Blog
Gwiaździste niebo we mnie
Janusz Krzysztof
6 obserwujących 364 notki 52039 odsłon
Janusz Krzysztof, 17 czerwca 2017 r.

Paryż (odc. 38)

120 0 0 A A A

Piękny kraj (odc. 38)


 

Agnieszka zabrała do siebie do Komorowa moją starszą dwójkę, a ja tylko z Franciszkiem (bo przecież musiałam go mieć przy sobie, by go karmić i przytulać) wyruszyłam pociągiem do Paryża, przez Berlin i Kolonię. Opcja lotnicza chwilowo nie istniała, zresztą zarezerwować bilety w takim terminie graniczyłoby z cudem.

Jeszcze wieczorem byłam z synkiem w Berlinie. Za godzinę nocny pociąg wiózł nas do Kolonii, a po przesiadce przed południem do stolicy Francji. Gdy wysiadałam tuż po południu na Gare du Nord, wszystko było takie ponure – chmury, mżawka, uzbrojone po zęby patrole, wystraszeni ludzie, mający w pamięci wczorajsze wydarzenia w powietrzu i w porcie lotniczym imienia de Gaulle’a. Janek miał rację, żeby wyjechać do Polski – tam przynajmniej tego nie było, chociaż było chłodniej niż we Francji.

Sam zabytkowy dworzec i jego otoczenie dość dobrze poznałam wcześniej – kilka razy wsiadaliśmy tutaj z Jankiem do pociągu do Marsylii lub Montpellier, najczęściej odprowadzani przez Roberta i Elizę z ich dziećmi. Wcześniej, niż poznałam Janka, też zdarzyło mi się być tutaj, ale nigdy nie byłam sama. Teraz po raz pierwszy byłam tu z moim maleńkim dzieckiem. Eliza powiedziała, żeby nie brać wózeczka, bo oni mi pożyczą swój, jeszcze po swoim młodszym dziecku, dlatego trzymałam Franusia cały czas w ramionach lub w nosidełku na piersiach, gdy szłam do taksówki. Po krótkim oczekiwaniu w kolejce taksówkarz wsadził mój bagaż do bagażnika i jeszcze przed wpół do drugiej spotkałam się z Elizą i Amelią w ich domu. Robert był w pracy, a Claude jeszcze w szkole.

Obie mnie uściskały serdecznie, zwłaszcza Amelka, nasza chrzestna córka, którą bardzo kochałam. Eliza także, chciała na pewno mi pomóc, bym w miarę możliwości jakoś przeżyła te potworne, trudne chwile.

Usiadłam z Elizą, a Amelka zajęła się przygotowywaniem czegoś do picia i jedzenia w kuchni. Chciały mnie czymś poczęstować, a ja tylko chciałam pić i jechać tam, gdzie był mój mąż.

-To o twoim Janku piszą – Eliza położyła koło mnie dzisiejszą gazetę „Le Figaro”, gdy zaczęłam karmić Frania. Amelka wróciła z kuchni i patrzyła zauroczona tą zwyczajną sceną, gdy dawałam jeść mojemu dziecku.

-Ciociu, o wujku piszą wszędzie i mówią we wszystkich telewizjach – powiedziała, rozkładając filiżanki do herbaty.

Prawdę mówiąc, niewiele o tym wszystkim wiedziałam.

-Nic o tym nie wiem. Czy mogłabym gdzieś posłuchać i poczytać?

-Oczywiście, ciociu, już ci włączam.

Za chwilę rozpoczął się program informacyjny na France 24 i rzeczywiście rozpoczęli od wiadomości o wczorajszym uprowadzeniu, a następnie lądowaniu awaryjnym samolotu lecącego do Londynu. Na podstawie tego programu i wielu innych wiadomości z tego i następnych dni, także na podstawie tego, co pisali w prasie i Internecie, mogłam po jakimś czasie w miarę spokojnie spróbować odtworzyć przebieg dramatu. Może niedokładnie, bo nowe informacje, czasem sprzeczne ze sobą, zastępowały te stare, ale jakoś dało się ogólnie wszystko odtworzyć. Bez pomocy Janka, bo on prawie niczego nie pamiętał.

Okazało się, że niedługo po starcie odbył się atak pięciu islamskich bandytów (długo jeszcze nie podali, skąd byli) na pilotów i jednocześnie na dwóch uzbrojonych tajnych ochroniarzy siedzących na pokładzie samolotu. Stało się to w chwili, gdy pancerne drzwi do kabiny pilotów były otwarte, prawdopodobnie wtedy, gdy pierwszy pilot wracał z toalety do kokpitu.

Udało się napastnikom obezwładnić tego pilota, a następnie go zabić. Dwóch następnych wtargnęło do środka i zaczęło walczyć z drugim pilotem i nawigatorem. Na skutek zaskoczenia ten drugi został zabity od razu (lub bardzo ciężko ranny, jak mówili w innym miejscu). Jednocześnie – lub wcześniej, znów były co do tego kontrowersje - zostali obezwładnieni ci dwaj uzbrojeni wartownicy-ochroniarze i została im zabrana broń. W walce zginął także jeden z napastników, ale czterej pozostali oczywiście jeszcze byli w pełni sprawni. Teraz drugiego pilota zostawili na jego stanowisku i kazali mu lecieć nad Paryż, trzymając go na muszce pistoletu. Czy został on odebrany ochroniarzom, czy w jakiś sposób przemycony na pokład samolotu – tego na razie nie wiedziano. Co było ich zamiarem też dokładnie nie było wiadomo, a przynajmniej nikt tego jeszcze oficjalnie nie ujawnił. Nie wykluczone, że celem miało być uderzenie w jakiś ważny obiekt, na przykład Pałac prezydencki w stolicy Francji, jak mówili jedni komentatorzy, a może w elektrownię atomową, jak mówili inni.

Bandyci chcieli i dla własnych chorych celów musieli trzymać pilota w takiej formie, by wykonywał ich polecenia. Jednocześnie rozkazali mu wyłączyć wszystkie kanały łączności z lotniskami i ośrodkami kontroli lotów. Podobno wyłączył, ale jednak nie wszystkie, zostawił jedną czynną super awaryjna linię. W ten sposób wszystkie zdarzenia przekazywały tajne, ukryte kamery i mikrofony, do centrów dowodzenia lotami powietrznymi we Francji (przelatywali nad tym krajem) i w Wielkiej Brytanii (bo stamtąd pochodził samolot).

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

© Janusz Krzysztof Waszak. Pisanie poezji i prozy to moje hobby. Uważam, że Poezja pobudza do refleksji, ale też powinna wzruszać, a czasem po prostu bawić. Prawa autorskie zastrzegam wyłącznie do poezji i innych utworów mojego autorstwa (żeby nie było wątpliwości co do autorstwa). Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników, którzy zechcą tu zajrzeć i te moje utwory przeczytać. Serdecznie zapraszam.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • "Ja wiem, że to możliwe". Oczywiście, że to możliwe. Jako społeczeństwo nie upadliśmy...
  • Lepiej niech pisze o Danieli, niżby Autorowi łeb ucięli. Jest odcinek nr 43, jutro będzie...
  • U mnie Wena także już nie chce się pojawiać, może się za mnie wstydzi? Pozdrawiam.

Tematy w dziale Kultura