2 obserwujących
50 notek
95k odsłon
1421 odsłon

Polska jakby zaczyna się liczyć

Wykop Skomentuj19

W tytule notki znalazło się słowo „jakby”, bo może jest to przedwczesna, a nawet błędna diagnoza. Niemniej oznak, że Polska zaczyna się liczyć, od jakiegoś czasu nie brakuje. Wprawdzie nie brak też oznak, że Ziemia jest płaska, ale nie trzeba lecieć w kosmos – wystarczy rozejrzeć się po internecie - by dojść do wniosku, że z rangą Polski rzeczywiście coś jest na rzeczy.

Mnie osobiście subtelnych przesłanek, że świat zaczyna zauważać Polskę, dostarcza ponadto codzienne życie, a konkretnie zachowanie moich sąsiadów. Sąsiad z przeciwka na przykład, który wcześniej poprzestawał na pomachaniu ręką i sporadycznym small talku przez ulicę, dwa lata temu nagle przeszedł na moją stronę jezdni i wdał się ze mną w pogawędkę. To też był w sumie tylko small talk, ale w moim sercu ten drobny incydent pozostawił coś ciepłego. W głowie mi wówczas nie postało, że mego sąsiada mógł pchnąć ku mnie jakiś inny impuls niż po prostu chęć nawiązania wreszcie jakichś bliższych stosunków (machaliśmy do siebie rękami z daleka już od kilku ładnych lat). Za jakiś czas – upłynął może miesiąc - ja z kolei znalazłem się na jego podjeździe. Nie pchnęła mnie tam jedynie chęć oddania wizyty i pogłębienia dobrosąsiedzkich stosunków. Był to przede wszystkim odruch solidarności. Mój sąsiad wrócił właśnie z Florydy, gdzie pojechał na kilka dni, by zabezpieczyć swój drugi dom przed huraganem Irma, który zdewastował sporą część Karaibów i nazabijał ludzi (84 osoby na samej Florydzie). Przez te kilka dni telewizja nie przestawała o tym mówić, a ja nie przestawałem myśleć o swoim sąsiedzie. Na szczęście jego dom nie doznał poważnych uszkodzeń.

Ostatnio mój sąsiad znów mnie odwiedził na podjeździe. Było to gdzieś tak w połowie maja. Porozmawialiśmy o tym i owym, właściwie o niczym, ale na zakończenie serdecznie potrząsnął moją ręką. Znowu zrobiło mi się miło. Jednocześnie byłem trochę zdziwiony, Irma już dawno rozpłynęła się w niepamięci i nie mogła mieć z tą serdecznością nic wspólnego. Tak czy inaczej, pewnie łatwo bym zapomniał o tej wizycie, gdybym nie zauważył, że również sąsiedztwo z prawej i lewej strony ni z gruszki, ni z pietruszki, odnosi się do mnie wyraźnie serdeczniej niż zwykle. Niby nadal są to tylko zwyczajne „hello” czy „hi” rzucane z daleka, ale ta jakaś skwapliwość i właśnie serdeczność, z jaką są one do mnie kierowane w odpowiedzi na moje „hello” czy „hi”, naprawdę mnie pokrzepia. Sąsiadka z posesji za moim backyardem parę tygodni temu nagle pierwsza mnie pozdrowiła i obdarzyła czarującym uśmiechem, co przyprawiło mnie o mały wstrząs. Nawet policjant rezydujący obok mego sąsiada z przeciwka pomachał mi ręką, choć przedtem nie zaszczycał mnie nawet spojrzeniem.

Co jest? Co się stało? Już dawno powinienem sobie stawiać te pytania. Ale stawiam dopiero teraz, gdy ostatnie lektury internetowe wreszcie podsunęły mi podejrzenie, że to może stosunek świata do Polski się zmienia, a razem z nim stosunek moich sąsiadów do mnie. Przesadzam, snuję fantazje? Niewykluczone. Sam jestem skłonny tak uważać. Lecz jednocześnie, pogrzebawszy w pamięci i w internecie, nagle kojarzę, że mój sąsiad po raz pierwszy przeszedł na moją stronę ulicy tydzień czy dwa po wizycie Trumpa w Polsce. On o niej wtedy nie wspomniał, pewnie zatarła się już w jego pamięci, jednak pozytywne wrażenie, jakie mogła w nim pozostawić, chyba przetrwało, skoro do mnie podszedł. Innego powodu właściwie nie miał. I dla niego, i dla mnie, już minął czas zawierania nowych przyjaźni. Przypominam sobie jeszcze, że wtedy też serdecznie potrząsnął moją ręką.

Dotychczas uczynił to tylko trzy razy - po wizycie Trumpa, po huraganie Irma i po tym, co zdarzyło się w maju. Polacy wtedy głośno protestowali w Polsce i w Stanach Zjednoczonych przeciwko roszczeniom holocaustowym. I znowu nie ma sensu wymieniać powszechnie znanych nazwisk polskich dziennikarzy i polityków, którzy gromko potępili ten protest. Piszę „znowu”, bo z oczywistego braku sensu nie wymieniłem ich również w notce o dudniących słowach Dudy, gdzie było o gromkim potępieniu przez te osoby tychże słów oraz usuwania pomników sowieckiej chwały. Dokładnie te same osoby latami stanowczo i z całą mocą podkreślały, że roszczenia wysuwane są wyłącznie przez amerykańskich Żydów, natomiast Izrael nigdy żadnych restytucji się nie domagał i nie ma zamiaru się domagać. Teraz, gdy rząd Izraela nagle przyłączył się do roszczeń, towarzystwo to gładko przeszło nad tym do porządku. Trudno nawet mówić, że nabrało wody w usta, ono po prostu mówi i pisze o tym tak, jakby Izrael od zarania swoich dziejów stawiał te żądania.

Polski protest zrobił się głośny także w Stanach. Mój sąsiad z przeciwka chyba słyszał o nim, inaczej po co miałby do mnie przychodzić z krzepiącym uściskiem dłoni? Podobnie jak to było z wizytą Trumpa, nie wspomniał o proteście, ale powód zapewne był już inny. W pierwszym przypadku zdecydowało zwykłe zapomnienie, w przypadku protestu delikatność sprawy. Cóż mam powiedzieć? Ja sam nie miałem ochoty rozprawiać o niej z obcymi. Poza tym wtedy jeszcze nie wiedziałem, że on właśnie w związku z tym do mnie przyszedł. A i teraz się tylko domyślam.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka