Tradycyjne opactwo benedyktyńskie św. Marii Magdaleny w Le Barroux (Prowansja). Maj 2023 r. Fot. autor.
Tradycyjne opactwo benedyktyńskie św. Marii Magdaleny w Le Barroux (Prowansja). Maj 2023 r. Fot. autor.
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
517
BLOG

Czy lefebryści dogadają się z papieżem Leonem XIV?

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Społeczeństwo Obserwuj notkę 9
Zapowiedź nowych konsekracji biskupich w Bractwie św. Piusa X oraz szybka reakcja Watykanu stawiają pytanie, które wraca od niemal czterech dekad: czy lefebryści i papież mogą dojść do trwałego porozumienia? Tym razem jednak kontekst jest zupełnie inny niż w 1988 roku – zarówno doktrynalnie, jak i eklezjalnie.

Oczywiście – przynajmniej w sensie, w jakim stawiam to pytanie. Tytuł musi być publicystyczny, prowokacyjny, ale w gruncie rzeczy chodzi o coś znacznie głębszego niż samo „dogadanie się”. Chodzi o to, czy Kościół znajdzie dziś formułę trwałego współistnienia z ruchem tradycjonalistycznym, który nie jest już marginesem, lecz stałym elementem jego wewnętrznego krajobrazu.

Zacznijmy od faktów. 2 lutego przełożony generalny Bractwa Świętego Piusa X, ks. David Pagliarani, ogłosił, że polecił dwóm biskupom pomocniczym Bractwa przygotowanie nowych konsekracji biskupich. Dwóch jeszcze żyjących z czterech biskupów konsekrowanych w 1988 roku przez abp. Marcel Lefebvre zbliża się do siedemdziesiątki, a samo Bractwo – niezależnie od ocen – rozwija się liczebnie i strukturalnie.

Reakcja Stolicy Apostolskiej była szybka. Prefekt Dykasterii Nauki Wiary, kard. Víctor Manuel Fernández, zapowiedział spotkanie z ks. Pagliaranim 12 lutego w siedzibie dykasterii. To spotkanie – choć formalnie robocze – ma znaczenie symboliczne i potencjalnie przełomowe.

Jak potoczą się dalsze wydarzenia? Czytelnik musi wziąć pod uwagę, że z natury jestem optymistą. Uważam – choć oczywiście nie mam pewności – że tym razem sprawa może zakończyć się pozytywnie. Inaczej niż w 1988 roku, gdy papież Jan Paweł II nałożył ekskomunikę na abp. Lefebvre’a i czterech wyświęconych przez niego biskupów. Ekskomunika ta została zniesiona w 2009 roku przez papieża Benedykt XVI, który pozostawił jednak zarówno biskupów, jak i całe Bractwo w sytuacji kanonicznie nieregularnej.

Na czym opieram mój umiarkowany optymizm?

Po pierwsze, wzrost zainteresowania tradycyjną liturgią łacińską sprawił, że nie jest to już zjawisko marginalne. Przyczyniło się do tego wprost motu proprio Summorum Pontificum Benedykta XVI. Mimo późniejsze drastycznych ograniczeń ze strony papieża Franciszka, tadycyjna liturgia ma dziś trwałe miejsce w Kościele, a najlepszym dowodem jest fakt, że – jak się mówi – była ona przedmiotem obrad nadzwyczajnego konsystorza kardynałów zwołanego przez papieża Leon XIV. To oznacza, że mamy do czynienia z realnym problemem wewnątrzkościelnym, a nie z peryferyjną anomalią, którą można zignorować.

Po drugie – i to jest kluczowe – spór nie ma charakteru wyłącznie liturgicznego. Liturgia jest jedynie zewnętrznym wyrazem konfliktu doktrynalnego. Właśnie dlatego nie doszło do porozumienia między Bractwem a Benedyktem XVI, mimo że było ono bardzo blisko. Benedykt domagał się jednoznacznej akceptacji Soboru Watykańskiego II, stawiając warunki doktrynalne, a nie liturgiczne.

Jego następca, papież Franciszek, traktował doktrynę – ujmijmy to ostrożnie – z mniejszym rygoryzmem. Nie przeszkadzało mu, że jedne konferencje episkopatów przyjęły dokument Fiducia supplicans, o błogosławieniu par nieregularnych, w tym jednopłciowych, a inne otwarcie zadeklarowały, że nie będą go stosować. Dla Benedykta XVI taka sytuacja była nie do przyjęcia; dla Franciszka – niezależnie od intencji – była wręcz modelem funkcjonowania Kościoła.

Wyrazem tej logiki była także wypowiedź kard. Fernándeza, który stwierdził, że „nie możemy obsesyjnie trzymać się doktryny”. W tym samym duchu Franciszek, nie domagając się od lefebrystów żadnych deklaracji doktrynalnych, przyznał ich kapłanom prawo ważnego i godziwego spowiadania oraz asystowania przy zawieraniu małżeństw. Z punktu widzenia prawa kanonicznego było to – moim zdaniem – rozwiązanie co najmniej osobliwe.

Jeśli kard. Fernández pozostanie konsekwentny wobec linii Franciszka, nie powinno mu przeszkadzać, że jedne wspólnoty tradycjonalistyczne w pełni akceptują Sobór, inne zaś czynią to wybiórczo, a wszystkie funkcjonują wewnątrz Kościoła – podobnie, choć sama ta analogia jest osobliwa, jak dziś funkcjonują w nim jednocześnie ci, którzy błogosławią pary jednopłciowe, i ci, którzy deklarują, że nigdy tego nie uczynią.

