku interwencji gen. Kiszczaka, sprawcom złagodzono kary. Piotrowski miał odsiedzieć 15 lat, a nie 25, Pietruszka zamiast 25 lat dostał 10, Pękali kara zmniejszyła się z 15 do 6 lat, zaś Chmielewskiemu ograniczenie wolności obniżono z lat 14 do 4,5 roku.

Trzydzieści cztery lata później w parlamentarnym zespole ds. zaopatrzenia emerytalnego funkcjonariuszy i żołnierzy zebrało się  dziesięciu  posłów, głównie polityków Lewicy: wicemarszałek Sejmu i szef SLD Włodzimierz Czarzasty, rzeczniczka SLD Anna Maria Żukowska, szef sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji Wiesław Szczepański, Marcin Kulasek (to ten biedak niewiążący końca z końcem z powodu niskich wynagrodzeń poselskich), Hanna Gill-Piątek, Monika Pawłowska, Paweł Krutul, Monika Falej i Andrzej Rozenek oraz jedyny poseł spoza lewicy Mirosław Suchoń z Koalicji Obywatelskiej, którzy uznali tzw. ustawę dezubekizacyjną za gwałt i aberrację. Z jakiej przyczyny? Podobno dlatego, że jej zapisy łamią prawa człowieka i są niezgodne z wszelkimi cywilizowanymi obyczajami. Z drugiej strony wpędzają w nędzę tysiące byłych funkcjonariuszy pracujących w czasach PRL dla dobra Ojczyzny. Propozycja nowej ustawy, przywracającej socjalistyczną sprawiedliwość, ma zostać złożona do laski marszałkowskiej w przyszłym tygodniu.

Analiza uregulowań dezubekizacyjnych z roku 2016 pozwala przyjąć, iż są to rozwiązania dobre acz spóźnione. Uważam również, iż zainstalowanie w dokumencie „bezpieczników” umożliwiających wejście na ścieżkę odwoławczą, dobrze świadczy o autorach ustawy. Dzięki temu unika się rażących przypadków niesprawiedliwości, jak choćby casus Wojciecha Raczuka (byłego milicjanta), który w 1982 roku dostał sześć kul w pościgu za zabójcą. Gdy walczył o życie, milicja fikcyjnie umieściła go na tzw. etacie politycznym, wskutek czego podpadł pod wspomnianą ustawę.

Przepisy ustawy dezubekizacyjnej spowodowały, że emerytury byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie mogą być wyższe od średniego świadczenia wypłacanego przez ZUS: emerytura - 2,1 tys. zł (brutto), renta - 1,5 tys., renta rodzinna - 1,7 tys. Oznacza to, iż praktycznie wszyscy byli funkcjonariusze opresyjnych służb PRL utracili spore pieniądze. Z danych przekazanych przez wiceministra spraw wewnętrznych i administracji wynika, że od 1 października 2017 - od kiedy zaczęła obowiązywać omawiane przepisy - do 27 czerwca 2019 roku, wydatki budżetu państwa na świadczenia emerytalno-rentowe dla funkcjonariuszy, którzy pełnili "służbę na rzecz totalitarnego państwa" zmniejszyły się o 1,17 mld zł. Przekładając to język ludzki: państwo, czyli budżet, zaoszczędza ok. 55 milionów złotych miesięcznie. Jeszcze zaoszczędza! Wprawdzie mam nadzieję, graniczącą z pewnością, że obecny parlament nie przychyli się do wniosku obrońców socjalistycznej sprawiedliwości, ale… Wszak za niecałe cztery lata kolejne wybory.

To jednak tylko jedna strona medalu. Druga, niczym ciemna strony księżyca, pozostaje poza oglądem większości. A jest czemu się przypatrywać! Ot, choćby ustawie z dnia 8 czerwca 2017 r. o zmianie ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych w czasach PRL. Na mocy jej postanowień  byli działacze opozycyjni wobec reżimu komunistycznego oraz  osoby przezeń represjonowane otrzymały prawo do świadczenia pieniężnego w wysokości ok. 400 zł/mc. Aby znaleźć się w gronie beneficjentów ustawy trzeba przejść długa i uciążliwą procedurę, która często nie kończy się happy endem. Należy bowiem bezsprzecznie wykazać, że przez określony czas brało się czynny udział w działaniach antyreżymowych na rzecz niepodległości Rzeczpospolitej zagrożonych poważnymi konsekwencjami. Dodatkowo, z pobierania świadczeń wykluczeni zostali donosiciele i współpracownicy komunistycznych służb. Nawet ci „nawróceni”. W efekcie do korzystania ze świadczenia w roku ubiegłym uprawnionych było ok. 11 tys. osób, a na wypłaty zostało wydane z budżetu państwa ok. 40 mln zł. Na ten rok w planach finansowych RP przewidziano na ten cel 36 mln zł (przy budżecie wynoszącym 429,5 mld zł). Czy wynika to z faktu, że spora grupa dawnych działaczy niepodległościowych z okresu 1956-1989 co roku odchodzi do wieczności, czy też z innych, pozabiologicznych przyczyn, trudno powiedzieć. W każdym razie jest to faktem.

Gdyby przyjrzeć się sytuacji w omawianych zakresach, to na pierwszy rzut oka widać, że coś tu nie gra. Pomijam już kwestie materialne, których waga jest olbrzymia,  ale chcę zwrócić uwagę na stronę polityczną i moralną zagadnienia. O ile potrafię zrozumieć poczynania i troskę o reprezentantów organów represji wykazywaną przez kolejne pokolenie akolitów sytemu komunistycznego (sic!), o tyle trudno mi zrozumieć niski poziom wsparcia dla działaczy opozycji antykomunistycznej. Przecież wielu z nich przez długie lata cierpiało niedostatek będący wynikiem utraty zdrowia i represji. Nie obyło się również bez dramatów rodzinnych. Przez prawie trzydzieści lat po „Okrągłym Stole” nikt właściwie nie pochylił się nad poprawą ich losu, nie docenił ryzykownego zaangażowania i nietuzinkowej niezłomności. Klepano ich po plecach i od wielkiego dzwonu zapraszano na oficjalne uroczystości. W tym samym czasie ich oprawcy żyli bezpiecznie i syto. Dziś, gdy siły polityczne, których miejsce tak naprawdę winno znajdować się na politycznym śmietniku, podnoszą wysoko głowę i gardłują w obronie ludzi służących de facto obcej potędze, władze wolnej Rzeczypospolitej pozwalają aby niewielkie i wciąż zmniejszające się grono bohaterów pozostawało na marginesie. Dobrze, że otrzymują świadczenia, będące jakąś tam rekompensatą za lata poświęceń i walkę z nieludzkim ustrojem, lecz ich poziom, na tle dobrostanu ich oprawców,  wydaje się być chichotem historii. Zdaje się, że nadszedł najwyższy czas aby to zmienić. Niebawem nie będzie komu podziękować…

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka