Przyznam, że zadziwia mnie dyskusja wokół "kadencji" p. Gersdorf i to w wykonaniu ludzi uchodzących za prawników.
Wydaje się, że interpretacja jest oczywista:
Kadencyjność jest OGRANICZENIEM, a nie przywilejem.
To konieczność ustąpienia z zajmowanego stanowiska po upływie czasu kadencji - tak, aby nie był to urząd pełniony "wiecznie".
Tymczasem interpretacja sędziów i to Sądu Najwyższego całkowicie pomija tę kwestię i traktuje kadencyjność jako przywilej - rodzaj nadania na określony czas "włości" w postaci "zarządzania" sprawami podlegającymi kompetencji urzędu, a nie SŁUŻBY społeczeństwu pełnionej na danym stanowisku.
Wskazana zależność jednoznacznie wskazuje, że należy dokonać głębokich zmian w sądownictwie - wyeliminować ludzi, którzy działają w sprzeczności z dobrem społeczeństwa. Bo druga opcja jest tylko taka, że to durnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)