Jakieś dziesięć lat temu grupa posłów prawicy opowiadała się za likwidacją senatu a także o zmniejszenie liczby posłów o połowę. Patrząc przez pryzmat wydarzeń można potwierdzić zasadność takich postulatów. W sejmie pracuje się na pół gwizdka, to znaczy - połowa posłów stara się coś wprowadzić dla dobra społecznego a część posłów ciągle upiera się przy czymś diametralnie różnym... jak małe dzieci.
Praca parlamentu ma swoje zasady. Z inicjatywy społecznej wyłania się problem do załatwienia. Jeżeli sprawa dotyczy niewielkiej grupy osób, to łatwo dogadać się między nimi. Jednak czasem problem przybiera na znaczeniu i warto, aby rozstrzygnięcie dotyczyło wszystkich przyszłych rozwiązań w podobnej sprawie.
https://youtu.be/IEHfFDsG964
Wiadomo, że zastanawiać się muszą znawcy tematu i opracowują oni propozycje do przyjęcia. Nie można przyjąć, że w sprawie wypowiedzą się wszyscy, chociaż referendum także jest instrumentem ułatwiającym rozwiązywanie problemów w państwie. Przyjęto, że wcześniej wyłania się przedstawicieli społeczeństwa i to oni w imieniu wszystkich będą podejmować decyzje stanowiące obowiązujące wszystkich normy.
https://youtu.be/2emeRMZw-ZU
I tu jest pies pogrzebany, bo opozycja powinna dotyczyć sprawy, a nie dyskwalifikacji oponentów. Gdy kiedyś Donald Tusk opowiadał się za redukcją liczby parlamentarzystów, sugerował zmniejszyć ich liczbę o połowę. Przyjrzyjmy się tej propozycji:
Kiedy władzę uzyskała prawicowa grupa spod znaku Prawo i Sprawiedliwość, wszyscy uczestnicy wyborów głosowali albo na kandydatów z Prawa i Sprawiedliwości, albo z Platformy obywatelskiej i głosy podzieliły się mniej więcej 40% : 40% przy 20% dla pozostałych opcji. Ostatecznie niedużą liczbą głosów tę większą część przyznano partii Prawo i Sprawiedliwość... Zgodnie z oczekiwaniem społeczeństwa, mniej więcej po równo mandatów miały partie Prawo i Sprawiedliwość oraz Patforma Obywatelska - w granicach 80% mandatów i około 20% mandatów przypadło dla opozycji. Tymczasem - wbrew oczekiwaniom - 40% PO odmówiła udziału w rządzie z premierem Prawa i Sprawiedliwości i zawiązała wątpliwą koalicję z częścią opozycji, aby nie dopuścić do utworzenia rządu przez PiS.
Tymczasem posłowie z Prawa i Sprawiedliwości skorzystali z udzielonego im mandatu zaufania i przy pozostałej części opozycji zdołali utworzyć rząd... jednak nie na długo. Różne wyczyny prawicowej przecież większości PO wspierały opozycję, na którą w zasadzie składała się SLD i PSL - tradycyjnie współpracująca z następcą PZPR - czyli z SLD...
I tak oto opozycja niemal połowy posłów uniemożliwiała pracę drugiej części posłów utożsamiających się z wolą wyborców...
Dzisiaj widzimy,jak krucha była to koalicja i chyba wyraźnie widać racjonalne podejście ówczesnego prezesa Rady Ministrów - Jarosława Kaczyńskiego. Postawił on wszystko na jedną kartę i złożył dymisję - wątpliwy sojusz partii zwycięskiej z nielojalna opozycją (Liga Polskich Rodzin) i niepewnym odłamem rolników (samoobrona Andrzeja Leppera) nie pozwalał na przeprowadzenie reform w postaci gwarantującej prawidłowy rozwój państwa.
Tym razem szala zwycięstwa przechyliła się z niewielką większością dla PO - ale nadal było to po około 40% dla Prawa i Sprawiedliwości oraz 40% dla PO przy 20% poparcia dla pozostałych ugrupowań zmierzających do współudziału zarządzania państwem. Tym razem premier z PO wykluczył możliwość włączenia posłów większości politycznej związanej z partią Prawo i Sprawiedliwość spychając ją na polityczny niebyt. Koalicja z partiami opozycyjnymi (PSL, akceptacja przez SLD) oraz oczywiste satelity okołoparlamentarne pozwoliły na odrzucanie wniosków ze strony Prawa i Sprawiedliwości.
I tak minęła pierwsza kadencja sejmu, potem druga kadencja i zawaliło się wszystko... Najpierw społeczeństwo usunęło z polityki prezydenta-strażnika żyrandola. Trudno było znieść tego urzędnika, który zamiast siedzieć w zaciszu gabinetu, usiłował brylować na salonach ze swymi gafami...
I kolejny cios ze strony społeczeństwa nastąpił w październiku, kiedy to z woli wyborców absolutną większość otrzymali kandydaci z partii Prawo i Sprawiedliwość. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na wyborczy sukces stowarzyszenia Kukiz'15 - który od dłuższego już czasu deklarował wprowadzenie ordynacji jednomandatowych okręgów wyborczych. Ta deklaracja zdobyła uznanie ogromnej większości społeczeństwa i mimo niesprzyjającej ordynacji wyborczej komitet wyborczy Kukiz'15 zdołał wprowadzić swoich kandydatów nie tylko w jednym okręgu, ale na terenie całej Polski. Dowodzi to oczekiwań społeczeństwa, które chce mieć swój głos już bez pośrednictwa różnych koterii.
Od wyborów wkrótce minie drugi rok tego składu parlamentu i z wyników głosowania potwierdza się koncepcja Donalda Tuska - dobrze pracujący sejm może obyć się bez pośrednictwa izby wyższej (senatu) a połowa posłów ciągle nie ma żadnego znaczenia.
O ile w dwóch kadencjach z większością parlamentarną koalicji PO-PSL wystarczała zmowa 1/2 składu poselskiego (posłowie Prawa i Sprawiedliwości byli ciągle przegłosowywani w trybie dyscypliny głosowania) - tak teraz opozycja zjednoczona w koteriach PO nadal nie potrafi stworzyć żadnej sensownej propozycji do rozważenia. Ich dywagacje zmierzają jedynie do dyskwalifikacji wniosków przedkładanych przez posłów Prawa i Sprawiedliwości a wnioski składane przez opozycję sprowadzają się jedynie do oddalenia wniosku proponowanego przez Prawo i Sprawiedliwość.
Zwolennicy JOW w wykonaniu Pawła Kukiza nie wnieśli niczego w ważnych dla Polski sprawach i głosują z reguły dokładnie tak samo, jak głosują politycy z PO.
Najlepiej na tym wszystkim wychodzi SLD, które w ogóle nie uczestniczy w debatach parlamentarnych, a szkoda. Gdyby politycy tej partii opowiadali się merytorycznie w sprawach dotyczących Polski i polskiego społeczeństwa, byłaby jasność interesu tej struktury. Niestety,ich milczenie można uznać jako dezaprobata polityków Prawa i Sprawiedliwości. W tej sytuacji trudno jest przyjąć, że jest to ugrupowanie godne zaufania. Mieli swój czas przez kilkadziesiąt lat - najpierw jako PZPR, później jako SLD i ... nadal pozostają wrogami polskiego społeczeństwa. To PZPR przez lata utrzymywała cenzurę i służby bezpieczeństwa, po których pozostało przekopywanie pinie strzeżonych tajemnic mordów na więźniach politycznych, których szczątki ukrywa niejedna "łączka" i podziemia byłych siedzib UB...
Co robić ? Wygląda na to, że senat jest zbędny, bo dobrze zorganizowany sejm potrafi dopracować szczegóły reform a połowę posłów można spokojnie z sejmu usunąć. Tę połowę która nazywa siebie "opozycją totalitarną" - bo niczego ona w interesie wyborców nie wnosi ale też totalnie paraliżuje pracę tych, którzy znają się na zarządzaniu państwem...

Jak widać na fotografii - nawet tylko połowa składu sejmu jest w stanie przyjąć oczekiwane rozwiązania... http://fakty.interia.pl/polska/news-sejm-przyjal-nowelizacje-ustaw-o-krs-i-ustroju-sadow-powszec,nId,2416458
Inne tematy w dziale Polityka