Co stanie się z Twoimi inwestycjami po śmierci?
Rozważmy hipotetyczny przykład pana Andrzeja. Jest on polskim rezydentem podatkowym, ma żonę i dwójkę dzieci, pozostaje z żoną we wspólnocie majątkowej oraz posiada dwa rachunki brokerskie.
Pierwszy z nich prowadzony jest przez brokera w Polsce i znajdują się na nim aktywa o wartości 300 000 zł, przede wszystkim polskie akcje oraz europejskie ETF-y. Pan Andrzej korzysta również z brokera zagranicznego, u którego posiada głównie amerykańskie akcje i ETF-y.
Dodatkowo ma rachunki IKE i IKZE. Na IKE zgromadził 150 000 zł, natomiast na IKZE 70 000 zł.
Pan Andrzej posiada również jednego Bitcoina, do którego dostęp zapewnia mu portfel Ledger, a także dwie sztaby srebra przechowywane w magazynie bezcłowym w Szwajcarii.

Na pierwszy rzut oka jego majątek wygląda na dobrze zdywersyfikowany. Znajdują się w nim kryptowaluty, metale szlachetne i akcje. Problem polega jednak na tym, że każda instytucja wiąże się z odrębną procedurą dziedziczenia.
Pan Andrzej rozsądnie rozłożył swój majątek pomiędzy różne aktywa i instytucje, ale pozostaje pytanie, czy równie dobrze przygotował go na sytuację, w której jego zabraknie. Może się bowiem okazać, że po jego śmierci rodzina przez wiele miesięcy nie będzie w stanie uzyskać dostępu do zgromadzonych środków.
Dlaczego?
Jeżeli pan Andrzej umiera dzisiaj, to właśnie dzisiaj jego spadkobiercy nabywają spadek. Dokument wydany przez sąd lub notariusza jedynie potwierdza nabycie spadku i stanowi podstawę do późniejszego faktycznego dysponowania odziedziczonym majątkiem oraz przedstawienia odpowiednich dokumentów poszczególnym instytucjom.
Dziedziczeniu mogą podlegać między innymi akcje, obligacje, kryptowaluty, nieruchomości czy wierzytelności.
W przypadku pana Andrzeja istotne jest również to, że ma żonę, dwójkę dzieci i pozostaje we wspólnocie majątkowej. W takiej sytuacji połowa majątku wspólnego przypada żonie, natomiast dopiero druga połowa podlega dziedziczeniu.

W praktyce oznacza to, że żona pana Andrzeja dysponuje efektywnie 2/3 majątku, natomiast każde z dzieci otrzymuje po 1/6.
Gdyby wspólnoty majątkowej nie było, cały majątek zostałby podzielony proporcjonalnie pomiędzy osoby uprawnione do dziedziczenia zgodnie z przepisami.
Cały proces można częściowo uporządkować za pomocą testamentu. Pan Andrzej może w nim dokładnie wskazać, kto powinien odziedziczyć poszczególne składniki jego majątku. Trzeba jednak pamiętać, że w takim przypadku może pojawić się kwestia zachowku.
Osoba, która zgodnie z ustawą byłaby uprawniona do dziedziczenia – między innymi małżonek, dziecko, a w określonych przypadkach także rodzic zmarłego – może uznać, że została pokrzywdzona i wystąpić z roszczeniem o zachowek.
Załóżmy, że głównym spadkobiercą została żona pana Andrzeja. Jeżeli inne uprawnione osoby wystąpią o zachowek, będzie musiała je spłacić.
Jeśli nie dysponuje wystarczającą ilością gotówki, może to uruchomić cały ciąg niekorzystnych z ekonomicznego punktu widzenia zdarzeń.
Przykładowo, aby zapłacić zachowek, żona może zostać zmuszona do sprzedaży części odziedziczonych akcji. Jeżeli pan Andrzej kupił je wcześniej za 100 000 zł, a żona sprzeda je za 130 000 zł, od osiągniętego dochodu w wysokości 30 000 zł trzeba będzie zapłacić podatek dochodowy. Dopiero później będzie można rozliczyć zobowiązanie wynikające z zachowku.
Jak widać, już na tym etapie pojawia się sporo potencjalnych komplikacji. A przecież wcześniej żona musi jeszcze uzyskać formalny dostęp do rachunku brokerskiego.
Czytaj dalej: Umierasz. Co dzieje się z Twoimi inwestycjami?
Autor: Mateusz Tomczyk


Komentarze
Pokaż komentarze