54 obserwujących
233 notki
465k odsłon
  3675   0

Jezuita rasista

Po moim tekście „Pochwała głupoty”, kilku czytelników napisało bardzo negatywne oceny moich opinii:

„Cóż, beznadziejny jest ten tekst i szczerze mówiąc obrzydliwy. Autora ignorancja niestety nie powstrzymała przed wyrażaniem opinii. Ten tekst woła o pomstę do nieba! Będziemy się modlić, żeby takich tekstów powstawało jak najmniej, a dla autora o nawrócenie. 

Najgorszy jest brak miłości. Bo brak miłości rządzi śmierć. Pogarda dla drugiego człowieka pogłębia podziały i pogarsza sytuacje. Tak samo dzisiaj jak i w 1863! Ten brak miłości jest głęboko sprzeczny z nauczaniem Jezusa. Z tego tekstu nie wynika jak naprawić zło. Ten tekst sam w sobie jest złem. Ten tekst jest napisany z nienawiścią i w oparciu o kompletnie wypaczony obraz stosunków rasowych w USA, których autor nie rozumie. Ten tekst, pomijając jego paskudną wymowę moralną, to analityczny strzał kulą w płot.

Najlepiej zamknij to konto na FB.”

Tak więc zostałem wywołany do tablicy i postaram się odnieść do tych oskarżeń. Tym razem nie będę stosował różnych publicystycznych chwytów, ale postaram się pisać jak można „sucho” i racjonalnie. Zaznaczę też, że jestem przekonany w szczere intencje i dobre chęci tych, którzy robili te wpisy, ale też w to, że niezbyt dobrze zrozumieli moje myśli. Niestety temat jest poważny, oskarżenia ciężkie i dlatego ostrzegam, że artykuł będzie długi. Co prawda te oceny są dosyć ogólnikowe, a mniej merytoryczne, ale na szczęście jeden z czytelników podał artykuł mojego amerykańskiego współbrata James’a Martina SJ, jako wzór tego, co należy myśleć o sprawie George’a Floyda, kiedy oczywiście mój artykuł jest antywzorem. I bardzo dobrze, ponieważ artykuł Martina zawiera konkretne tezy, z którymi można dyskutować, bo przecież udowodnić, że nie jesteś żyrafą lub słoniem jak wiadomo jest bardzo trudno.

Zacznę jednak od tego, że ten artykuł O. Martina opublikowany został w jezuickim portalu Deon, w którym w 2013 roku (w okresie wyboru Papieża Franciszka) z polecenia przełożonych przechodziłem praktykę w związku z tym, że planowaliśmy otworzyć podobny portal w języku rosyjskim. Zacząłem więc regularnie pisać różne artykuły i felietonu dla Deonu. Kontynuowałem to pisanie, kiedy pracowałem później w Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego. Kierownictwo Deonu poprosiło mnie, abym pisał relacje z nadzwyczajnego Synodu o Rodzinie, który odbywał się w Watykanie jesienią 2014 roku. Ku mojemu zdziwieniu nagle moje relacje przestały być publikowane w Deonie, a ja nie dostawałem odpowiedzi dlaczego? Dowiedziałem się, że w Deonie nastąpiła zmiana kierownictwa, a nowi jezuici (i współpracownicy) opowiadają się jednoznacznie za ideologiczną linią „Kościoła otwartego”. Na tym synodzie wybuchła bomba, że kilku (dosłownie) ojców synodalnych, za to kierujących pracami tego gremium, zaczęło forsować „otwarcie” na LGBT, związki niesakramentalne, seks przedmałżeński itp. Przy tym dopuścili się różnego rodzaju manipulacji, co bardzo zdenerwowało większość ojców (a szczególnie biskupów z Afryki). Na te krytyki guru „otwartego” Kościoła kard. Walter Kasper wprost powiedział czarnym biskupom, żeby siedzieli cicho i nie zapominali, kto daje im pieniądze. Moje bardzo suche i w większości opierające się na wypowiedziach ojców synodalnych relacje nie mieściły się w nowej linii programowej Deonu, który z gorącą głową, nie czekając na zakończenie synodu odtrąbił otwarcie Kościoła na LGBT (z czego potem musiał się rakiem wycofać). Redakcja napisała mi w końcu, że moje artykuły są za długie, napisałem krótko, że są za krótkie, a potem wprost zaproponowano mi autocenzurę. Przedstawiłem z 10 artykułów, z których redakcja po zmianach gotowała była by zamieścić ze 2, na co ja już się nie zgodziłem, bo wypaczałoby to nie tylko moje opnie, ale także treść samego Synodu. Deon zaś zamieszczał artykuły ludzi, którzy w odróżnieniu ode mnie byli oddaleni setki km od Watykanu, za to mieli na biurku świeże numery GW. Żeby rozwiązać powstały impas we współpracy zaproponowałem redakcji zakończyć ją krótkim, suchym, pożegnaniem z czytelnikami, na co redakcja oczywiście się … nie zgodziła, ponieważ jak ognia bała się, żeby czytelnicy dowiedzieli się, że ich polityka programowa jest wynikiem określonej linii ideologicznej, z którą inni jezuici się nie zgadzają. W związku z tym wystosowałem list otwarty do Jezuitów w Polsce i moich przełożonych i rozpocząłem publikację na Salonie24 (gdzie mam wiele więcej czytelników i to spoza kościelnego getta, co mnie bardzo cieszy), w GN, a następnie redakcja Opoki (oficjalny organ Episkopatu Polski) poprosiła mnie o pozwolenie przedruków moich artykułów.  

Dlaczego o tym piszę? Otóż nie zamknę swojego blogu na Salonie tylko dlatego, że moje poglądy nie zgadzają się z poglądami innych, a szczególnie tych, którzy utożsamiają się z ideologią Kościoła „otwartego”. Nie zamknę z tych samych powodów, z jakich nie zgodziłem się na autocenzurę w Deonie. Kościół jest pluralistyczny i na temat bieżących spraw społecznych można wypowiadać różne opinie, oby tylko nie negować nauczania Kościoła. Niestety jest tak, że ci, którzy najwięcej mówią o tolerancji, dialogu i otwartości są najbardziej tym pojęciom wrodzy, ponieważ uwielbiają dialog z samym sobą, otwarcie na sobie podobnych, a tolerancję dla opinii, które im się podobają. Ganił to już kilkadziesiąt lat temu Kisiel, publikujący felietony w TP, będącym mózgiem Kościoła „otwartego”. Jest anegdota na ten temat związana ze wspomnianym wyżej synodem. Otóż po jego zakończeniu Kiko Argüello, założyciel Drogi Neokatechumenalnej, spotkał w Watykanie kard. Lorenzo Baldisseri, sekretarza synodu biskupów i jednego z głównych rzeczników „otwarcia” na LGBT. Kiko: „Kardynale słyszałem, żeście szeroko otwarli drzwi Kościoła, tylko dziwnym trafem nie znalazło się tam dla nas miejsca”. I rzeczywiście bardzo „dziwnym” trafem na Synod nie zaproszono przedstawicieli takich ruchów kościelnych promujących rodzinę jak Neokatechumenat czy Ruch Szensztacki. Piszę o tym, ponieważ dyskusja o moim i Ojca Martin artykułach oraz o ostatnich wydarzeniach w USA jest związana z kwestią ideologii Kościoła „otwartego”, ale na razie wróćmy do naszych Murzynów.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo