93 obserwujących
633 notki
939k odsłon
  1129   4

Agonia wielkiego kina w Polsce, czyli uczmy się od… Kazachów

Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się.
Aldous Huxley
image

Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć…  Liczę lata, które minęły od czasu, gdy polskie kino wzniosło się na wyżyny i stworzyło porządny film historyczny. Siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, jedenaście…  Ok, wystarczy. Potop, Kierunek Berlin, Gniazdo, Hubal… A potem już tylko z górki. Wprawdzie Miasto 44, Wyklęty, Wołyń, Obława oraz kilka innych tytułów miało być odbiciem od dna, ale wyszło bardzo nieciekawie. Nie obieram wspomnianym produkcjom miana kina ważnego, a momentami nawet intrygującego, lecz prawdę powiedziawszy to – biorąc pod uwagę walory, którymi winien charakteryzować się filmowy fresk - wytwory kinematografii z europejskiej drugiej ligi. Co najwyżej. „Co najwyżej”, bo w tej dziedzinie o dwie długości konia wyprzedzili nas filmowcy z Korei Południowej, Australii, Irlandii, Turcji a nawet… Kazachstanu. Być może na dziś nic w tym dziwnego, ale warto przypomnieć, iż trzy, cztery  dekady temu w wymienionych państwach szkoły filmowe właściwie nie istniały lub dopiero raczkowały. A u nas… Uczyliśmy młodych reżyserów z różnych zakątków świata robienia filmów, a liczne sceny Potopu i Faraona do dziś stanowią materiał dydaktyczny dla studentów akademii filmowych na całym globie. Kto nie wierzy – niech się przekona . Wystarczy zajrzeć do sieci.

Zdecydowałem się o tym napisać, gdyż kilka chwil temu skończyłem oglądać film pt. Tomris (Tomiris). Obraz ten powstał całkiem niedawno temu w Kazachstanie i trzeba przyznać robi wrażenie. Dodać należy, że producenci, scenarzyści i reżyserzy lekko popłynęli, ponieważ niezwykle atrakcyjny czy wprost epicki temat rodem z Dziejów Herodota, nie związany absolutnie z przodkami współczesnych Kazachów, wykorzystali do zaserwowania światu opowieści o heroicznych czynach współczesnych poddanych Nursułtana Nazarbajewa. Któż jednak wgłębiałby się w takie subtelności. Oglądzacz zapamięta, iż „starożytni Kazachowie” ponad wszystko umiłowali wolność, potrafili wychodzić z najgorszych opresji, nie byli im straszni nawet najpotężniejsi wrogowie, a kazachskie kobiety… No miód i malina! Dodatkowo wszystkie te przekazy zostały bardzo ciekawie opakowane i poprzez to nie gwałcą inteligencji  widzów. Dobrze się to ogląda.

U nas niestety posucha. To już nawet nie Pustynia Błędowska, ale prawdziwa Atakama, na którą krople deszczu spadają równie często jak na naszą planetę meteoryt tunguski. Smutne to niepomiernie i naprawdę chce się wyć. Tym bardziej, że co rusz słychać o przeznaczeniu przez warszawskie władze 100, 30 czy 6 milionów złotych na projekty wątpliwej wartości. Ba! Niektóre z nich są z pewnością szkodliwe i nie przynoszą pożytku naszemu państwu i obywatelom. Skąd taki dramat? Przecież nie trzeba być Edisonem, aby zrozumieć, iż film jest obecnie jedną z najważniejszych sztuk. Dzięki niemu można wzbudzić w widowni przyjemne uczucia, wzmocnić wspólnotę, doprowadzić do uronienia łzy, pokazać, że nie wypadliśmy sroce spod ogona, ukazać chwalebne momenty w dziejach narodu… Wiedzą o tym Amerykanie, Niemcy, Rosjanie, Czesi, Litwini, Holendrzy, Hiszpanie i kilkadziesiąt innych nacji. Tylko nie my… A może właśnie z tego powodu nie znalazły się w naszym państwie siły, które byłyby skłonne wspomóc powstanie kilku obrazów na miarę przywołanego Potopu czy Hubala? Może komuś to przeszkadza? Przecież nie bez kozery co rusz otrzymujemy na wielkich i małych ekranach jadowite dawki samobiczowania. Jacy to jesteśmy źli, godni pogardy, interesowni i nieczuli.

Być może zgłoszone przeze mnie pretensje nikogo nie obchodzą. Być może Vega, Smarzowski, Holland to już do końca świata nazwiska, z którymi widzowie nad Wisłą i poza granicami naszego kraju będą kojarzyli polską kinematografię. A polscy widzowie winni być traktowani tematyką prostytucji, wymuszeń rozbójniczych, obcinania kończyn, ćpaniem, pedofilią i szmalcownictwem. Być może pisana nam jest po prostu rola kulturowego zad..ia. Przyznam, że nawet nie byłbym zbytnio zaskoczony, bo kilka tygodni temu „środowiska postępowe” przy wsparciu znacznej części miejscowych „ludzi filmu” zaprotestowały przeciw powstaniu w Toruniu Europejskiego Centrum Filmowego Camerimage. Zatem wszystko co wystaje poza średniociekawy oraz modny standard i próbuje wymsknąć się z objęć zawodowych aktywistów o odpowiednim profilu ideowym, winno zostać duszone w zarodku. Wszak tubylcy muszą koniecznie znać swoje miejsce w szeregu. Taki klimat…

Gdy sześć lat temu dokonywały się istotne zmiany na szczytach władzy miałem wielką nadzieję na przebudzenie kulturowe. Szczególnie w dziedzinie filmu. Miała ona uzasadnienie, gdyż nowy sort decydentów zadeklarował powstanie projektów zdecydowanie odmiennych od wciskanej na każdym kroku pedagogiki wstydu. Czekałem na zrealizowanie obietnic długo. I cierpliwie. Wyobrażałem sobie, że powstaną przyzwoite produkcje, opisujące w ciekawy sposób wielkie chwile naszego narodu. Coś o Chrobrym, Krzywoustym, Batorym, Lisowczykach, Powstaniach Śląskich, wojnie z bolszewikami. Z mega i mikro perspektywy. A może tylko rozwinięcie wątków podsuwanych przez autorów tego rodzaju super ciekawostek co Zrodzeni do szabli. Przecież nie brakuje nam filmowych rzemieślników i – podobno – pieniędzy. Czekałem… W tej chwili wiem, że moje oczekiwania to wzorcowe oczekiwanie na Godota. Jest mi z tym źle. Bardzo źle.

Dwanaście, trzynaście, czternaście...

PS Dla zainteresowanych...

https://www.cda.pl/video/592439338

-------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.


Lubię to! Skomentuj70 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura