Po losowaniu za dużo nie wypadało się spodziewać, więc po dwóch rundach, zważywszy co spotkało „Okruszka”, i tak jest chyba lepiej niż wyglądało, że będzie.
Chodzi przede wszystkim o HuHu. Rozprawił się w trzech setach z Ruudem. To jest, co by nie napisać o Norwegu jako o graczu „trawiastym”, duża rzecz. Przynajmniej na dzisiejszy status HuHu w stadzie. Przypomnę, że jego imię (w rankingu) to 90 i jakieś 4. Też tylko trzech setów potrzebował Hurkey na słabszego potencjalnie Austriaka. Mecz z rozstawionym Amerykaninem Paulem może być dla Polaka meczem prawdy. Jak wygra, to… kto wie. To znaczy wszyscy wiedzą. Najpierw Miedwiediew, a potem, ewentualnie, Sinner. Któremu w pierwszej rundzie się ulało. W drugiej już zagrał lepiej.
Iga znów podniosła nam wszystkim w pierwszym meczu ciśnienie, ale z Townsend na trawie nie zawsze są przelewki. Z Pliskovą było łatwiej, choć optymistą aż tak wielkim to ja bym przed meczem z Ealą nie był. Nie byłbym z tego tytułu, że to nie Iga grała tak świetnie jak przedstawiają niektóre portale, tylko Czeszka beznadziejnie. Dlatego jestem optymistą umiarkowanym. Tak już w przypadku Igi mam. Zresztą. Nauczył ją ten cały Fisette wygrywać na trawie, to niech powiela. Co ma lepszego do roboty? Byłby swoisty paradoks jakby drugi rok z rzędu największe sukcesy na trawie odniosła. Ale jestem za. Jak najbardziej. Pytanie co na to rywalki? Nie Eala i nie Paolini albo Sakkari (z nimi ewentualnie Polka zagra w rundzie czwartej), ale Kostiuk (ćwierćfinał) i Anisimowa albo Rybakina. Bo o potencjalnej finałowej rywalce na razie cicho sza. Niech się sama wykluje. Co ją będziemy do tablicy wywoływać.
Najważniejsze, żeby Iga się do tego finału dostała. Tam sobie poradzi.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)