Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
487 obserwujących
704 notki
4003k odsłony
  3025   11

PFR „udostępnia” mieszkania, czyli kto tu chce animozji

Pomagać uchodźcom musimy. To nasz moralny i prawny obowiązek. Ale trzeba to robić rozsądnie, tak żeby po opadnięciu pierwszego entuzjazmu nie wzniecić napięć. Niestety, władza wydaje się tego nie rozumieć.

Przejrzałem lokalne forum mojej gminy. Roi się tam od ogłoszeń o poszukiwaniu pracy przez przyjeżdżających do Polski Ukraińców, a właściwie Ukrainki, bo panowie wyjechać już nie mogli lub wrócili walczyć za swój kraj. Podobne sygnały widzę w wielu innych miejscach. Sprawia to wrażenie, jakby pytanie o pracę było jednym z pierwszych, które ukraińscy uchodźcy zadają, gdy znajdą się w naszym kraju. Oczywiście poza tymi, którzy z różnych obiektywnych powodów pracować nie mogą.

W jednym przypadku pracy przy sprzątaniu (!) szukała pani, która na Ukrainie była w szkole psychologiem nauczycielem. Natychmiast pojawiło się mnóstwo wpisów o tym, że przecież ukraińskie dzieci potrzebują teraz nauczycieli ze swojego kraju. To pokazuje, że sami Ukraińcy wręcz nie doceniają swojej potencjalnej przydatności na polskim rynku pracy i swoich kwalifikacji. Pomijając barierę językową, która nie jest wielka, to naprawdę zróżnicowana grupa i wielu uchodźców ma umiejętności, które pozwolą im pracować na bardziej ambitnych posadach.

Jak się więc zdaje, realizuje się zatem – na razie piszę to na podstawie dowodów anegdotycznych, na statystyki za wcześnie – dobry scenariusz, na który miałem nadzieję od początku wojny, a który opierałem na dotychczasowych doświadczeniach z ukraińską imigracją. Mamy szczęście w nieszczęściu, że to właśnie Ukraińcy szukają u nas schronienia. Pracowici, chcący samemu zarabiać na swoje utrzymanie, stać się samowystarczalni. Jeśli polska gospodarka się nie posypie – niestety, taki scenariusz też jest możliwy – może z tego być duża korzyść, bo z pewnością nawet po zakończeniu działań wojennych – oby jak najszybszym – część uchodźców będzie chciała pozostać w Polsce, płacąc tu podatki, budując nasze PKB i ratując naszą demografię. Zaś zadzierzgnięta w skrajnych okolicznościach przyjaźń między narodami (mowa tu o społecznym sentymencie – to co innego niż polityczne alianse) pomoże zapewne przełamać w końcu historyczne zaszłości.

Wszystko to może się zrealizować, jeśli nie zepsuje tego władza. A władza w Polsce może zepsuć wszystko i niestety już zaczęła.

Przykładem niech będzie decyzja Polskiego Funduszu Rozwoju w sprawie udostępnienia uchodźcom mieszkań. (Tu zaznaczam, że czekam na odpowiedzi na moje szczegółowe pytania w tej sprawie, które skierowałem do PFR.) Prezes PFR Paweł Borys z dumą ogłosił, że fundusz „udostępni” (takie słowo zostało użyte bez wyjaśnienia, co precyzyjnie oznacza) uchodźcom 650 mieszkań w Krakowie (tam najwięcej, prawie 500), Dębicy i Mińsku Mazowieckim. To PFR ma jakieś swoje mieszkania – można by spytać?

Otóż chodzi o mieszkania wybudowane przez spółkę zależną, PFR Nieruchomości, w ramach programu Mieszkanie Plus. Lokale – według informacji prasowych – były już niemal gotowe w sierpniu ubiegłego roku, przynajmniej te w Krakowie. Na tę pulę, w momencie prowadzenia kwalifikacji do programu w 2021 r., chętnych było cztery razy więcej niż lokali. Mieszkania miały być z opcją wykupu. I miały właśnie zacząć trafiać do polskich rodzin.

Nie trafią, bo PFR postanowił je „udostępnić” Ukraińcom. Według bardzo skąpych informacji prasowych na ten temat – na przynajmniej pół roku. Nie wiadomo, czy oczekującym Polakom zaoferowano jakąkolwiek pomoc. A przecież jeśli ktoś czekał na mieszkanie i miał przewidywany termin jego odbioru, to decyzja PFR jest dla niego życiową katastrofą. Bardzo prawdopodobne, że na gwałt będzie musiał szukać nowego lokalu na wynajem, a tu ceny radykalnie wzrosną, właśnie z powodu napływu uchodźców szukających mieszkań. Nie ma pewności, kiedy w końcu lokal do niego trafi. Nie będzie już wtedy zresztą nowy. Nie wiadomo, jaka wówczas będzie cena wykupu.

Postępowanie PFR jest przykładem pomagania bezmyślnego. Podstawową zasadą poważnego, ale też racjonalnie myślącego państwa jest, że nie pomaga się kosztem własnych obywateli, bo w oczywisty sposób prowadzi to do animozji i napięć. Obawiam się, że większość z pokrzywdzonych w ten sposób polskich rodzin ma w tej chwili do polskiej akcji pomocowej nastawienie jednoznacznie negatywne. Na tym oczywiście będą grać nasi przeciwnicy, podsycając nastroje. I nie, winni temu nie będą tacy jak ja, wskazujący na istnienie problemu. Winni będą ci, którzy problem stworzyli.

Problem jest, rzecz jasna, szerszy niż anegdota o mieszkaniach PFR. Polskie państwo zapewnia uchodźcom szeroki komplet udogodnień, nie podliczając, ile to kosztuje, ani nie precyzując, na jaki czas. Robi to, nie mając wciąż ostatecznej decyzji o środkach na ten cel z UE, które zresztą mają być śmiesznie małe: 500 mln euro na wszystkie kraje przyjmujące uciekinierów. Przypomnę tylko, że szantażująca Europę w czasie kryzysu migracyjnego w 2016 r. Turcja dostała 6 mld euro.

Rządzący wydają się nie pojmować, że i z pomocą można przesadzić, powodując – gdy minie entuzjazm – poczucie przesytu i awersji u tych, którzy to pomaganie finansują. Ale zrozumienie tego wymagałoby spojrzenia dalej niż w perspektywie dwóch tygodni, a wątpię, żeby władza była dziś do tego zdolna.

Oczywiście – to trzeba bardzo mocno podkreślić – nie jest winą Ukraińców, że polska elita ma we krwi bezmyślną akcyjność i nie umie przewidywać skutków własnych działań. Ukraińcy z pewnością tak daleko posuniętej pomocy (PFR ma również sfinansować wyposażenie mieszkań w sprzęt AGD) nie oczekują. Widzę to w sieci, gdzie ukraińskie rodziny proszą o używany sprzęt, a nawet oferują, że za niego zapłacą. Proszę zatem: nie wińcie państwo Ukraińców. Ci ludzie jedynie uciekali przed wojną. Intelektualne deficyty polskiej elity nie są w żaden sposób przez nich zawinione.

Jeśli chcemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdy w Polsce w bardzo krótkim czasie pojawi się ogromna mniejszość ukraińska, musimy myśleć w perspektywie dłuższej niż miesiąc czy dwa szczerego zapału. Obawiam się jednak, że elita jest do tego immanentnie niezdolna. A jeśli na większą skalę będą popełniane błędy takie jak popełnił PFR, zamiast zgodnego życia w jednym państwie czekają nas rosnące animozje i napięcia.

***

Do Salonu24 wracam po ośmiu latach przerwy. Od dziś znajdą tu państwo kilka moich tekstów w miesiącu.


Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka