Łamanie art. 45 Konstytucji RP
Czy zwykły obywatel ma jeszcze jakieś prawa? Czy sąd może skazać niewinnego człowieka wbrew dowodom? Czy Polska jest praworządnym państwem?
2 obserwujących
25 notek
5401 odsłon
  211   0

Skandaliczna sprawa sądowa - odc. 6 - HISTORIA PRAWDZIWA

#Sądownictwo #przemoc #wymiarsprawiedliwosci

Następny odcinek (7)

Materiał opracowany na podstawie dowodów zgromadzonych w aktach sprawy oraz nagrań dokumentujących zdarzenia będące przedmiotem śledztwa i analizy procesowej na rozprawie sądowej.

Poprzednie odcinki:

Część 1  Część 2  Część 3  Część 4  Część 5


Jak to zostało wspomniane w poprzednim odcinku, młodzi próbowali wyjaśnić w MOPS sytuację, ale niestety urzędnicza machina ruszyła i już  trudno było ją zatrzymać. W życiu młodej rodziny rozpoczął się ciężki czas. Znając z nagrań prawdziwą genezę zawiadomienia, aż trudno uwierzyć w to, że ich koszmar z MOPSEM rozpoczął się za sprawą ojca żony Bartka R. Ciężko powiedzieć, czy ten człowiek mścił się na młodych za to, że chcą mu zabrać jego własność, czy w ten sposób walczył o swoją własność, czy po prostu taki był. Dlaczego nie mógł jak normalny, kochający tata, wspierać młodych, aby łatwiej mogli rozpocząć dorosłe życie. Tym bardziej, że jest zamożnym człowiekiem. Poza tym, mieszkanie o które walczyli młodzi w połowie należało do żony Bartka R, co było notarialnie potwierdzone, więc młodzi uważali, że pomimo wszystko walczą o swoje.

W aktach sprawy jest wiele pism, zawiadomień i wezwań z MOPS, różne pisma, niektóre bardzo groźnie brzmiące. Są różne notki urzędowe policjantów, którzy próbowali się skontaktować z rodziną Bartka R. w sprawie zgłoszonej do MOPS. Między innymi jest taka notka z października XXXX, czyli dokładnie dwa miesiące po tym, jak Marek R. złożył fałszywy donos o przemocy w rodzinie swej córki, a dzień wcześniej wyrzucił ją ze swej posesji, bo nie podobało mu się, że ona zdemaskowała jego prowokację. Oto treść notatki policyjnej:

"W dniu 13.10.XXXX podczas wykonywania czynności służbowych skontaktowałem się telefonicznie z panem Markiem R, teściem Bartłomieja R, a ojcem KR. W/w oświadczył, że od dwóch lat nie ma z nimi oraz ich dzieckiem kontaktu z uwagi na panujące relacje rodzinne."

Jak widać dla Marka R. nie jest problemem kłamanie, ponieważ w ostatnim czasie (przed 13.10.XXXX), widział się z córką w Biedronce podczas realizowania swojej prowokacji, później następnego dnia, gdy przyszła do niego z pretensjami za najście w miejscu pracy (sierpień), następnie widział się z nią dwa razy we wrześniu, gdy oszukała jego i matkę, że chce się rozwieźć z mężem, a później w kawiarni, gdy poinformowała ich, że między nią i mężem wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ponadto, warto przypomnieć, że 6.08.XXXX złożył do komisariatu zawiadomienie o tym, że w sierpniu widział córkę z podbitym okiem w jej miejscu pracy. Jednak rozumiemy, że kontakty te dotyczyły konfliktu z córką o mieszkanie i dlatego Marek R. wolał się do nich nie przyznawać.

W kontekście oświadczenia jakie złożył policjantowi, warto po raz kolejny zadać pytanie: na jakiej podstawie Marek R złożył donos do MOPS o rzekomej przemocy w rodzinie córki, skoro jak oświadczył policjantowi od dwóch lat nie ma z córką i jej rodziną kontaktu? Nagrania nie pozostawiają wątpliwości, że donos był fałszywy.

Żona Bartka R. odwiedziła osobiście MOPS pięć razy: raz we wrześniu, dwa razy w październiku i dwa razy w lutym następnego roku, na trzy miesiące przed jej zagadkowym wyjściem z balkonu. Wszystkie te wizyty są udokumentowane nagraniami ukrytą kamerą, więc można łatwo dowiedzieć się jaki miały przebieg. 

Pierwsza wizyta - wrzesień XXXX rok. Podczas tej wizyty żona Bartka R stara się o uzyskanie kopii dokumentów, jakie są w aktach MOPS, m.in. donos jej ojca. Początkowo urzędniczka informuje o tym, że kopie może uzyskać tylko po złożeniu wniosku na piśmie. W pierwszym momencie żona Bartka R. przyjmuje to do wiadomości, ale po wyjściu z MOPS dzwoni do męża i po tej rozmowie jednak postanawia wrócić i zażądać podstaw prawnych tego, że ma pisemnie składać wniosek o dokumentację, która jej dotyczy. I dobrze zrobiła, ponieważ urzędniczka po telefonach do prawnika w końcu robi jej kopię dokumentów i jej wydaje. Żona Bartka R. wychodzi z urzędu, ponownie dzwoni do męża, chwilę rozmawia i czyta na głos donos swojego ojca. Gdy dochodzi do zdania: "Moja córka jest przymuszana do tej sprzedaży pięściami przez Bartłomieja R" głośno mówi: "ja pier**lę".. w głosie słychać oburzenie. Jej oburzenie jest tym większe, że czyta dalej o tym, że jej ojciec w donosie napisał także, że jej córeczka miała zwichniętą nogę i winą za to obarczył Bartka R. To jest kolejne kłamstwo, które demaskuje żona Bartka R, mówi do swego męża, że przecież inaczej o tym ojcu opowiadałam i to jest nawet nagrane. Mała tylko naciągnęła sobie nogę i Bartek R. nie miał z tym nic wspólnego.

Druga wizyta - październik XXXX rok. Żona Bartka R. składa w MOPS 12-stronicowe pismo z wyjaśnieniem całej sytuacji. Pismo to jest w aktach. Właściwie po zapoznaniu się z nim, wszystko jest oczywiste. Jak to zostało już wcześniej napisane, treść tego pisma jest w pełni spójna z nagraniami. Podczas tej wizyty urzędniczka tłumaczy jakie są procedury podczas obsługi Niebieskiej Karty. Żona Bartka R. dowiaduje się, że takowa została założona. Pyta: więc na podstawie nieprawdy można założyć Niebieską Kartę? Urzędniczka informuje ją, że MOPS musi sprawdzić każde zgłoszenie. Żona Bartka R. wówczas opowiada o prowokacji z Biedronki, pokazuje nagranie, na którym ojciec wyrzuca ją z posesji. Mówi, że ma konflikt z rodzicami o mieszkanie, że nie może się dogadać, że złożyła do sądu wniosek o zniesienie współwłasności i od tego momentu ojciec zaczął im trochę uprzykrzać życie.. nawet nie trochę, dodaje. Opowiada jeszcze jedną historię, jak przyszedł do innej jej pracy i zaczął na nią krzyczeć przy klientach. Żona Bartka R. wielokrotnie powtarza, że donos, jaki złożył jej ojciec jest fałszywy i wskazuje na konflikt o mieszkanie.

Urzędniczka w pewnym momencie zauważa, że jest przez żonę Bartka R. nagrywana. Żona Bartka R. zaprzecza. Urzędniczka mówi, że widzi kamerę zawieszoną na szyi. Żona Bartka R. mimo to zaprzecza i nie reaguje. W sumie ma szczęście, że ta urzędniczka była taka miła i skończyła tylko na stwierdzeniu, że nie życzy sobie nagrywania.

Trzecia wizyta - październik XXXX rok. Podczas tej wizyty żona Bartka R. próbuje znaleźć osoby odpowiedzialne za wydanie decyzji o założeniu Niebieskiej Karty. Żąda dane osób, które podjęły decyzje, podstawy prawne. Jest oburzona, że na podstawie fałszywego donosu, można uruchomić tak poważna procedurę. Mówi: "mój ojciec mnie szkaluje, kłamie, sprawa ma zupełnie inny kontekst, dziecku nic się nie dzieje".

Czwarta wizyta - luty XXXX+1 rok. Długa i bardzo nerwowa wizyta. Żona Bartka R. domaga się wglądu do akt sprawy jej Niebieskiej Karty, nie przyjmuje żadnych tłumaczeń. Ma się wrażenie, że to ona kontroluje całą sytuację. Urzędniczki wciąż jej się tłumaczą. Gdy dzwoni jej telefon od Bartka R, ona bez zażenowania odbiera te telefony i relacjonuje to, co się dzieje w urzędzie. Komentuje zachowanie urzędniczek, które wszystko słyszą. Urzędniczki w jakimś momencie orientują się, że są nagrywane. Żądają wyłączenia kamery. Żona Bartka R. w pierwszym momencie zaprzecza, ale po jakimś czasie otwarcie przyznaje, że urzędniczki są nagrywane, ale ona będzie je nagrywać. Nie przyjmuje do wiadomości żadnych argumentów. W ogóle nie wykazuje dobrej woli, aby normalnie porozmawiać i ustalić jakieś dalsze działania, by móc zamknąć tę Niebieską Kartę. Przetrzymuje urzędniczki po godzinach ich pracy, nie chce wyjść z budynku MOPS, pomimo wielu próśb. Jedna z urzędniczek mówi: "pani nas prowokuje". W końcu bezradne dzwonią po policję, aby zakończyć tę nerwową i bardzo męczącą sytuację. 

Piąta wizyta - luty XXXX+1 rok. Żona Bartka R. zanosi do MOPS pisma. Podczas rozmowy używa zwrotu: "jestem skazana jako ofiara przemocy", co ma oznaczać, że wcale nie jest przez urzędniczki traktowana stosownie do statusu "ofiary", ale wręcz wrogo. Urzędniczka zauważa ponownie, że jest nagrywana i żąda zaprzestania. Mówi, że sobie nie życzy. Żona Bartka R. niegrzecznie rozmawia z urzędniczkami. Ma pretensje, że snuje się wobec niej jakieś podejrzenia. A gdy urzędniczka powtarza, że nie życzy sobie filmowania jej, to żona Bartka R. odpowiada jej, że niech sobie chodzi w kominiarce. Odbiera potwierdzenia złożonych pism i wychodzi.

Tak, jak to na samym wstępie (w odcinku1) było napisane, w tej relacji będą same fakty i dowody, bez komentarzy. Żona Bartka R. w sądzie zeznawała obciążając swojego męża, że to on jej kazał chodzić do MOPS i nagrywać wizyty. Te nagrania ukazują zupełnie inny obraz sytuacji. Kobieta ma poważny konflikt ze swoim ojcem o darowane jej mieszkanie, który składa na jej rodzinę fałszywy donos o przemoc. Nic dziwnego, że kobieta irytuje się, gdy doświadcza urzędniczego bezwładu, gdzie urzędniczki są głuche na jej argumentację, że nie ma podstaw do wszczęcia procedury Niebieskiej Karty. Niestety nikt nigdy nie przesłuchał nagrań, ponieważ nagrania te nigdy nie były przedmiotem badania na procesie. Bartek R. składał wniosek o zapoznanie się z nagraniami, ale sędzia ten wniosek w ogóle zignorowała, ani go nie odrzucając, ani przyjmując.

Oprócz wizyt w MOPS żona Bartka R. spotkała się także z matką i prosiła ją, aby wycofali z ojcem ten donos z MOPS. Wielokrotnie powtarzała, że przecież nie mają żadnego kontaktu z jej rodziną, więc na jakiej podstawie złożyli ten donos. Matka w tych rozmowach wciąż wracała do dwóch interwencji policji sprzed dwóch lat, które miały niby świadczyć o tym, że przemoc jest. Warto przypomnieć, że z notatek policji nic takiego nie wynikało. Policja nie widziała podstaw do interwencji. Matka też wmawiała córce, że widziała u niej podbite oko, jak była z ojcem w Biedronce. Gdy żona Bartka R. mówiła, że to wszystko nieprawda, to jej matka mówiła: "wypierasz".. Lecz są nagrania, z których bez najmniejszych wątpliwości wiadomo, że żona Bartka R. nie miała podbitego oka podczas wizyty jej rodziców w Biedronce, są notatki policji, które nie potwierdziły żadnej przemocy, więc postawa jej matki jest wręcz skandaliczna. Jak można własnemu dziecku wmawiać coś, co nie jest prawdą.. ale jej rodzice właśnie tak wychowali swoją córkę, że miała wierzyć w to, co oni jej mówią. Bez dyskusji. 

Ciekawe jest ostatnie nagranie ze spotkania żony Bartka R. z jej matką, z dnia 6 lutego, na cztery miesiące przed wypadkiem. Oczywiście jak zawsze spotkanie to odbywa się w kawiarni, ponieważ rodzice nie wpuszczają córki do domu rodzinnego. Na tym spotkaniu kolejny raz żona Bartka R. prosi o wycofanie zawiadomienia z MOSP i słysząc odmowę, przerywa spotkanie, wstaje, mówi że "nie będzie w takim razie więcej spotkań" i odchodzi. Następnie dzwoni do Bartka i informuje go o tym, że więcej nie będzie spotkań. Jak to się ma do tego, co zeznawali na rozprawie żona Bartka R. i jej rodzice, że Bartek ją zmuszał do nagrań, że mówił jej co ona ma mówić na tych spotkaniach. Jak widać, podejmuje ona samodzielne decyzję, że nie będzie więcej spotkań, a męża tylko o tym informuje. Kobieta zeznaje w sądzie tak, aby cały konflikt z ojcem o mieszkanie, który toczył się przez trzy lata przedstawić jako przemoc ze strony męża, z godnie z tym, jaki donos złożył ojciec na jej rodzinę.

I to spotkanie 6 lutego było ostatnim nagraniem. Więcej już nie ma żadnych udokumentowanych nagraniami spotkań. To też jest istotne, ponieważ na procesie żona Bartka R. zeznała, że przemoc właściwie się zaczęła od początku roku 2016. Nagrania spotkań, przedstawiła jako element przemocy, więc jak to rozumieć, przemoc się na serio zaczęła od stycznia tego roku, podczas gdy nagrania już w lutym się urwały? Kolejna ogromna niespójność w zeznaniach żony Bartka R.

W następnym odcinku opowiem o tym, co się zadziało po zniesieniu przez sąd współwłasności mieszkania. 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo