38 obserwujących
507 notek
507k odsłon
  432   1

W obronie Donalda Tuska

     Nie sądziłem, że kiedyś do tego dojdzie - ale to może bliskie Święta skłaniają mnie do ruszenia z obroną, a przynajmniej - z wyjaśnieniami.   Idzie o to, że Donald Tusk coś tam powiedział , adresując to do Prezydenta;  no, powiedział - ale nawałnica komentarzy wywołana tym faktem była niemal miażdżąca i trudno nie wyciągnąć pomocnej dłoni.   Rzecz każdą przed osądem należałoby obejrzeć ze wszystkich stron;  jeśli postąpimy tak i w tym przypadku, a zwłaszcza -  należycie osadzimy tę wypowiedź  w kontekście ostatnich wydarzeń, wszystko zaczyna wyglądać następująco:

   - Joanna Kluzik Rostkowska napisała, że oboje z Bartkiem Sienkiewiczem krzyczeli:  - precz z komuną!  - i komuna odeszła.  Nieco wcześniej pani Leszczyna powiązała inflację z wolnymi mediami, a poseł Kierwiński wyjaśnił, że owszem, mało kto wierzy, iż opozycja mogłaby rządzić - ale to dlatego, że teraz nie ma wyborów.   Wynika z tego jasno, iż nader często politycy poddawani ciągłej presji podsuwanych pod nos mikrofonów nie mają czasu na zastanowienie;  mówić trza - a pomyśleć nie ma kiedy.  Niezależnie od tego istnieje też dość mocno uzasadnione podejrzenie, że niektóre budzące wesołość wypowiedzi padają po głębokim namyśle i są wynikiem przesadnego zaufania do procesów przebiegających pod własną czaszką osobnika stojącego przed mikrofonem i kamerą.

   Co do tego ma wystąpienie Tuska?  Ano, ma - to mianowicie, że przywódca dźwiga większą odpowiedzialność, niż szeregowcy.  Lepiej też od nich ogarnia całokształt tego, co się dzieje i potrafi wyciągać wnioski z ich potknięć;  oni od biedy mogą się potykać, on nie powinien.  Jeśli dobrze rozumiem wynikający z tego tok myślenia DT, to wyglądał on chyba tak:  - po co się wychylać z własnymi przemyśleniami, skoro istnieje ryzyko wpadki, jak u pań Kluzik i Leszczyny?   Wlecze się to potem za człowiekiem, jak ta  "polskość - nienormalność" i nawet usilne starania niektórych, aby temu przydać głębi - nie skutkują.  Albo niewinne napomknienie o teściowej;  tłumacz się potem, że ona nie jest na etacie doradcy.   Słowo wróblem wylata, a powraca wołem!  Co robić w sytuacji, kiedy mus się wypowiedzieć, a przy tym strach, żeby czegoś nie palnąć?   Cytat z dorobku niekwestionowanego autorytetu w takiej sytuacji - jak znalazł, a z noblisty w dodatku - to już nic lepszego nie można sobie wyobrazić;  pożądany odbiór jest zapewniony, a najlepszy tego dowód - to podpowiedź rzucona z tłumu przy potknięciu naturalnym, kiedy się recytuje świeżo wyuczony wiersz.  Posłużenie się cytatem ma też tę zaletę, że - formalnie na rzecz patrząc - są to słowa cudze;  czy Tusk powinien odpowiadać za to, co dawno temu napisał Miłosz?   Kryje się za tym niewątpliwie przezorność, ale może też coś w rodzaju pokory każącej chować się za plecami lepszego?   Pytania można mnożyć, a najlepiej - zadać je samemu  zainteresowanemu;  odpowie ani chybi szczerze, jak to ma w zwyczaju.  Hmm...   im głębiej brnę w te usprawiedliwienia, tym bardziej słabnie we mnie przekonanie do nich.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka