14 obserwujących
84 notki
65k odsłon
460 odsłon

edukacja, nauka, kultura czyli superresort? Dlaczego nie...

Gierymski, Pomarańczarka
Gierymski, Pomarańczarka
Wykop Skomentuj49

w poprzednich "edukacyjnych" notkach* postawiłam bardzo proste pytania:

1. po pierwsze: czy, po przygodzie ze zdalnym nauczaniem, władza naprawdę nadal uważa, że przestawianie ławek i realizacja podstawy (więc i rozliczanie z tej realizacji nauczycieli) jest głównym wyzwaniem edukacji w XXI wieku?

2. po drugie: z jaką wędką i rybką władza, nieusatysfakcjonowana z wyników wyborów parlamentarnych i prezydenckich (brak większości, ledwo, ledwo, niedoreprezentacja), pójdzie po młodych i nauczycieli?

3. i po trzecie: jak tacy młodzi (np. twórcy projektu Rozdzielczość Chleba), jako uczniowie/studenci przeczołgani przez kolejne "reformy", a często dziś nauczyciele, zareagują na ofertę drugiego etapu "reformy" szkolnictwa wyższego firmowaną przez Jakiego /Terleckiego /Ziobrę /Czarneckiego?

Nie ukrywam, że sama perspektywa kolejnych, radykalnych "reform" w edukacji/nauce (i kulturze) napawa mnie niesmakiem. Ale przecież nienasyceni "reformatorzy" nie spoczną; to oczywiste, że muszą grzebać w tym, co nie dość jeszcze zreformowane, bo nie przyniosło oczekiwanych skutków wyborczych.

W covidzie, w pandemii chcą reformować to, co ledwo dycha po poprzedniej "reformie" i co wykazało swą totalną niewydolność pod rygorem maseczkowo/dystansowym/zdalnym? Problemem jest zwłaszcza sprzęt, kompetencje, odpowiedzialność za ucznia, ważą się decyzje co do samego sposobu funkcjonowania szkół i uczelni, a tu - drugi etap "reformy", bez którego kolejnych wyborów nie wygrają?

Póki co, w przestrzeni medialnej niewiele odpowiedzi na pytania o wędkę/rybkę podsuwaną młodym, ale przecież najpierw nauczycielom, bo to oni będą realizować "reformę" ministerialną, oczywiście pod bacznym okiem kuratoriów i dyrektorów. Ale może i prokuratorii?

Odnotowałam właściwie jedno: pojawienie się (w ramach tzw. rekonstrukcji rządu) planu połączenia ministerstw edukacji, nauki, kultury i sportu w jeden superresort**.

Napisałam w poprzedniej notce: tak chyba jeszcze nie było... Błąd! "Tak było w czasie rządów koalicji SLD-PSL. Pomysł łączenia resortów ma swoje zakorzenienie w głębokim PRL-u. W latach 1966–1972 funkcjonowało Ministerstwo Oświaty i Szkolnictwa Wyższego; lata 1972–1987 to już Ministerstwo Oświaty i Wychowania". Patronat superresortu w PRL czy SLD-PSL? To nie wygląda dobrze!***

Ale może źródło pomysłu jest szlachetne, bo superresort to współczesna wersja Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (plus sport)? Zajrzałam do źródeł, rozpoznających kwestie m.in. współpracy MWRiOP z samorządami czy działań na rzecz współpracy międzynarodowej, ale to za mało, by mieć wiedzę o celowości i rzeczywistych osiągnięciach tego organu.****

Pozostawię bez komentarza pogłoski, że na czele superresortu ma stanąć pan Gliński; za dwa dni, ba - za dwie godziny z tej pogłoski nawet nieostrego cienia mgły nie będzie. Pozostawię też bez rozwinięcia kwestię sensowności istnienia np. ministerstwa sportu. Pozostawię tym razem na uboczu moje opinie o działaniach pana Gowina w obrębie przeobrażania uniwersytetów.

Zacytuję jednak jeden z moich komentarzy:  "Miał być taki stół, bez polityków, z belframi, rodzicami, pedagogami itd. - ale bez polityków. Czy program jest ważny? Jakoś tak, ale... po namyśle - jest coś ważniejszego. To belfer jest ważny. Trzeba inwestować w dziecko w szkole? Jasne, ale: systemowo trzeba inwestować najpierw w belfra, więc tego, który w szkole (także) wychowuje. A w rodzinie? najpierw zainwestujmy w rodziców wychowujących dzieci! Tak najkrócej. "Reformę" Zalewskiej uważam za zbrodnię; p. Zalewską uważam za szkodnika". (uzupełnienie w PS.)

I dodam: jestem przeciwna poddawaniu kultury (wolni ludzie tworzą wolną kulturę i sztukę) pod rygor ministerialny; jestem też przeciwna odróżnianiu kultury od dziedzictwa narodowego (kultura to właśnie dziedzictwo!).

Po namyśle, sam pomysł na superresort skwituję teraz najprostszym pytaniem - właściwie, dlaczego nie?

Jeden minister/nadzorca (dziś czterech? w tym ci ewidentnie niepotrzebni), jeden budżet, jedna ścieżka decyzyjna?! Powinno być nie tylko łatwiej, ale i efektywniej, no i ohydny imposybilizm ostatecznie zniknie z przestrzeni nadzorczej.

Dlaczego nie. Przecież naprawdę edukacja i nauka idą razem nie tylko w sensie strukturalnym (etapy), ale i osobowym (ci sami uczą/egzaminują na różnych poziomach, pracownicy uczelni układają programy/podstawy dla szkół itd.).

Dlaczego nie. Przecież sprawność zarządzania silnym państwem jest niebagatelną wartością nie tylko dla samej władzy, ale i dla społeczeństwa, ostatecznego konsumenta rozporządzeń. Ułatwienia w finansowaniu np. zajęć sportowych z puli oświatowej? Dlaczego nie.

Przecież, jak mówi premier Morawiecki i nadpremier Kaczyński, plan, by z obecnych 20 ministerstw ostało się 10-12 superresortów to zamysł strukturalny "zmniejszenia presji polski resortowej". Punktem odniesienia może tu być obecne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji lub Ministerstwo Finansów, które obejmuje obecnie trzy działy administracji. No tak: jeden minister, ale trzech czy siedmiu wiceministrów? Oszczędności (kasa) ponoć niewielkie, ale nadal powtarzam, dlaczego nie?!

Wykop Skomentuj49
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo