28 obserwujących
1406 notek
848k odsłon
  169   0

Reminiscencje pohokkaidowe

Chciałem pisać jednocześnie i o tenisie, i o skokach. Wydarzenia dzisiejszej nocy powodują, że mój entuzjazm do pisania o tenisie chwilowo przycichł, a nawet, rzekłbym, przygasł. Oczywiście nie mam wielkich pretensji do naszej najlepszej pary o porażki, choć zarówno jedno jak i drugie mogło śmiało schodzić z kortu jako zwycięzca. To jest sport, porażki trzeba wkalkulowywać, ale przy całym szacunku dla ich rywali, ani Iga, ani Hurkacz przegrać nie musieli. Po prostu jestem zły. Nie na nich że przegrali, ale na sam fakt, że do tych porażek doszło. A jak jestem zły, to nie chce mi się rozbierać tego na czynniki pierwsze.
Tu chciałem parę słów o tym, co się przez trzy dni działo w Sapporo. A działo się wiele.
Po pierwsze primo Puchar Świata wrócił po trzech latach przerwy do Japonii.
Po drugie primo pojawił się w nim znów Noriaki Kasai. Matuzalem, który jest w wieku, który predestynuje go do złożenia spóźnionego przynajmniej o dekadę wniosku emerytalnego, ale który z uporem godnym lepszej sprawy woli rozmieniać swoją, było nie było, sławę na drobne. I jeszcze znajduje takich, którzy go w tym, proszę nie brać tego dosłownie, dopingują i wspomagają.
Po trzecie primo obudził się Kobajaszi Wielki. Pytanie czy rzeczywiście czy, po prostu, pozwolono mu skakać w i na nieprzepisowym sprzęcie po to, by choć w niewielkim stopniu i przez trzy dni zainteresować ichnią opinię publiczną, licząc na to, że stanie się tak dzięki świetnym rezultatom osiągniętym na Okurajamie przez samurajskiego lidera.
Czwarta rzecz. Granerud siadł Kubackiemu na ogonie i próbuje na poważnie naszego lidera zestrzelić. Ma do wciąż liderującego cyrkowi nowotarżanina po kończącym się właśnie weekendzie (Polacy są już podobno w drodze powrotnej i jutro będą w kraju) niecałe 50 punktów straty. Niewiele, zważywszy, że np. w Sapporo odrobił łącznie 66. I zważywszy, że cyrk udaje się do Kulm, gdzie tak Kubacki, jak i cała reszta naszych, może za wyjątkiem Żyły, skakała w ostatnich sezonach na pewno słabiej niż teraz chcielibyśmy, żeby skakali.
Sapporo jeszcze raz okazało się strasznie kapryśne. Choć w przeszłości bywało jeszcze bardziej. To nie jest dobra sytuacja, bo wtedy Sedlak ma zawsze alibi. Teraz też miał. Oczywiście do tego, żeby jednym podarowywać zwycięstwa i podia, a innych do nich nie dopuszczać. Ma w tym zakresie, jestem przekonany, błogosławieństwo wierchowki, bo za dużo razy to robił i włos mu z głowy nie spadł, a proceder, jak wskazują doświadczenia japońskie, trwa w najlepsze. A jak już rzecz jest na ostrzu noża, to wchodzi ten pajac Pertile i ogłasza jak z ambony: „safety first”. Istny kabaret.
Wniosek jest taki, że trzeba zmienić na starość zainteresowania. Chyba się przerzucę na judo. Przynajmniej będę wiedział jak się bronić. Bo z oglądania skoków to człowiek w tej chwili już żadnych korzyści dla siebie nie wynosi.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport