59 obserwujących
434 notki
530k odsłon
3331 odsłon

Dlaczego topnieją szeregi katolików?

Wykop Skomentuj91

Największym ślepcem jest ten, kto nie chce przejrzeć.
J. Saramago

image

„Albo Kościół wychodzi do ludzi albo nie jest to Kościół” - tak podczas jednego z wywiadów odrzekł papież Franciszek na pytanie o gorączkę trawiącą współczesny Kościół. Niby prawda. Niby... Gdy organizm gorączkuje należy przyjąć, iż coś w nim szwankuje i czym prędzej postawić diagnozę przyczyn takiego stanu rzeczy. Równie ważnym jest jednak zaordynowanie odpowiedniego leku, który zdoła uleczyć i przywrócić normalność. Mamy więc sytuację polegająca na tym, że dzisiejszy Kościół, rozumiany jako zhierarchizowana instytucja, jak i wspólnota wszystkich wiernych, słabnie w oczach. I to przywódca duchowy rzymskich katolików potwierdza. Niestety nie daje jasnej odpowiedzi na pytanie o medykamenta, które należałoby zastosować. Co więcej, nie zachowuje się na wzór doświadczonego, odpowiedzialnego oraz budzącego zaufanie lekarza, ale w poszukiwaniu rozwiązania niecierpliwie wertuje podręczniki i zasięga opinii specjalistów od suplementów diety. Czy tego oczekuje pacjent? Śmiem wątpić. Widząc co się dzieje woli zatem poszukać innego specjalisty lub skorzystać z oferty tzw. medycyny naturalnej. Takie – w gruncie rzeczy zrozumiałe – zachowanie  budzi zdziwienie niezdecydowanego medyka, który przyczyny własnej porażki upatruje nie w sobie, lecz po stronie chorego. Rzecz jasna nie mam możliwości zaprezentowania własnej oceny sytuacji głowie mojego Kościoła, ale napisać kilka zdań na ten temat z pewnością nie zaszkodzi.

Mogłoby się wydawać, iż obecne harce odprawiane w Kościele rzymskokatolickim przez część duchownych – w tym najważniejszych - mają charakter ekstraordynaryjny. To błędny pogląd. Jeśli bowiem spojrzymy wstecz i przypatrzymy się kilkuset gospodarzom Stolicy Piotrowej poprzedzającym obecnego papieża, to wielu z nich winniśmy uznać nie za namiestników Chrystusa na ziemi ale raczej za reprezentantów księcia piekieł. Brzydota czynów popełnianych przez duszpasterzy w tiarze była wielowymiarowa i dotyczyła zarówno ducha jak i ciała. Zdarzali się przywódcy chrześcijańskiego Zachodu skłonni przychylać ucha ku zwolennikom gnozy, dla utrzymania władzy naginać odwieczne zasady, z powodu osobistych skłonności do nowinkarstwa lub na żądania możnych majstrować przy doktrynach wypracowanych przez Ojców Kościoła, a nawet dokonywać autorskiego „tłumaczenia” Wulgaty… bez poprawnej znajomości łaciny. To jednak nie wszystko.

Dopóki Kościół zmagał się z wszechstronną opresją, dopóty trzymał fason. Aż po IV stulecie przywódcy duchowi (na ogół) swoimi zachowaniami dawali przykład przyzwoitego życia i tym samym byli wzorami zachowania dla mas poszukujących odpowiedzi na odwieczne dylematy targające ludzkimi duszami. Realia uległy zmianie i Kościół męczenników przemienił się w Kościół tryumfujący. W ten sposób stał się magnesem dla wszelkiej maści koniunkturalistów, abnegatów, cyników i – co tu kryć?! -zbrodniarzy. Wierni spoglądali zatem na papieży o wybitnie giętkich kręgosłupach praktykujących symonię, nepotyzm czy handel odpustami. Słynny okres „pornokracji” (schyłek IX - początek XI w.) to apogeum upadku. To wtedy właśnie gospodarze Watykanu wspólnie z kobietami pokroju Teodory, którą dziejopis i biskup Liutprand z Kremony nazwał „bezwstydną dziwką, rozpaloną żarem Wenus", profanowali nieustannie Stolicę Piotrową. Takim był Benedykt IX zwany „jurnym buhajem”, Jan XII wierzący w to, że dobre duchy chroniące go przed szatanem tkwią w ciałach koni i płacący za wróżby złotymi dewocjonaliami, Jan XIX chcący odsprzedać Bizantyjczykom za sporą gotówkę tytuł patriarchy ekumenicznego czy wreszcie Aleksander VI (Rodrigo Borgia) słynący z zamiłowania do kobiet, pieniędzy, władzy i mordów. Wielu podobnego pokroju oryginałów sprawowało władzę nad Kościołem. Zawsze jednak po fali ekscesów dochodzili do głosu ludzie sprawiedliwi.

Poczynając od Leona I Wielkiego oraz Grzegorza Wielkiego, którzy w obliczu zalewu Italii przez masy barbarzyńskich ludów zdobyli się na głęboką reformę struktur kościelnych i poprzez niebywałą aktywność misjonarską nawrócili całe rzesze pogan, a powierzchownie schrystianizowanych rodaków uchronili przed powrotem do pogaństwa, mamy cały szereg wybitnych postaci przywracających Kościołowi i współwyznawcom sens wiary. Sylwester II, Stefan IX, Grzegorz VII, Innocenty III, Paweł III, Paweł IV czy wreszcie nasz rodak Jan Paweł II. Wszyscy oni stawali śmiało wobec różnorakich zagrożeń i mimo wewnętrznych oporów potrafili dawać dobry przykład wiernym. Wprawdzie czasami płacili za to najwyższą cenę (jak np. Marceli II, który w 1555 r. najpewniej został otruty po wydaniu polecenia o kontroli wydatków stolicy Apostolskiej), ale najczęściej wychodzili ze zmagań zwycięsko.

Wykop Skomentuj91
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo