45 obserwujących
307 notek
342k odsłony
520 odsłon

„Stop bałwanieniu!”, czyli neomarksiści w polskim parlamencie

Wykop Skomentuj21

Ignorancja i arogancja to dwie nierozłączne siostrzyce.
Giordano Bruno

image

Czy zastanawialiście się Państwo kiedykolwiek dlaczego w szeregach ludzi określających się  mianem „lewicy” najczęściej wypowiadane są frazy zasługujące na miano odlotowych? Nie?! Wcale się temu nie dziwię, gdyż ilość przemyśleń rodem z czwartego wymiaru, ubieranych  w słowa przez osoby aspirujące do miana polityków, staje się wręcz niepoliczalna. Skoro jest ich tak wiele, to przestajemy zwracać na nie uwagę. Gwoli sprawiedliwości trzeba zaznaczyć, że strona odżegnująca się  od lewactwa też ma na sumieniu co nieco, ale kudy jej do czerwonych czempionów.

W minionych latach bywaliśmy świadkami niejednej intelektualnej masturbacji dokonywanej na oczach milionów widzów i słuchaczy, jednak dopiero w tej kadencji parlamentarnej doświadczymy prawdziwego potopu lewackiego krasomówstwa oraz nowinkarstwa. Mogę się nawet o to założyć. Czemu? Ano temu, że dopiero od niedawna lewa strona sceny politycznej zapełniła się bojownikami o kształt klimatu  (cokolwiek to ma oznaczać), o  godność krów, o wprowadzenie „małżeństw” homoseksualnych, o zaprzestanie używania zaimków „ona”, „on” i „ono”, o seksualizację przedszkolaków, o oszczędzanie energii poprzez zjadanie własnych potomków… Dawnymi czasy głosicieli tego rodzaju mądrości sami czerwoni towarzysze czym prędzej odsyłaliby do miejsc nieuciążliwego odosobnienia. Było – minęło.

Dziś galopada głupstw osiągnęła tempo nieznane od kilku dekad. I możemy być pewni, że jeszcze przyspieszy. Ktoś powie: co mi tam, niech paplają! Niestety, tak się złożyło, iż producentami farmazonów nie są obecnie i w kolejnych latach nie będą obłąkańcy, głoszący recepty na uzdrowienie świata w Hyde Parku, ale parlamentarzyści, mający realny wpływ na byt milionów mieszkańców naszego państwa. Optymista może zbyć ten fakt stwierdzeniem, że i tak zwycięży zdrowy rozsądek, a parlamentarne bałwanienie wystawi jednoznaczne świadectwo samym bałwanom. Hmm… Szkopuł w tym, że współcześni lewacy mają zaskakująco szeroki wachlarz metod bałwanienia. Raz drapują się na wyluzowanych braci-łaty, innym razem niczym światowej sławy akademicy marszczą  brwi i wyduszają z siebie argumentum ad ignorantami, a kiedy indziej roztaczają wizje powszechnej szczęśliwości, miłości i całorocznej słonecznej pogody. Poza tym stosują jeszcze jeden, niezwykle niebezpieczny trick…

Spróbuję zobrazować go konkretnym przykładem. Otóż w ciągu kilku ostatnich dni miałem okazję zerknąć wieczorem na odbiornik telewizyjny, w którym transmitowano rozmowy z nowymi wybrańcami narodu. Byli tam również moi ulubieni lewacy. Co mnie uderzyło? Gdy osoba prowadząca lub interlokutor starali się zauważyć, że działania oraz plany prezentowane przez „lewicę” mogą wywołać kryzys społeczny czy gospodarczy lub podkreślić, że zmiany to zwykle długotrwały proces, to ostatecznym argumentem dyżurnego złotoustego okazywało się stwierdzenie, iż stan obecny jest nie do zaakceptowania w XXI wieku. Takie magiczne zaklęcie. Wszystko co posiada metrykę starszą od daty urodzenia danego mądrali nadaje się do śmietnika. Ma być tak a nie inaczej, bo XXI wiek… No, a kto chciałby żyć w przysłowiowym średniowieczu?  W ten oto sposób intuicyjnie, bo nie sądzę aby ten „argument” wynikał z głębokich przemyśleń, lewactwo prezentuje się jako forpoczta nowoczesności i postępu. Czyż nie jest to nęcące? Sądzę, że  dla wielu osób tak. Trzeba jednakże stanowczo przypomnieć, że ten potencjalny klucz do serc i umysłów Polaków nie jest niczym nowym. Tak zresztą jak i wszystkie hasła i czyny odwiecznego lewactwa.

Napisałem „odwiecznego lewactwa” świadomie. Mam bowiem ku temu podstawy i chętnie się nimi podzielę. Dosłownie wczoraj wpadła mi w ręce niewielka książeczka zawierająca nieco tekstów źródłowych do dziejów Chin (dziś jak wiadomo – czerwonych). W niej to właśnie natrafiłem na świadectwa do złudzenia przypominające brednie współczesnych wielbicieli Marksa oraz na passus autorstwa niejakiego Li Sy (III w. p.n.e.). Był to prominentny przedstawiciel stronnictwa tzw. legistów, którzy na jakiś czas zdobyli  panowanie w  Chinach. Nim jednak uzyskali przemożny wpływ na cesarza i zarazili go swoimi ideami, byli skromnymi myślicielami, głowiącymi się przez 24 godziny na dobę nad tym: jak uszczęśliwić swych rodaków. Gdy już jednak zajęli ciepłe stołki to… klękajcie narody!

"Gdyby ktokolwiek wspominał o przeszłości, aby krytykować teraźniejszość, to należy go uśmiercić wraz z całą rodziną. Urzędników, którzy wiedzieliby o takich wypadkach, a nie zameldowali, należy traktować jako współwinnych zbrodni. Ci, którzy nie zdadzą swych książek w ciągu trzydziestu dni od dekretu, powinni zostać napiętnowani i zesłani do prac przy budowie wielkiego muru…” Jeśli ktoś sądzi, iż była to tylko projekcja obłędnych imaginacji, to jest w wielkim błędzie. Dekret stał się prawem, a oporni, liczeni w setkach tysięcy, zapłacili za sprzeciw cenę zdrowia i życia.

Gdy widzę ignorancję lewaków,  ich bezgraniczną wiarę w magię nowoczesności, przekonanie o oryginalności własnych pomysłów i pogardę dla tradycji podlane sosem arogancji, to całkiem poważnie biorę pod uwagę powtórkę scenariuszy znanych z dziejów starożytnych Chin, rewolucyjnej Francji i sowieckiej Rosji. Historia wcale się nie skończyła, a i  ludzi gotowych w imię poronionych planów wywrócić świat na nice wciąż nie brakuje. Nim jednak władza przejdzie w łapy ideowych prawnuków Li Sy i Marksa, śmiejmy się z ich głupoty, zadufania i banalności. Śmiech i drwina to bardzo potężna broń!


PS W wielu krajach partie polityczne posiadają charakterystyczny emblemat. Jeśli ktoś ogłosi konkurs na logo nadwiślańskich lewaków, to będę pierwszym, który zaproponuje je w formie zamieszczonej nad notką.

Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo