Rzadko jednego dnia piszę na blogu dwa teksty. Ale dzisiaj krótko tak zrobię. Inspiracją do tego jest wczorajszy wywiad Joe Bidena dla telewizji ABC. Wywiad, w którym powiedział, że nie wycofa się z wyborów na prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Podsumowaniem tej deklaracji mam jedno. Że Władimir Putin patrzy na to wszystko i płacze. Płacze ze śmiechu. Dlaczego?
Bo od lat wmawia Rosjanom, że demokracja liberalna jest w kryzysie. I że on ma lepszą wersję . Demokrację suwerenną. I wybory na prezydenta w USA w tym roku dostarczają mu na to znakomitego dowodu.
Oto o najwyższe stanowisko mocarstwa będącego wzorem i liderem cywilizacji zachodu, mającego 300 milionów obywateli, ubiega się dwóch starców. Każdy szokujący obserwatorów i komentatorów. Każdy coraz bardziej, choć każdy inaczej. Jeden o charyzmie podstarzałego kowboja, mający najprostsze możliwe recepty na wszelkie skomplikowane zjawiska na świecie, mówiący, że wszystko jest wspaniałe i obrzucający obelgami wszelkich konkurentów. A do tego – delikatnie to powiem, na co wskazują liczne procesy i afery – mający kłopot z panowaniem nad własną seksualnością. A drugi?
Drugi chyba nie zawsze, znów delikatnie to ujmując – mimo zasług z przeszłości – wie gdzie jest, co robi i co mówi.
No więc w najśmielszych marzeniach Władimir Putin nie przypuszczał, że będzie mógł pokazywać taki spektakl własnym obywatelom. Wiele lat temu, myśmy się śmiali jak Putin latał z żurawiami. I słusznie. Dzisiaj jednak wygląda na to, że Rosjanie niestety nie mają mniej powodów do śmiechu niż my mieliśmy wówczas. A Władimir Putin – jak wspomniałem powyżej – to już nie wie czy bardziej płakać z radości, czy ze śmiechu…
I na koniec nostalgiczne. Gdzie te czasy Ronalda Reagana czy Margaret Thatcher…?



Komentarze
Pokaż komentarze (41)