Najpierw ustal, do czego służą te pieniądze
Portfel osoby odkładającej przez 25 lat na emeryturę może wyglądać inaczej niż portfel kogoś, kto za dwa lata chce wykorzystać pieniądze jako wkład własny na zakup mieszkania. Ten sam spadek o 30% dla jednej osoby będzie przejściowym problemem, a dla drugiej może oznaczać rezygnację z ważnego celu.
Dlatego na początku nie powinniśmy pytać o to, jaki fundusz albo jaką spółkę kupić. Najważniejsze jest ustalenie, kiedy pieniądze będą nam realnie potrzebne. Im krótszy termin, tym mniej czasu mamy na odrobienie strat.
Sprawdźmy też, czy z portfela będziemy finansować ważne wydatki. Inaczej można inwestować pieniądze, których nie potrzebujemy przez wiele lat, a inaczej środki odłożone na mieszkanie, leczenie albo utrzymanie rodziny podczas przerwy w zatrudnieniu. W drugim przypadku duży spadek może zmusić nas do sprzedaży, choć nadal wierzymy w daną inwestycję.
Liczy się również to, jak reagujemy na straty. Możemy mieć wystarczająco dużo oszczędności, aby przeczekać spadek o 30%, a mimo to sprzedać już po spadku o 15%, bo trudno znieść codzienny widok topniejącego portfela. Nawet najlepszy plan na nic się zda, jeśli nie potrafimy się go trzymać.
Sprzedaż pod wpływem strachu może pogorszyć wynik, nawet jeśli później chcemy wrócić na rynek. Poniższy przykład pokazuje, co stało się z identycznym portfelem w dwóch różnych sytuacjach.

Na wykresie zielona linia pokazuje wynik portfela, z którego nie wycofywano środków. Pomarańczowa linia przedstawia wynik po ucieczce z rynku w marcu 2020 roku i powrocie w lipcu. Oba portfele składały się w 60% z akcji i w 40% z obligacji. Od stycznia 2019 do stycznia 2025 roku pierwszy wzrósł o 62%, a drugi o 37%. Źródło: Vanguard
Spadek ceny nie zawsze oznacza trwałą stratę. Akcje lub fundusz mogą z czasem odrobić straty, ale nie ma gwarancji, że nastąpi to, zanim będziemy musieli wypłacić pieniądze. Akcje pojedynczej spółki mogą nigdy nie wrócić do dawnej ceny. Jeżeli pieniądze będą potrzebne dopiero za wiele lat, mamy więcej czasu na odrobienie straty. Jednak nawet inwestowanie w długim terminie nie pomoże, jeśli wybrana inwestycja okaże się zła.
Liczy się też to, czy nasze dochody są regularne. Stała pensja i poduszka finansowa, czyli pieniądze odłożone na nagłe wydatki, zmniejszają ryzyko, że będziemy musieli sprzedawać nasze aktywa. Przy nieregularnych dochodach, wysokich ratach albo innych stałych wydatkach lepiej trzymać więcej pieniędzy w łatwo dostępnej formie. Nie potrzeba do tego skomplikowanych obliczeń. Wystarczy zastanowić się, co mogłoby sprawić, że będziemy potrzebować pieniędzy wcześniej, niż planowaliśmy.
Długi horyzont inwestycyjny nie usuwa ryzyka, ale daje więcej czasu na odrobienie strat. Dane historyczne pokazują, że im dłuższy był okres inwestycji, tym mniejsza była różnica między najlepszymi a najgorszymi wynikami. Dobrze widać to na przykładzie rynku amerykańskiego.

Na wykresie zielone słupki przedstawiają wyniki akcji, niebieskie – obligacji, a szare – portfela złożonego w 60% z akcji i 40% z obligacji. Każda z grup obrazuje najlepszy i najgorszy średni roczny wynik dla inwestycji trwających od 1 roku do 20 lat. Dane dotyczą rynku amerykańskiego i obejmują okres od 1950 do 2025 roku.
Zanim zbudujemy portfel, zapiszmy, do czego posłużą te pieniądze i kiedy będą potrzebne. Ustalmy też, jaka kwota ma pozostać łatwo dostępna i jak duży spadek możemy zaakceptować, zanim brak gotówki albo stres skłoni nas do sprzedaży. Nie ma jednej uniwersalnej proporcji akcji, obligacji i gotówki, która sprawdzi się u każdego.
Dopuszczalną stratę warto zapisać zarówno w procentach, jak i w złotych. Sama strata rzędu 20% może niewiele mówić. Przy portfelu wartym 100 000 zł oznacza to jednak, że z rachunku wyparowało 20 000 zł. Przeliczenie straty na konkretną kwotę pomaga lepiej ocenić, czy jesteśmy w stanie zaakceptować taki spadek.
Czytaj dalej: Jak zarządzać ryzykiem portfela w praktyce?
Podstawy analizy technicznej. Jak z niej korzystać?
Autor: Piotr Chuszno


Komentarze
Pokaż komentarze