Kworum i trzy próby wyboru. "Starzy" sędziowie w mniejszości
Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym I Prezes SN jest powoływany przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez zgromadzenie ogólne. Aby wybór był ważny, konieczne jest spełnienie wymogów kworum.
Podczas pierwszego podejścia wymagana jest obecność 84 sędziów. Jeśli nie uda się zebrać takiej liczby, drugie posiedzenie wymaga obecności co najmniej 75 sędziów. Przy trzeciej próbie kworum wynosi już tylko 32 osoby.
Część tzw. "starych sędziów” nie zamierza brać udziału w zgromadzeniu - donosi poniedziałkowa "Rzeczpospolita". Powodem ma być sprzeciw wobec legalności poprzedniego wyboru i obecnego trybu zwołania posiedzenia.
Sędzia Bohdan Bieniek z Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych zapowiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że jego udział stoi pod dużym znakiem zapytania. Wskazał na wątpliwości dotyczące przebiegu wyborów sprzed sześciu lat oraz orzecznictwo sądów i trybunałów europejskich odnoszące się do wad w procesie nominacyjnym sędziów. Podobne stanowisko przedstawił sędzia Michał Laskowski z Izby Karnej. Jego zdaniem udział w zgromadzeniu legitymizowałby wybór nowego prezesa, a obecna pierwsza prezes – według części środowiska – nie miała prawa zwołać zgromadzenia.
Kandydaci na prezesa SN
Choć bojkot części sędziów jest realny, wiele wskazuje na to, że ostatecznie wybór kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego dojdzie do skutku. W SN zasiada obecnie 56 tzw. "nowych" sędziów, awansowanych po 2017 roku. Oznacza to, że przy trzecim podejściu – gdzie wymagane kworum wynosi 32 osoby – wybór będzie możliwy nawet bez udziału "starych sędziów”.
Sędzia Bieniek nie ma wątpliwości, że nowi sędziowie wskażą pięciu kandydatów. Podobnie uważa sędzia Laskowski, który przyznaje, że z uwagi na obecne przepisy i arytmetykę zablokowanie wyboru jest praktycznie niemożliwe. Zatem niezależnie od bojkotu części środowiska sędziowskiego, procedura zakończy się wyłonieniem kandydatów i wkrótce poznamy nowego I Prezesa Sądu Nawyższego.
Profesor Małgorzata Manowska zapowiedziała, że nie będzie ubiegać się o kolejną kadencję. W rozmowie z "Rzeczpospolitą” wskazała, że chce uniknąć chaosu i uważa, że SN potrzebuje "świeżej krwi”. Gdyby zdecydowała się kandydować, konieczne byłoby wyznaczenie przez prezydenta osoby prowadzącej zgromadzenie, co wymagałoby kontrasygnaty premiera – a to mogłoby doprowadzić do blokady procedury.
Nieoficjalnie jako kandydat na I prezesa SN wskazywany jest prezes Izby Karnej Zbigniew Kapiński. Część rozmówców przewiduje, że może on liczyć na wysokie poparcie. Kapiński zasłynął uchwałą izby z września 2024 roku, w którym SN uznał, że to Dariusz Barski jest zgodnie z prawem Prokuratorem Krajowym, natomiast Dariusz Korneluk został powołany ze złamaniem ustawy o prokuraturze. Mimo 30-letniej praktyki sędziowskiej, Kapiński nazywany jest przez część środowiska prawniczego "neosędzią".
W kuluarach wymienia się także nazwisko Mariusza Załuckiego z Izby Cywilnej, który ma cieszyć się przychylnością Karola Nawrockiego. Ostateczne nazwiska zostaną jednak zgłoszone dopiero podczas zgromadzenia ogólnego.
To Nawrocki zdecyduje
Po wyłonieniu pięciu kandydatów ich nazwiska trafiają na biurko prezydenta. To głowa państwa dokonuje ostatecznego wyboru I prezesa SN i nie jest związana żadnym terminem.
W 2020 roku prezydent Andrzej Duda powołał Małgorzatę Manowską dwa dni po otrzymaniu kandydatur. W 2014 roku Bronisław Komorowski potrzebował trzech tygodni, aby powołać na to stanowisko Małgorzatę Gersdorf.
Fot. Sąd Najwyższy
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (39)