33 obserwujących
354 notki
357k odsłon
  1165   0

Aborcja jest zła. Tylko co z tego? Nikogo nie przekonam.


Jak już kiedyś pisałam, o moją duszę i pieniądze walczą dwa ugrupowania: jedno prozwierzęce, drugie antyaborcyjne. I bez cienia wstydu oznajmiłam, iż mając do wyboru wspomożenie swoimi pieniędzmi tylko jedno z nich, zawsze wybiorę to pierwsze. Zwierzęta to istoty myślące, czujące, rozwinięte. Płody ludzkie, cóż... Oczywiście ich zabijanie JEST złem i będę to krytykować, niemniej porównanie embrionu z taką świnią czy kurczakiem, które są już w stanie odczuwać ból, mają emocje i jakieś tam zalążki rozumu, wypada na korzyść tych drugich. Jeśli komuś to przeszkadza, niech rozpacza w samotności.

Nie oznacza to wszakże, że jest mi przyjemnie czytać o zmaganiach poczciwych antyaborcjonistów z ich przeciwnikami, którzy atakują, wyzywają czy niszczą własność tych pierwszych, np. billboardy, reklamy czy furgonetki z plakatami mającymi uzmysłowić każdemu, czym jest aborcja. Uważam, że w cywilizowanym świecie ten proceder powinien stać się paskudną plamą na przeszłości, a im szybciej, tym lepiej. Podobnie zresztą jak męczenie zwierząt czy nadmierna eksploatacja środowiska naturalnego. Alas, wciąż istnieją ludzie nienawidzący bliźnich, którzy przypominają im o tym, że za pewnymi postępkami dostojnie kroczą – uwaga, uwaga! – konsekwencje. Tak, ciąża jest – nie zawsze, ale często – konsekwencją uprawiania seksu, czasami nawet seksu z zabezpieczeniem. I chociaż nie popieram całkowitego zakazu aborcji i zdecydowanie przedkładam zwierzęta nad embriony, to nigdy nie stanę po jednej stronie ze skurczybykami twierdzącymi, że usunięcie płodu jest operacją na miarę wyrwania zęba. To rzecz odrażająca, która powinna być prawnie dopuszczona jedynie w szczególnych sytuacjach, jak np. zagrożenie życia matki.

Skąd tytuł? Ano, ludzie zazwyczaj swoich silnych przekonań nie zmieniają. Jeśli ktoś uważa, że kobieta ma prawo pozbyć się „problemu” w dowolnym momencie ciąży, to najżarliwszy apel o szacunek dla ludzkiego życia nie wpłynie na jego światopogląd. To nie jest zresztą kwestia zero-jedynkowa, że albo jesteśmy za życiem i zniewoleniem białogłów, albo za samowolką, czyli śmiercią niechcianego płodu. Czasami człowiek miewa dylemat, waha się, przeżywa rozterki, zwłaszcza jeśli sam znajdzie się w przykrym położeniu. Niemniej trzeba dysponować mocnym kompasem moralnym, żeby będąc w naprawdę niepożądanej ciąży, nie ulec pokusie łatwego pozbycia się „balastu”. Przypuszczam, że większość kobiet rodzi takie dzieci, gdyż aborcja nie jest u nas na wyciągnięcie ręki. Co jednak, gdyby była? Czy mylę się twierdząc, że ten zabieg stałby się dla wielu z nas tragicznie prostym wyjściem z impasu?

A może jednak większość niewiast brzydzi się samą myślą o usunięciu ze swojego łona poczętego dziecka i za żadne skarby nie zdecydowałaby się na coś tak ohydnego? Czy antyaborcjoniści nie przesadzają, pisząc o tysiącach (nielegalnych) aborcji? Czy nie wyolbrzymiają problemu, zbytecznie zestawiając zapalczywość w działaniu swoich ideologicznych oponentów z rzeczywistym popytem na pigułki wczesnoporonne? Przypuszczam, że trudno o rzetelne badania w tak delikatnej materii. Ile naprawdę płodów spływa do kanalizacji, ile Polek uśmierca dzieci za granicą, ile zabiegów kończy się sukcesem? I czy to właśnie są najważniejsze pytania? A może najważniejszym pytaniem jest, jak my, ludzie krytycznie patrzący na ten proceder, powinniśmy reagować, gdy zetkniemy się z aborcyjną propagandą?

Ja wolę na dzień dzisiejszy... milczeć. Zostawić te sprawy sumieniu każdej pani z osobna. Albowiem trudno jest podejmować działanie, nie mając pewności, czy nie pogorszy się czyjegoś życia, nie naruszy prawa do samostanowienia. Wolność kobiety contra życie dziecka – zagwozdka gorsza od odwiecznego pytania o prymat kury nad jajem. Nie chcę pouczać, moralizować, agitować, nawracać. Czy w ogóle mogłabym... pomóc? Podziwiam ludzi, zdolnych do wpłynięcia na postawę brzemiennej niewiasty, gotowych rzucić wszystko i pomagać jej w opiece nad świeżo urodzonym potomkiem. Ja takich możliwości nie mam. Czy wolno mi zatem się wtrącać? Czy wolno się wtrącać... komukolwiek?

Osądzajmy i bądźmy osądzani. Bylebyśmy przy tym nie zapomnieli, że uczciwy osąd wymaga pogłębionej refleksji, zdrowego rozsądku tudzież ogromnej... pokory. Łatwo jest prawić morały, jak się samemu nigdy nie zaznało podobnych kłopotów. Bądźmy zatem sprawiedliwi, ale i miłosierni. O mądrości nie śmiem nawet marzyć.


Lubię to! Skomentuj320 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo