94 obserwujących
661 notek
989k odsłon
  1135   6

Czy Putin szykuje stalinowską czystkę w armii Federacji Rosyjskiej?

Kto podejrzewa, zaprasza do zdrady.
F.M. Voltaire
image

Druga połowa lat trzydziestych ubiegłego wieku w ZSRR to nie tylko rzeź Polaków, „zdrajców komunistycznych ideałów”, agentów imperializmu ale również czas rozprawy Stalina z kadrami dowódczymi Armii Czerwonej. Szczególne nasilenie mordów i prześladowań tej ostatniej grupy miało miejsce w latach 1937-38, choć jeszcze później wielu oficerów zostało straconych na żądanie krwawego dyktatora (m.in. Gieorgij Sztern, znany jako bohater znad Chałchin-Goł). Według ostrożnych szacunków straciło życie około 40 tysięcy oficerów różnych rang (w tym trzech marszałków), co doprowadziło do tego, iż w niektórych jednostkach wakaty  na szczeblach dowodzenia sięgały nawet… 50%! Trzeba przyznać, że ta hekatomba walnie albo w znaczącym stopniu przyczyniła się do katastrofy wojsk sowieckich w starciu z armią niemiecką i jej sojusznikami w drugim półroczu 1941 r. Takie były skutki. A przyczyny? Do dziś nie zostało to do końca wyjaśnione. Jedni badacze twierdzą, iż czystki spowodowane zostały chorobliwymi podejrzeniami J. Dżugaszwilego, który doszukiwał się spisku wśród mundurowych. Inni sądzą, że był to przejaw wewnątrzpartyjnej rywalizacji będącej czymś naturalnym w tego rodzaju strukturach. Z tym, że w wersji Made in Chanat Moskiewski. Wreszcie są i tacy, dla których rozprawa z kadrą wojskowych wynikała przede wszystkim z niechęci tejże do ekspansywnych planów Stalina, polegających na zaatakowaniu – mówiąc ogólnie – krajów Zachodu. Mundurowi, ci z wielkim i nawet mniejszym doświadczeniem, mieli delikatnie zauważać, iż Sowiety nie są jeszcze gotowe na takie ekstrawagancje. No, ale władca Kremla był znany z tego, iż wierzył w to, że siłą woli można przenosić góry.  Szczególnie w przypadku szczerych komunistów. Ci nie podzielający tej wiary nie byli w jego oczach szczerymi bolszewikami, a przy okazji wrogami Kraju Rad i jego osobiście. Chory umysł bandyty jakim był Stalin widział tylko jedno rozwiązanie. Likwidacja wrogiego elementu! Mało brakowało, aby wspomniane okrucieństwo skończyło się źle dla całego przezeń zarządzanego państwa i niego samego. Dlaczego o tym wspominam?

Jeśli ktoś zachciałby uzyskać w miarę (!) wyraźny obraz konfliktu rozgrywającego się za naszą wschodnią granicą, to bez dwóch zdań winien poświęcić nieco czasu na zgłębienie zagadnienia przy pomocy niszowych (w polskim środowisku) kanałów informacyjnych. Mainstream niby przekaże to i owo, lecz prawdziwe trybiki  napędzające wojnę pozostają ukryte przed naszymi oczyma. Stąd też warto niekiedy poświęcić nieco czasu i wypłynąć na  nieograniczony przestwór internetowego oceanu. A potem przybić do brzegu kilku interesujących „wysp”. Jedną z nich jest „Epreso.TV” i program prowadzony przez Olgę Leń. Dla mnie, czyli mieszkańca RP nie obcującego na co dzień z mediami zza wschodniej granicy, jawi się on jako szczególnie ciekawy z dwóch powodów. Po pierwsze omawia informacje uzyskiwane z pierwszej, ewentualnie drugiej ręki, a ponadto zawiera przegląd wszystkich najważniejszych mediów podporządkowanych Kremlowi. To ważne, ponieważ po tym co przekazują słowem i ciałem wierni propagandziści Putina, można zorientować się co w trawie piszczy. I tak podczas najnowszej emisji audycji p. Leń widz mógł przekonać się, że polityczna wierchuszka FR w obliczu niepowodzeń na froncie przygotowuje ciekawy manewr. Otóż fundamentem do kolejnego propagandowego zwrotu jest słowo „zdrada”. Zdrada zakorzeniona i rozkwitająca na najwyższych szczeblach dowództwa armii. Również w tzw. Gensztabie. Mówią już o tym otwarcie nie tylko medialni funkcjonariusze trzeciej czy czwartej rangi, ale także tuzy w osobach Skabiejewej, Sołowjowa i Simonian. Ta ostatnia podczas studyjnego omawiania przyczyn utraty Łymania przypomniała interlokutorom oraz wielomilionowej publice, iż tow. Stalin na początku „Wojny Ojczyźnianej” nie patyczkował się i kazał rozstrzeliwać nawet generałów. Oczywiście za tchórzostwo i zdradę. Wprawdzie kilka godzin później zrusyfikowana Ormianka i szefowa jednej z machin propagandowych zmitygowała się nieco i oświadczyła, że nigdy nie namawiała do „razstriełki”, co nie oznacza, że wszystko jest ok, bo nie jest! A przyczyną jest… zdrada. O niej i konieczność wprowadzenia ekstraordynaryjnych środków wrzeszczą też osobnicy relacjonujący wydarzenia z linii frontu. Prezentowane przez nich opinie zawierają nawet sugestie, iż nie chodzi tu li tylko o podrzędnych tłustych pułkowników przywykłych do ciepłych foteli i nie radzących sobie w boju, ale dostaje się samemu Szojgu i Gierasimowowi. Oni też mogli (bo jeszcze brak oświadczeń, że na pewno) zdradzić. A dlaczego „zdrada” odmieniana jest przez kilka ostatnich dni przez wszystkie przypadki? Jeśli uwzględnić mentalność mieszkańców Chanatu Moskiewskiego wyjaśnienie nasuwa się samo. Otóż, nie może być przecież tak, iż druga armia świata przegrywa z jakimiś Ukrami. Nie może być tak, że elitarne jednostki i milicje „ludowych republik” czmychają przed SZU niczym przestraszone króliki i pozostawiają na łup setki sztuk „techniki”. Nie może być tak, że Wielkorus wychowywany na kulcie zdobywców znacznej części świata, na widok ukraińskiego BMP wywiesza białą flagę. Wprawdzie zdradzie towarzyszą inne okoliczności, jak np. ataki prowadzone przez pięć tysięcy polskich najemników (!), ale to ona, zdrada,  ma decydujące znaczenie.

Jestem bardzo ciekawy co niebawem pójdzie za prezentowaną narracją. Z pewnością nie chodzi tu tylko o poprawę sytuacji na froncie, lecz również o zdjęcie odium nieudolności z barków samego Chana. Winni mogą być przecież bojarzy, a nie sam Pan Nieba, Ziemi i Czterech Stron Świata. To oczywista oczywistość. W związku z tym można przyjąć założenie, iż najbliższe dni przyniosą wieści o już nie kosmetycznych, lecz wielkich zmianach na szczycie władz wojskowych Rosji. Czy będzie to jednak czystka stalinowska? Raczej nie. Najpewniej głowy nie polecą, ale utrata ciepłych i dochodowych posad przez wielu mundurowych jawi się jako pewnik. Dodatkowo ten i ów brzuchaty gienierał-porucznik spędzi jakiś czas w odosobnieniu. Niech się kłócą, spiskują, biją, degradują, podejrzewają. Niech słabną. Morza krwi jednak nie ujrzymy. I dobrze, bo takie widoki zawsze są szkaradne. Nawet wtedy, gdy krew płynie z żył wroga.


-----------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka