2 obserwujących
39 notek
66k odsłon
218 odsłon

Yankee stay home

Wykop Skomentuj8

Za Gomułki i Gierka hasłem dnia było: Yankee go home (Jankesi do domu). Za Kaczyńskiego hasło dnia jest takie, jak w tytule notki: Jankesi zostańcie w domu. A w wolnym tłumaczeniu: Donaldzie Trump, nie jedź 1 września do Polski!!!

Dlaczego ma nie jechać? Zdaniem Gazety Wyborczej dlatego, że... no cóż, GW nie ma własnego zdania w tej sprawie, jako polskojęzycznej gazecie trochę jej nie wypada mieć, więc po prostu przykleja się do Washington Postu i - z okrzykiem: płyniemy! - powtarza jego słowa: „Oto jeszcze jedna wizyta, którą prezydent Trump powinien odwołać” („Here’s the other trip President Trump should cancel”).

Jeszcze jedna, bo jedną już odwołał – do Kopenhagi, po tym, jak premier Danii, pani Mette Frederiksen, pokazała mu środkowy palec usłyszawszy propozycję odsprzedania Stanom Zjednoczonym Grenlandii. Aż cisną się na usta słowa Siary Siarzewskiego: Mają rozmach, skurwysyny! Polska na szczęście nie ma nic do sprzedania - Wolin i inne terytoria odzyskane zaklepali już sobie Naziś... najserdeczniej przepraszam, oczywiście Niemcy – jest natomiast gotowa coś od Stanów kupić (samoloty F-35), a nawet im coś zafundować (Fort Trump), dlatego prezydent USA nie odwoła wizyty do Polski.

Gazeta Wyborcza była nader delikatna pisząc, że Washington Post apeluje, by Trump nie jechał do Polski. Washington Post nie apeluje, Washington Post błaga: Please, don’t go.

Nie to, żeby Polska nie była ważnym sojusznikiem. Ależ jest! Polacy walczyli i umierali ramię w ramię ze swymi amerykańskimi towarzyszami broni zarówno w Afganistanie, jak w Iraku. A obchody 80-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej są ważną uroczystością, zasługującą na obecność czołowych liderów wolnego świata, ale...

I tu zaczyna się typowe dla mediów głównego nurtu mendzenie:

„Ale właśnie dlatego, że amerykańsko-polskie stosunki są ważne, i że symbole mają znaczenie, obchody te nie powinny stać się jeszcze jedną szopką Trumpa.”

Po pierwsze – grzmi WP – dla Trumpa i jego gabinetu Polska wydaje się pociągająca z ideologicznych pobudek.

W domyśle: pociąg Obamy i Hillary do Polski za czasów Tuska miał wyłącznie seksualne podłoże, zero ideologii.

Zapewne tak było. WP ciągnie dalej: Trump i jego gabinet podzielają negatywny stosunek PiS do imigracji, Unii Europejskiej i kwestii kulturowych, takich jak aborcja i prawa LGBTQ. Tu narzuca się pytanie: Od kiedy to aborcja jest kwestią kulturową, a nie po prostu życiową? Od chwili, gdy zajęli się nią dyktatorzy mody?

Odpowiedzi nie będzie, WP kontynuuje wywód: To nie przypadek, że John Bolton i Tucker Carlson wystąpili ramię w ramię z Ryszardem Legutką, znanym z porównywania UE do sowieckiego komunizmu, na konferencji National Conservatism. Zwykłym przypadkiem natomiast była sprzedaż amerykańskiego uranu do Rosji i skasowanie $500,000 za jeden wykład w Moskwie. Podobno dla jakiejś fundacji. Hillary akurat przechodziła z tragarzami.

Tego WP oczywiście nie napisał. Ma do napisania rzecz znacznie groźniejszą: Wizyta Trumpa wypada w niefortunnym momencie, kiedy Polskę czekają polaryzujące wybory. Znowu kłaniają się prawa LGBTQ, aborcja i na dokładkę seksualne ekscesy kleru. O te rzeczy pójdzie na noże. Należy bowiem pamiętać, że wybory nie są polaryzujące tylko wtedy, gdy wygraną mają w kieszeni faworyci WP. Gdy prawie na pewno wygrają faworyci polskiego „motłochu", jeden nieostrożny krok Trumpa – a on to potrafi! – może zepchnąć partnerstwo Stanów Zjednoczonych z Polską w stronę partyjnych interesów i wyrządzić niepowetowaną szkodę, gdyby w Warszawie zmienił się rząd – jawnie już łka WP.

Jakby tego było mało, kolejna troska podnosi swój ohydny łeb. Chodzi o wpływ, jaki wywiera schodzenie Polski z prostej drogi (czytaj: olewanie programu ciepłej wody w kranie) na sojusz północnoatlantycki, czyli NATO. Wprawdzie polskie kierownictwo jest oddane sprawie transatlantyckiego bezpieczeństwa i wykazuje się trzeźwym spojrzeniem na rosyjskie zagrożenie, to jednak oddala się od fundamentalnych wartości sojuszu. Teraz kłaniają się z kolei: „Budapeszt w Warszawie” Kaczyńskiego (dobrze jeszcze, że nie „spieprzaj dziadu”) i upartyjnienie mediów publicznych, prokuratury, a nawet wojska i wywiadu. Jak wiadomo poprzednia ekipa takich rzeczy nie robiła, zanadto była pochłonięta podpalaniem rosyjskich budek wartowniczych i robieniem laski Obamie.

A najgorsze w tym „ataku od wewnątrz”, jakiego doświadcza NATO, jest bezprecedensowe upolitycznienie polskiego sądownictwa. Poprzedni rząd nie ruszał kasty, bo po co? A pisowski rząd i owszem. Minister Ziobro zdymisjonował co najmniej 149 sędziów z niższego kierownictwa (tylko tylu?) i tuziny z wyższego (nie dało się więcej?) w odwecie za „polityczne” wyroki (cudzysłów pochodzi od WP). WP zamiast sobie poczytać o problemach polskiego wymiaru sprawiedliwości choćby w polskiej Wikipedii, najwyraźniej woli polegać na opiniach państwa Applebaumów. Nie dowierza zaś pisowskim „reformatorom” (cudzysłów znów pochodzi od WP), którzy twierdzą, że polskie sądy były zdominowane przez klikę komunistycznych sędziów. Tymczasem (uwaga, bo teraz będzie przerzutka z kliki na szeregowych sędziów, czyli mieszanie jabłek i pomarańczy), gdy PiS doszedł do władzy, sędziowie z sądów powszechnych mieli średnio nie więcej niż 46 lat, więc jacy z nich komuniści?

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka