44 obserwujących
289 notek
315k odsłon
942 odsłony

Wernyhory wołanie na polskiej puszczy…

Wykop Skomentuj32

Najgorzej jest wtedy, kiedy nadzieja zamienia się w naiwność. 
Anonim

image

Kiedyś w swoim programie telewizyjnym prof. Miodek wyjaśniał co w języku polskim oznacza wyrażenie „głos wołającego na puszczy”. Stwierdził, iż  pustynia i puszcza to jedno i to samo: miejsce puste, pozbawione obecności osób. Jeśli zatem znajdzie się na tyle odważny człowiek – może być „topowym” profesorem, biznesmenem, pisarzem, artystą czy politykiem – chcący wygłosić najmądrzejsze słowa na takiej scenie, to z całą pewnością efekt jego działań będzie co najwyżej mizerny albo nawet po prostu żaden. Natomiast jego samego należałoby w trybie pilnym skierować na szczegółowe badania. Wszak jedynie św. Franciszek potrafił (podobno) zainteresować swymi przemowami naszych braci mniejszych.

Wspominam o tym, gdyż za każdym razem gdy natrafiam na artykuły, filmy, debaty czy książki poświęcone naszym obecnym i przyszłym relacjom z Ukrainą, przypominam sobie o głosie, puszczy i wołaniu. Taka automatyka skojarzeń nie wzięła się znikąd. Jest ona bowiem reakcją na trwające już całe dziesięciolecia rozpaczliwe próby przekonania naszych wschodnich sąsiadów do miłości. Braterskiej, namiętnej i szczerej. W założeniach wielu jej piewców nie miałaby się ona ograniczać do pieszczot, uśmiechu i pożyczania w razie nagłej potrzeby kilku szczypt soli, ale obejmować i przenikać mnóstwo innych sfer. Przyznam, że to pomysł nie głupi. Gdy jednak spojrzymy na efekty jego realizacji oraz perspektywy bez różowych okularów, to rzeczywistość kłuje w oczy mnóstwem odcieni szarości, przechodzących w głęboką czerń.

Nie da się zaprzeczyć, że istnienie Ukrainy jako samodzielnego podmiotu politycznego jest dla naszego kraju i narodu zjawiskiem korzystnym. Raczej korzystnym. Powodem takiej oceny jest to, iż dzięki Samostijnej prawdopodobieństwo pojawienia się w najbliższej przyszłości moskiewskich pułków nad Wisłą wydaje się mniejsze niż 100%. Z całym szacunkiem dla wysiłków „ukrainofilów” - to właściwie cały zysk. Można jeszcze wspomnieć o setkach tysięcy Ukraińców budujących nasz dobrobyt, ale w tym przypadku to zwykły układ biznesowy. Oni pomagają budować nam nowe osiedla, a my zapełniamy im portfele, dzięki czemu ich rodziny jakoś tam wiążą koniec z końcem. I to cała „miłość”.

Zapewne poziom niechęci do Polski i Polaków wśród mieszkańców naddnieprzańskiego państwa nie przypomina tego sprzed osiemdziesięciu lat, ale jednocześnie w żadnym razie nie zbliża się do „mięty” polsko-węgierskiej. Gdy dodatkowo przyjrzymy się poczynaniom władz kijowskich (i wielu lokalnych), to rzeczywistość zaczyna przeraźliwie skrzeczeć. My staramy pozyskać serca naszych sąsiadów miłymi słowy, podarkami, licznymi ułatwieniami a nawet pieniędzmi. Oni przyjmują dowody naszego zadurzenia bez oporu i poza tym, że są, niczym się nie odwdzięczają. Nie napawa to optymizmem. Ba, moim zdaniem, jeśli w obozie naszych decydentów nie nastąpi rozsądne przewartościowanie polityki wobec Kijowa, może być jeszcze bardziej nieprzyjemnie.

Próby zjednania sobie Ukraińców mają długą historię. Jednym z najciekawszych i najbardziej oryginalnych eksperymentów był epizod z Wernyhorą. Mojsiejem Wernyhorą, który miał rzekomo widzieć świetlaną przyszłość ludu ruskiego tylko i wyłącznie w ścisłej kooperacji z narodem polskim. Jego determinacja i przekonanie w tym względzie osiągnęły taki stan, że na wieść o chęci przystąpienia swego syna do hajdamaków rezających Lachów na skalę przemysłową, pozbawił go życia… osobiście. Do dziś nie ustalono czy to li tylko legenda, sprytny „marketingowy” zabieg XIX-wiecznych polskich patriotów czy historia prawdziwa. Jakby nie było zwolenników nauk Wernyhory trzeba nad Dnieprem szukać ze świecą. O tym fakcie – zdaje się – wiedzą już nad Wisłą prawie wszyscy. Piszę „prawie”, bo wciąż istnieje liczna grupa moich rodaków bezrefleksyjnie wołających na puszczy. Tylko pożytek z tego żaden.


Fragment proroctwa Wernyhory (w jednej z wersji):

„[…] U wschodu słońca młot będzie złamany. Pożarem step jest objęty. Gdy orzeł z młotem zajmą cudze łany Nad rzeką w pień jest wycięty.


Bitna Białoruś, bujne Zaporoże, pod polskie dążą sztandary. Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze wracając na szlak swój prastary.
Witebsk, Odessa, Kijów i Czerkasy to Europy bastiony, a barbarzyńca aż po wieczne czasy do Azji ujdzie strwożony.


Warszawa środkiem ustali się świata, lecz Polski trzy są stolice. Dalekie błota porzuci Azjata, a smok odnowi swe lice. Niedźwiedź upadnie po drugiej wyprawie. Dunaj w przepychu znów tonie.A kiedy pokój nastąpi w Warszawie, trzech królów napoi w nim konie.


Trzy rzeki świata dadzą trzy korony Pomazańcowi z Krakowa, cztery na krańcach sojusznicze strony Przysięgi złożą mu słowa.
Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie, trzy kraje razem z Rumunią. Przy majestatu polskiego tronie wieczną połączą się unią.


A krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki, Choć wiary swojej nie zmieni, Polski potężnej uprosi opieki I stanie się wierny tej ziemi.
Powstanie Polska od morza do morza…”



Link:

https://www.fronda.pl/a/polska-bedzie-mocarstwem-proroctwo-wernyhory,64040.html




Wykop Skomentuj32
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka