Blog
DOMOWNIK
Malgor
Malgor profesor, czyli: budżetówka
1 obserwujący 23 notki 6819 odsłon
Malgor, 11 stycznia 2019 r.

jaka jest wartość "reformy" edukacji firmowanej przez min. Zalewską? No, jaka?

Ten wpis nie jest o podwyżkach w oświacie, więc nienawistnikom i burczymuchom dziękuję.

Jest o czymś ważniejszym, co wydawało się niemożliwe do uruchomienia w XXI wieku, bo jest absurdalne, niedorzeczne, głupie czy wręcz podłe. A przecież się dzieje.

Cofnięto nas o lat 30, 40 i ustawiono nasze dzieci na kolejne dziesięciolecia.

Jeśli ktoś tu zajrzy i zechce komentować (a na komentarzach mi szczerze zależy), proszę - i piszę bardzo poważnie - nie odpuście p. Zalewskiej! 

Jedna z niewielu, która ostała się w forpoczcie władzy, więc jeszcze nie skończyła swego dzieła.

Taki Macierewicz sio, Szyszko sio, Radziwiłł sio. Ona (i kilku jeszcze) ciągle nad naszymi (i waszymi) dziećmi w pocie czoła pracuje, ciągle czuwa. I ma wyraźną frajdę z czuwania. Więc - ona na pewno wie, jaka jest wartość jej roboty. Ja tej wartości nie widzę.

Nie widzę żadnej wartości w tym, że cofnięto nas do średniego i późnego Gierka.

Można (niektórzy uznają, że trzeba) było skorygować układ edukacji - np. zmienić wymiar edukacji podstawowej i tej wybieranej albo np. ściślej spoić gimnazja z liceami (czy technikami), można było przeprowadzić rewolucję: np. wprowadzić bon edukacyjny lub w ogóle zrezygnować z obowiązku posłania do szkoły. 

Na wyciągnięcie ręki miała p. Zalewska wiele różnych rozwiązań. Jest w czym wybierać. Poszperałam i jak najogólniej kilka wrogich, karkołomnych pomysłów mogłabym (jako laik) streścić:

- w takiej np. Szwecji dzieciaki idą do szkół jako 6-latki, uczą się od 7-go roku życia, a obowiązkowa podstawówka trwa lat 9; potem mogą wybrać (i raczej wybierają) 3-letnią szkołę z kilkunastu profili, z których jeden przygotowuje do studiów uniwersyteckich, inne do wykonywania zawodu.

- a np. u Słowaków 9 lat obowiązkowej szkoły podstawowej, gdzie klasa 0 oznacza okres przygotowania do nauki; a później wewnętrzna komplikacja - bo po V klasie uczeń może iść np. do gimnazjum, lub po 8 klasie do 5 letniego gimnazjum dwujęzycznego.

- a np. w Holandii ponoć skomplikowany system, gdzie obowiązkowa edukacja obejmuje dzieci od 5 do 16 roku życia, przy czym maluchy są włączane sukcesywnie do nauki, nie ma klas, nie ma prac domowych i takich innych szykan; w wieku 12 lat dzieci trafiają do szkół średnich - od 4 do 6 lat, zależnie od poziomu, przy czym dyplom z poziomu 4 i 5 letniej szkoły średniej daje wejściówkę na studia licencjackie, a tylko ten 6-letni oznacza wejściówkę na uniwersytet.

- chciałam jeszcze podać informacje z Białorusi, ale w necie tylko propagandowa pulpa. Serio.

Było więc w czym wybierać. Było na czym się wzorować lub od czego odbijać. 

Bo że trzeba zmieniać, poza dyskusją. I zmieniano chętnie: ktoś mi kiedyś uświadomił, że po '45 nie było u nas rocznika, który zacząłby i skończył jeden wariant. Sama mam niebanalne, cenne doświadczenia z Montessori, gdzie dzieciaki - od przedszkola - pracują w "blokach" trzech roczników, by sprawniejsze (na jakimś etapie i w jakimś zakresie) nie musiały się nudzić, a każde mogło realizować umiejętności i kompetencje w zakresie i tempie, jakim może sprostać.

No właśnie: reforma prawdziwa powinna dotyczyć kształcenia nauczycieli, jak kształcą się ci od Montessori (łatwo znaleźć informacje). Nie jest reformą przestawianie ławek, tworzenie korytarzy bezpieczeństwa czy manipulacje w wynagrodzeniach.

Ale żeby cofnąć nas o lat 40?! Żeby tak chamsko, brutalnie, w perzynę?

Nie sądziłam, że się odważą. Nie wierzyłam, że to przejdzie.

Przeszło.

Proszę - nie odpuście p. Zalewskiej!


ps. a propos ewentualnych zwyczajowych uwag: np. że lamentuję, a nic nie zrobiłam - proszę wierzyć, coś zrobiłam; że wróciło kształcenie branżowe - w jakiejś formie było, a to zaproponowane raczej nie kusi

ps. a propos ewentualnych sentymentów (że za moich czasów to fajnie było): nie o sentymentach mówmy i nie o tym, czy były całki lub cały "Pan Tadeusz"

ps. chyba ostatnia aktualizacja (notki już zapewne nie widać): para idzie w likwidację (tfu, "wygaszanie"...) gimnazjów, przesuwanie ławek dla maluchów i starszych, przekierowywanie ludzi, wymianę tabliczek na drzwiach, aplikowanie o stanowiska. A wydatki na tę parę mogłyby czemu innemu służyć. Czyż nie?


Opublikowano: 11.01.2019 09:51. Ostatnia aktualizacja: 11.01.2019 19:20.
Autor: Malgor
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

słucham, patrzę, czytam; nie cenię polityków (kłamią), ale trudno dziś nie być zwierzęciem politycznym. Nie obrażam, więc nie ma co się czepiać, że czasem coś niegramatycznie napiszę...

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @wysoka.kwota.wolna  :) bo co za kretyn uznał, że ekonomia to humanistyka? żartuję; jasne...
  • @tenco  "proszę nie zwalać na starość" ależ ską; dumna z  niej jestem; mówiąc słowami...
  • @tenco  "skąd pewność, że to milczenie było bez nienawiści" nienawidzi się wroga;...

Tematy w dziale