3 obserwujących
527 notek
200k odsłon
114 odsłon

Autopsy: After the Cutting (2016) - Recenzja

The work of the thirsty blade. After the cutting my eyes see death
The work of the thirsty blade. After the cutting my eyes see death
Wykop Skomentuj

Edycje Super Deluxe Edition stały się tak powszechnym zjawiskiem, że z takowych rozwiązań zaczęły korzystać również niszowe wytwórnie (często tego typu edycje są małymi dziełami sztuki). Nawet „takie” Autopsy doczekało się własnego pudła pełnego śmieci fekaliów, niedojedzonych ludzkich szczątków etc. Pierwsze wrażenie After the Cutting (2016) sprawia bardziej niż obiecujące. Zarówno pod kątem wykonania jak i zawartości.

Wyjątkowo zacznę od negatywów. Największym mankamentem, oprócz ceny, jest zmarnowana przestrzeń dysków wchodzących w skład boxu. Na połowę tego czteropłytowego wydawnictwa składa się kompilacja utworów wybranych przez członków zespołu. Dla początkującego, zestaw ten może wydać się krzepiący – wszak mowa tu o czterdziestu utworach wyselekcjonowanych z całej dyskografii. Zgoda, tylko znajdźcie mi nowicjusza, który zaryzykuje ponad dwieście złotych… Zwłaszcza, że parę lat wstecz zdążyły ukazać się różne kompilacje, które godnie spełniają swoją rolę.

Szczęśliwie pozostałe dwa dyski są warte uwagi. Pierwszy zawiera zarówno materiał premierowy jak i archiwalny. Całość uroczyście otwiera EP Skull Grinder (2015) i jest to bez dwóch zdań najmocniejszy punkt programu. Pierwszy dysk ponadto zawiera dwa pierwsze dema: Demo 87 (1987), Critical Madness (1988), garść instrumentali pochodzących z próby nagranej gdzieś w okolicach prac nad Fiend for Blood (1992) – zarejestrowano pięć z sześciu utworów wchodzących w skład EPki. Największym archeologicznym wykopaliskiem jest utwór „Christ Denied” z 1987 roku, który do tej pory nie doczekał się profesjonalnego nagrania studyjnego. Niepokoi klimatem dobrze znanym z okresu Severed Survival (1991)

Pierwszy dysk zamyka drugi rarytas jakim jest mocno porąbany kawałek pt. „Black Incantations”, nagrany pod szyldem tajemniczego projektu pobocznego - Grave Violators. Stylistycznie rzeczywiście kawałek odbiega nieco od tego co Autopsy zwykł czynić. Kawałek pierwotnie ukazał się na bardzo ciekawym zbiorze dzielonym z innymi zacnymi załogami, zaklętym w winylu pt. Grave Command: All Hallowed Hymns (2012). Poruszając kwestię projektów pobocznych niewątpliwie lepiej można było zagospodarować przestrzeń kompilując nagrania Doomed – zwłaszcza, że nie jest tego dużo.

Dysk drugi i trzeci zawiera wspomnianą selekcję utworów dokonaną przez samo Autopsy. Wybór dotyczył kawałków zarówno z długogrających albumów jak i EPek. Mimo wszystko dziwnym trafem udało się przemycić jedną ciekawostkę jakim jest utwór „Funerality” w innej wersji, niż ta, która ukazała się na Acts of Unspeakable (1992). Mowa tu o specjalnej wersji, która wchodziła w skład kompilacji Peaceville Vol. 4 (1992).

Ostatnia płyta zawiera bootlegowe nagrania z dwóch koncertów z lat 2012-2013: Live at Oakland Metro 7/27/12 oraz Live at the Oakland Metro, 5/26/13. Jakość obu jest do przyjęcia i stanowią dobry suplement dla dotychczasowych wydawnictw live. Szkoda tylko, że tak skwapliwie zespół czerpał z nowszego dorobku – na czternaście utworów (z obu gigów) zaledwie trzy to o utwory z ostatnich płyt: „Arch Cadaver”, „Seeds of the Doomed” i „Mangled Far Below”. Cóż dobre i to ale raczej nie za często będzie się do tego wracało.

Na koniec dorzucono instrumentalne nagrania z próby z 1992 roku, gdzie zespół wykonał niemal połowę trzeciego albumu. Obie partie utworów instrumentalnych z prób mogą stanowić dowód dla mających wątpliwości, że Autopsy to nie tylko niepowtarzalne wokalizy Chrisa Reiferta. Pod płaszczykiem bestialskiego prymitywizmu kryje się mrowie intrygujących dźwięków. 

Mocnym punktem programu jest samo staranne wydanie. Przepiękna poligrafia składająca się z 72 stronic z której można dowiedzieć się wielu informacji o Autopsy. Pełno tu znanych i mniej znanych ilustracji, okładek, zdjęć etc, które w takim formacie, przyznać trzeba  robią naprawdę duże wrażenie. Oprawa godna statusu zespołu! 

To by było na tyle, każdy we własnym zakresie musi przekalkulować czy warto. W moim odczuciu najlepszym wyjściem byłoby  jednoczesne wydanie dwóch osobnych wydawnictw zawierających składankę i trudno dostępny materiał. 

Ignacy J. Krzemiński

Zobacz galerię zdjęć:

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura