Okiem ogrodnika
Rodzina i społeczeństwo, czyli - jak żyć?
85 obserwujących
1370 notek
504k odsłony
  202   0

Miłość a miłosierdzie z dobrem i wiarą w tle

Ostatnio pojawiło się kilka notek odnoszących się do tej tematyki - w dosyć płytkim i jednostronnym ujęciu.


Zdaje się, że temat rozpoczęła Karolina Nowicka, a jej infantylne ujęcie jest powszechnie znane nie tylko w odniesieniu do wiary. Niektóre typy tak mają i nic na to się nie poradzi. Gorzej, że w zasadzie i inni blogerzy, większego autoramentu, nie wyszli poza standardowe podejście do tematu.

Tak się składa, że kwestie związane z wiarą w Boga szybko przekierowują się na rozważania o dobru i złu - bo skoro Bóg jest dobry (jest najwyższym dobrem - w ujęciu niektórych), to dlaczego dopuszcza istnienie zła, już nie wspominając nawet o tym, że skoro Bóg jest Stwórcą wszystkiego - to  dlaczego stworzył zło.


Czy przedstawione kwestie różnią się merytorycznie z opcjami Nowickiej, Alpejskiego, czy Kemira? Ja zbytnich różnic, poza pisarską swadą, nie widzę.


Zacznijmy od tego, że autorzy dobro określają na podstawie swoich odczuć - zgodnie z zasadą "Kali ukraść krowę - dobrze, Kalemu ukraść krowę - źle". A jakie jest rozumienie dobra z punktu widzenia ludzkich struktur organizacyjnych - rodziny, gminy, regionu, narodu? Czy takie samo? Przecież taki covid jest zły (dla nas), ale jakby wybił populację niemieckich nazistów, czy sowieckich komunistów - to chyba byłoby dobrze?  Mylę się w ocenie?

A przecież Bóg jest Stwórcą wszystkiego - to dlaczego próbujemy określać dobro swoją miarą? No i - czy ta miara ma jakiś związek z "miarą Stwórcy"?


Te dywagacje można odnieść do świata ludzi, ale przecież wiąże się to traktowaniem Stwórcy jako bytu transcendentnego. Tymczasem Bóg jest i transcendentny, i immanentny. Zatem każdy byt zawiera jakąś Jego cząstkę, jakiś "ślad boskości"; czy wolno w rozważaniach to pomijać?

Lew morski pożerający fokę jest tak samo wartościowy dla świata jak człowiek konsumujący kurczaka, czy ptak zjadający nasiono trawy z którego wszak mogłaby zrodzić się roślina. Czy roztkliwiamy się nad losem robaków, których pozbawiamy pożywienia zwalczając pandemię? Przecież mogłyby stworzyć całe rzesze sobie podobnych konsumując nasze szczątki.


Absurdalne pytania?

A może sama kwestia jest źle stawiana? Może kwestie dobra i zła rozpatrujemy w złym, antropocentrycznym ujęciu?


Wydaje się, że kwestia dobra/zła jest błędnie ustawiona poprzez rozważania efektów, a pomijanie źródeł. Czyli pierwszą kwestią jest ustalenie wartości będących podstawą oceny. Jeśli odrzucamy istnienie Boga (jak to czynią niektórzy dyskutanci), to wypadałoby podać "zamiennik" mający stanowić bazę. Wyżej wskazałem, że człowiek nie jest tu miarą, gdyż jest tylko (w tym ujęciu) jednym z wielu produktów ewolucji; na jakiej podstawie miałby przypisywać sobie prawo oceny?


Tu, nawet odrzucając Boga, należałoby ustalić jakieś inne, uniwersalne odniesienie - akceptowalne dla innych, nie tylko ludzi.

Możemy przyjąć za takowe nasz  egoizm (moje jest mojsze - podstawa oceny dobro/zło), który występuje wszak także u innych bytów, nie tylko ludzi,  kierujących się własnymi potrzebami. Ta droga , to droga ciągłej walki, konfrontacji, podziałów na lepszych i gorszych. W takim świecie żyjemy i jest nam to wpajane od dzieciństwa.

Czy jest to dobra perspektywa rozwojowa, gdzie występuje nagromadzenie bogactw i biedy, a posiadane środki przymusu gwarantujące utrzymanie stabilności, mogą, użyte,  spowodować zniszczenie świata?

Religijnie - istnienie tego świata wynika z Miłosierdzia Bożego, które, litując się nad dolą człowieka, dopuszcza dalsze nasze istnienie, wszak dostrzegając, że w zasadzie to nie bardzo spełniamy tego istnienia warunki. (Módl się więc Nowicka, aby Stwórca, w którego nie wierzysz, jednak ulitował się nad twoją mizerią).


Drugą opcją jest uznanie, że wszystkie byty mają jednakowe prawo do istnienia. Ja określam to jako Miłość definiowaną jako pragnienie współistnienia. Dotyczy to nie tylko ludzi, ale wszystkich innych bytów,. Zatem na tym etapie nie ma mowy o gradacji wartości istnienia - prawo istnienia drzewa (jego potrzeba pożywienia i dostępu do światła)  ma tę samą "wartość, co ludzkie potrzeby.


Dopiero przyjmując powyższe za podstawę można rozważać inne rozumienie dobra i zła.

Po pierwsze - w zakres oceny dobre/złe  nie wchodzi kategoria istnienia innych bytów. Wszystkie są równouprawnione.

Ocenie może podlegać jedynie postępowanie - ocena dosyć prosta: dobre jest to, co jest nam niezbędne do istnienia, a złe - wszystko to, co wykracza poza te potrzeby.


Oczywiście - nie można natychmiast wprowadzić takich zasad. Są obecnie wymieszane i to z przewagą egoizmu. Ale należy dążyć w tym kierunku. I to wszystko.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo