Z zainteresowaniem czytam o akcji „Tęczowy piątek”, która miała mieć miejsce właśnie dzisiaj, w kilkunastu polskich szkołach. Wydarzenie mające wspierać osoby nieheteronormatywne spotkało się jednak z ogromną krytyką wielu Salonowiczów, chociażby pod TYM artykułem. Ludziom nie podoba się wchodzenie progejowskich organizacji do szkół, widzą w tym szkodliwą ideologizację, a nawet deprawację swoich latorośli.
A co na to lewacy? Poczytajmy tekst z „Krytyki politycznej”:
Jeśli prawdą jest, że niemal każdy nastolatek zdaje sobie sprawę z istnienia homosi, biseksów i transów, to o demoralizacji mowy być nie może. W pewnym wieku warto wiedzieć, na jakiej planecie się żyje. Nie każdy jest chrześcijaninem, mięsożercą, białasem czy wreszcie – heterykiem. Dobrze jest mieć świadomość różnorodności jednostek, które przy najlepszych chęciach nigdy nie stworzą jednolitej masy. Homoseksualizm, biseksualizm i transseksualizm są częścią życia, przeciętny heteroseksualny nastolatek powinien się z tym oswoić i nie załamywać rąk, że nie każdy jest taki, jak on.
Co jest więc złego w „Tęczowym piątku”? Czy takie akcje rzeczywiście stygmatyzują uczniów, jak twierdzi kurator Barbara Nowak? Czy niepotrzebnie się ich ideologizuje? Czy wpycha się im na siłę zbędną tolerancję? I kto ma decydować o tym, w jaki sposób WYCHOWYWAĆ dzieciarnię? A może już nie dzieciarnię? Mowa chyba o licealistach, prawda? Tyle pytań, a odpowiedzi prawdopodobnie nie będzie. Każdy może mieć swoją opinię na temat LGBT, nie dojdziemy zatem do porozumienia. Może niech w takim razie sami uczniowie zadecydują, czy życzą sobie tzw. gejowskiej propagandy w ich szkole. To już nie są maluchy, powinni mieć prawo głosu. A my, starzy, dajmy im przestrzeń do wyrażania własnych poglądów.



Komentarze
Pokaż komentarze (428)