Jeden ze związków zarejestrowanych w stosownych rejestrach zwrócił uwagę na bardzo niskie uposażenie członków w nim zrzeszonych. Przewodniczący tego związku twardo postawił warunek podniesienia wynagrodzenia o tysiąc złotych i nie zamierza ustąpić w żadnym wypadku.
Ja zapytam przekornie - dlaczego tylko tysiąc złotych ?

A może dwa, może pięć tysięcy ? I nie złotych ale euro... a może franków szwajcarskich...
Zastanawiam się nad podejściem programowym. Przecież każde podniesienie wynagrodzenia wiąże się ze zwiększeniem pieniędzy na rynku i w efekcie przyniesie inflację wynagrodzenia. Propozycja podwyżki o tysiąc złotych nie rozwiązuje problemu awansu finansowego - człowiek rozpoczynający pracę ma uzyskać jakieś wynagrodzenie i do tego czasu będzie pracował według - tego Pan Broniarz już nie rozwija.
Nie podejmuje się również wyjaśnić - co w sytuacji gdy okaże się, że jakaś inna grupa społeczna czy zawodowa "wyprotestuje" na przykład podwyżkę o dwa czy trzy tysiące złotych... Czy wtedy nauczyciele nie zechcą znowu zastrajkować ?
Uważam, że warto jest przed rozwiązaniem problemu nazbyt niskiego wynagrodzenia nauczycieli zastanowić się, dlaczego absencja uczniów szkół średnich wynosi często ponad 40-60 procent planowych godzin ? I jak w takiej sytuacji wytłumaczymy udzielanie możliwości uzupełniania braków ucznia w nauczaniu przy więcej, niż sześciu przedmiotach z oceną negatywną wyników nauczania ucznia ?
A może warto zastanowić się, czym kieruje się Pan Broniarz stawiając takie warunki z oczekiwaniem skruchy rządu M. Morawieckiego ?
A może cel tego protestu jest zupełnie inny i nie chodzi tu o żaden tysiąc złotych, ale o dymisję rządu PiS, może chodzi o doprowadzenie do dymisji rządu i ogłoszenia przedterminowych wyborów parlamentarnych... a może chodzi o przejęcie władzy od Zjednoczonej Prawicy i rezygnacja Andrzeja Dudy z urzędu Prezydenta Polski ?
Myślę, że warto jest przypomnieć rządy już od roku 1990 - kiedy to Lech Wałęsa ustąpił z ubiegania się o urząd pierwszego "po komunie" prezydenta pozwalając na objęcie tym zaszczytem generała zasłużonego wprowadzeniem stanu wojennego, kiedy to internowano zapobiegawczo ogromną ilość osób bardzo zaangażowanych w przebudowę polskiego systemu społeczno-politycznego ?
Wszędzie, gdzie nie pojechać - w każdej polskiej miejscowości znajdziemy relikty gospodarki zdewastowanej rabunkową "prywatyzacją" - gdzie zlikwidowano mleczarnie, zakłady przetwórstwa owocowo-warzywnego, kamieniołomy, żwirownie ect.
Byłem niedawno w Poznaniu - dokładnie tam, gdzie 27 grudnia 1918 roku Ignacy Paderewski tak poderwał tłumy, że rozbrojenie policji pruskiej trwało zaledwie kilka miesięcy, aby cała Wielkopolska wróciła w struktury państwa polskiego... Poznań znany jest także i Targów Poznańskich, se Stomilu produkującego deficytowe w okresie komuny opony, to także i "Cegielski" - duma polskiego przemysłu przez dziesiątki lat.
Dla mnie, urodzonego Wrocławianina ta krótka wizyta wiązała się z przygnębieniem - bo Poznań stał się zrujnowaną wioską, z okien pociągu widać było rozwalające się, porzucone obiekty... Podobnie zresztą, jak i Wrocław - gdzie wyburzono całe kwartały zabudowy przemysłowej...
Podobnie zdewastowana jest cała Polska, no może Warszawa tu błyszczy szkłem i aluminium - bo to w Warszawie rozwinął się nowotwór pożerający polskie przedsiębiorstwa...
A Pan Broniarz nie zadeklarował nic od nauczycieli w zamian za ten tysiąc złotych, nie przedstawił żadnej budującej perspektywy, nie wyjaśnił, dlaczego polscy urzędnicy doprowadzili polską gospodarkę do obrazu Polski zniszczonej przez najazd Niemiec hitlerowskich z września 1939 roku...
Myślę, że nauczyciele historii, nauczyciele przedmiotów ekonomicznych są w stanie przekonać społeczeństwo do racji Pana Broniarza albo odwieść go od stawiania warunków rządowi, który stara się odbudować państwo zniszczone przez komunę i zdewastowane przez "liberałów" spod znaku Balcerowicza, Kuronia czy Michnika...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)