Po trzecie, mamy precedens w postaci porozumienia między Stolicą Apostolską a komunistycznymi Chinami. Na ten przykład powołał się zresztą w swoim ostatnim wywiadzie ks. Pagliarani, zauważając, że skoro Watykan zgodził się na model, w którym władze Chińskiej Republiki Ludowej mają decydujący wpływ na wskazywanie kandydatów na biskupów, a następnie Stolica Apostolska ich zatwierdza i uznaje, to trudno zrozumieć, dlaczego analogiczna formuła nie mogłaby zostać zastosowana wobec Bractwa Świętego Piusa X. (https://news.fsspx.pl/2026/02/suprema-lex-salus-animarum-wywiad-z-przelozonym-generalnym-bractwa-kaplanskiego-sw-piusa-x/).

Przypomnijmy: na mocy tymczasowego porozumienia między Stolicą Apostolską a rządem w Pekinie – przedłużanego mimo licznych kontrowersji – biskupi nominowani de facto przez władze komunistyczne są następnie konsekrowani i uznawani przez Rzym. Stolica Apostolska utrzymuje przy tym, że nie jest to kapitulacja wobec państwa totalitarnego, lecz realistyczna próba zachowania minimum jedności i struktur kościelnych w ekstremalnie trudnych warunkach politycznych.

Argument ks. Pagliaraniego jest pod tym względem logiczny. Skoro Watykan akceptuje fakt, że biskupi wyznaczani w takim systemie nie muszą być doktrynalnym monolitem w pełnej zgodzie z papieżem i nauczaniem Kościoła, to dlaczego podobna elastyczność nie mogłaby zostać zastosowana wobec Bractwa, które – w przeciwieństwie do struktur kościelnych w Chinach – nie podlega wrogiej ideologii państwowej, zachowuje pełną sukcesję apostolską i funkcjonuje całkowicie w ramach katolickiej tożsamości sakramentalnej?

Co więcej, trudno przypuszczać, by wszyscy biskupi wyłaniani w systemie kontrolowanym przez Komunistyczną Partię Chin reprezentowali jednolitą wizję doktryny, moralności i eklezjologii zgodną z nauczaniem obecnego papieża. A mimo to Stolica Apostolska uznaje ich święcenia i jurysdykcję, kierując się logiką „mniejszego zła” oraz pragmatyzmem duszpasterskim.

Jeśli więc w imię jedności Kościoła dopuszcza się tak daleko idące kompromisy wobec państwa jawnie wrogiego chrześcijaństwu, to argument, że nie da się znaleźć rozwiązania kanonicznego dla Bractwa Świętego Piusa X, traci znaczną część swojej siły przekonywania.

Po czwarte, od czasu ostatnich konsekracji biskupich dokonanych przez abp. Lefebvre’a minęło już 38 lat. W tym czasie zjawisko określane – często dość niefortunnie – mianem „tradycjonalizmu” nie tylko nie zanikło, ale znacząco się rozrosło. Co więcej, Kościół rzymski w praktyce przećwiczył różne formy jego kanonicznego funkcjonowania: zarówno w postaci instytutów życia konsekrowanego, jak i struktur personalnych, takich jak Personalna Administratura Apostolska św. Jana Marii Vianneya w Brazylii.

Te rozwiązania – niezależnie od ocen – dowodzą jednego: Stolica Apostolska potrafi tworzyć niestandardowe, elastyczne formuły prawne, gdy uznaje to za konieczne dla dobra Kościoła. Sam obecny papież, jeszcze przed wyborem na Stolicę Piotrową, miał doświadczenie związane z kierowaniem strukturami o szczególnym statusie kanonicznym. Oznacza to, że nie jest to dla niego materia całkowicie abstrakcyjna czy czysto teoretyczna.

Po piąte wreszcie, papież Leon XIV – niezależnie od osobistych preferencji teologicznych – będzie musiał uregulować tę kwestię całościowo. Nie tylko wobec środowisk tradycjonalistycznych o statusie nieuregulowanym, takich jak Bractwo Świętego Piusa X, ale również wobec tych, które funkcjonują dziś w Kościele w sposób stabilny i uznany, a których sytuacja po latach napięć także domaga się jasnego rozstrzygnięcia.

W tym kontekście można sobie wyobrazić stworzenie jednej lub kilku struktur personalnych – prałatur, administratur czy ordynariatów – obejmujących różne nurty tradycjonalistyczne. Co istotne, są również duchowni o randze biskupiej i kardynalskiej, którzy – przynajmniej teoretycznie – mogliby stanąć na czele takich jednostek kościelnych. Niezależnie od osobistej oceny tych postaci, fakt ich istnienia pokazuje, że brakuje raczej decyzji niż narzędzi.

Wszystko to prowadzi do wniosku, że zarówno od strony doktrynalnej, jak i kanonicznej istnieją dziś w Rzymie uznane modele, które pozwalałyby rozwiązać problem relacji Kościoła z Bractwem Świętego Piusa X w sposób trwały i systemowy. Problem nie polega więc na braku precedensów, lecz na gotowości do ich zastosowania.

Czy papież Leon XIV zdecyduje się na takie rozwiązanie? Tego oczywiście nie wiemy. Jak jednak zaznaczyłem na początku, jestem raczej optymistą. Uważam, że obecny moment – po doświadczeniach pontyfikatów Benedykta XVI i Franciszka – stwarza realną szansę na wyjście z wieloletniego impasu.

I właśnie o takie rozwiązanie – roztropne, realistyczne i służące jedności Kościoła – zamierzam się modlić.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo