42 obserwujących
282 notki
302k odsłony
822 odsłony

O Piastach i Ewangelii, czyli trudne początki wielkiego dzieła

Wykop Skomentuj19

Przez niego [Mieszka I] naszej ojczyźnie zajaśniał blask nowej gwiazdy.
Wincenty Kadłubek

image

„Pogansk knjaz, silen vel’ma, sedja v Visle, rugasesja krstjanom i pakosti dejase. Poslav ze k nemu rece: dobro ti sje krstiti, synu, voleju svojeju na swojej zemli, da ne plenem nudmi krscen budesi na cuzej zemli i pomjanesi mja, jeże i byst”

Przytoczony fragment w języku staro-cerkiewno-słowiańskim pochodzi z „Żywotu św. Metodego”, powstałego około przełomu IX i X w. Opisuje perypetie bliżej nieznanego księcia znad Wisły, którego przewidujący apostoł Słowian, czyli św. Metody, zachęcał do przyjęcia nowej wiary dobrowolnie. Ten jednak nie posłuchał i został ochrzczony (jako jeniec?) z woli księcia Wielkich Moraw. Świadectwo to dość często wykorzystywane jest jako dowód na to, iż nauka Chrystusa zawitała nad Wisłę na długo przed chrztem naszego pierwszego historycznego władcy. Nie wchodząc w szczegółowy dyskurs o ukrytych w pomroce dziejów początkach chrześcijaństwa na ziemiach polskich, warto wspomnieć, że nie jest dowodem jedynym. Wśród nich nie poślednie znaczenie mają artefakty datowane na IX, a nawet VIII stulecie, jak Krzyż z Czeladzi Wielkiej czy tzw. Tabliczki z Podebłocia. W każdym razie wydaje się wielce prawdopodobnym, że pierwsi chrześcijanie (będący niewolnikami, rzemieślnikami, kupcami lub wojownikami powracającymi do domów z wypraw do dalekich krain) żyli w Odrowiślu co najmniej od VII/VIII w.

image

Tabliczka z Podebłocia z napisem "IXSN" - Jezu Chryste Zwyciężaj

image

Apostołowie Słowian - Cyryl i Metody

Według ugruntowanej tradycji, w wielkanocną sobotę roku 966 Mesco dux Polonie baptizatur. Czy w rzeczywistości akt ten dokonał się rok wcześniej czy rok później, i czy nastąpiło to w Poznaniu, na Ostrowie Lednickim czy poza granicami jego księstwa, nie ma większego znaczenia. Od tej pory książę Polan i władca „Gnezdun civitas” stał się pełnoprawnym członkiem wspólnoty chrześcijańskiej. Rzecz jasna nie znamy motywów decyzji Mieszka I/Dagona  i wszystko co na ten temat możemy znaleźć w grubaśnych księgach spisanych rękoma ludzi skupionych w konfraterni historyków, to tak naprawdę przypuszczenia. Nie da się bowiem przyjąć jako aksjomatu, iż krok ten zdeterminował strach przed Niemcami lub Wieletami, namowy Dobrawy, chęć uzyskania podbudowy ideologicznej dla własnych rządów czy też szczere pragnienie poznania Ewangelii. Ba! Nie można również wykluczyć, że syn Siemomysła uległ perswazji jakiegoś Świętobora lub Sigurda ze swej drużyny, którzy peregrynując po świecie przekonali się o korzyściach płynących z chrystianizacji. Jest natomiast prawie pewnym, iż zadeklarowanie się Mieszka I jako wyznawcy Chrystusa, na arenie wewnętrznej miało mocno ograniczone skutki.

Choć dziejopisowie (np. Thietmar i Gall Anonim) zapewniają, iż w ślad za władcą natychmiast poszli jego poddani, to takie twierdzenie trzeba raczej uznać za figurę retoryczną, a nie za oddanie rzeczywistości. Z pewnością uczyniło tak jego najbliższe otoczenie, drużynnicy (wszyscy?, większość?), urzędnicy i zwykli mieszkańcy grodów oraz przyległych osad. Jednak przyjęcie, że spora grupa możnych, rodowców i zdecydowana większość ludności pospolitej pozostała przy wierze przodków wydaje się uzasadnionym.

Takie stwierdzenie nie wynika li tylko z wiedzy o procesach społecznych i źródeł dotyczących historii naszego kraju. Podobny rozwój wydarzeń da się zaobserwować w innych regionach Europy i Słowiańszczyzny. Wystarczy wspomnieć północne Połabie, gdzie chrześcijańscy kniaziowie panowali nad masą pogan i w całym państwie do dyspozycji mieli jeden jedyny kościół (w X-XI w. u Obodrytów i Stodoran). Dodatkowo należy pamiętać, iż dla skutecznej chrystianizacji potrzebne były kadry, a te liczebnie przedstawiały się niezwykle licho. Poza kapłanami, którzy przybyli do Gniezna z Dobrawą (a potem jej następczynią Odą), w orszaku biskupa Jordana (i jego następcy Ungera) być może pojawiła się jeszcze garstka wędrownych duchownych. Tak więc w sumie przez cały okres panowania księcia Mieszka miał on do pomocy góra kilkudziesięciu duchownych (raczej 20-30 niż 90) obsługujących kilkanaście kościołów znajdujących się w głównych ośrodkach państwa. To zdecydowanie za mało by skutecznie nauczać, czy tylko nawet ochrzcić, milion albo nawet półtora miliona ludzi rozsiedlonych na obszarze ponad 200 tys. km2. Mimo zaznaczonych ograniczeń chrześcijaństwo nad Wisłą za sprawą Mieszka zapuściło korzenie. Płytkie i wątłe, ale zapuściło.

image

Miejsce kultu słowiańskiego

image

Chrzest Mieszka I

Ten stan rzeczy postanowił radykalnie poprawić następca księcia, czyli Bolesław. Sądzić należy, że do pracy wziął się niezwykle energicznie skoro już w roku 1000 uzyskał zgodę na powstanie metropolii kościelnej i (zatwierdzenie?) kilku biskupstw. W krzewieniu chrześcijaństwa sięgał po barbarzyńskie metody,  które - w przekonaniu brutalnego Mieszkowica prowadzące na skróty do założonego celu - siłą rzeczy nie mogły podobać się jego sceptycznie nastawionym do nowej religii poddanym:

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura