92 obserwujących
694 notki
1062k odsłony
  738   3

Dlaczego Chiny nie zostaną Hegemonem cz. II

Zewnętrzni gracze - obserwatorzy zahipnotyzowani gwałtownym wzrostem chińskiej potęgi, co się przekłada na ich globalną wręcz ekspansję, popełniają klasyczny błąd wielu analityków polegający na ignorowaniu reszty światowej sceny, tak, jakby to Chiny działały w próżni. Tymczasem jest przecież oczywiste, że generalna zasada głosząca - akcja powoduje równie wielką reakcję, nie poszła sobie do kosza. A to jest zasadniczy błąd, podobnie jak w przypadku choćby Rosji Putina.

A przecież fundamentem chińskiego sukcesu były rekordowe wręcz zagraniczne inwestycje, gdy międzynarodowe koncerny zleciały się do Chin przyciągnięte niskimi kosztami, jakością pracowników i przychylnością miejscowej administracji. To te niezmierzone kapitały, wiedza technologiczna i organizacyjna Zachodu umożliwiły tak szybki rozwój gospodarki. To setki tys. wyszkolonych na amerykańskich uczelniach inżynierów i uczonych stanęło za obrazem "chińskiego cudu". Zwyczajnie taki podział zadań wszystkim przynosił zyski i to gigantyczne, aż nagle się okazało, że Zachód wyhodował sobie na piersiach potężnego, aroganckiego Smoka.

Oczywiście jak zwykle decydował egoizm i chęć zysku, Chiny były bardzo wygodne, można było kierować tam produkcję mało technologiczną, te wszystkie ubrania, zabawki itd., albo wręcz szkodliwą dla zdrowia i środowiska. Klasyką wręcz jest tu sytuacja z wydobyciem rud Ziem Rzadkich, które bardzo zatruwają okolice kopalń. W efekcie w końcu XX w. USA, drugi co do wielkości producent całkowicie zamknął kopalnie, importując z Chin większość ich produkcji. Tyle  że lekcji pokazowej nastąpił ciąg dalszy - gdy Chiny w swojej arogancji zaczęły straszyć blokadą dostaw tych niezwykle potrzebnych minerałów, władze USA zabrały się za szybką odbudowę wydobycia na nowych, nowoczesnych technologiach, planując znów osiągnąć drugie miejsce na świecie, jednocześnie zwiększając zakup u swoich sojuszników, jak Australia.

Jest to doskonały przykład całości obrazu - gdy Chiny według recepty Denga zgodnie współpracowały z resztą świata, szczególnie Zachodem,  nikt się ich nie bał mimo wzrostu potęgi.  Jednak potem nowe, przepełnione arogancją i chęcią rewanżu władze zajęły się kampanią straszenia sąsiadów, wojnami handlowymi z "niepokornymi" i próbami usunięcia Ameryki z Azji Wschodniej. Szczególnie niebezpiecznie sytuacja wygląda na Morzu Południowo Chińskim, gdzie coraz większa chińska flota zajmuje maleńkie wysepki, tworząc tam kolejne bazy lotnicze i morskie.

Jednocześnie, korzystając z ogromnych funduszy pochodzących z ograbienia własnych obywateli, Chiny prowadzą gigantyczną ekspansję gospodarczą w krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej, zaś jeszcze większy projekt "jedwabnego szlaku 2.0 "ma im zapewnić pełną hegemonię w Azji Centralnej. Korzystając z totalnej głupoty Trumpa, który zerwał porozumienia gospodarcze z sojusznikami w Azji i Europie, Chińczycy postanowili je skopiować, tyle że z sobą w roli centralnej.  Miał to być wstęp do zastąpienia wycofującej  się z polityki globalnej Ameryki w roli światowego Hegemona. Bardzo jednak pechowo dla Cesarza i jego Mandarynów Trump przegrał i pod wodzą nowej Ekipy Bidena-Harris Ameryka wróciła do gry. Natychmiastowa ofensywa dyplomatyczna ma na celu przywrócenie dawnych umów gospodarczych i statusu USA, jako głównego gwaranta bezpieczeństwa i rozwoju gospodarczego sąsiadów Chin. Już jest przygotowywana ogólna umowa w ramach tzw. Quadu, czyli USA, Indii, Australii i Japonii, do której mają się przyłączyć pozostali chętni, jak Tajwan.

W polityce wewnętrznej władze planują przywrócenie potęgi produkcyjnej Ameryki, która tak sprawnie wyemigrowała do Chin, jak również ściągnięcia nowych zagranicznych inwestycji. A będą to kolosalne projekty, np. największy na świecie producent mikroprocesorów, tajwańska firma TSCM zamierza zainwestować ponad 30 mld $ w superfabrykę w Arizonie, inne technologiczne koncerny depczą jej po piętach, zaś chyba wszystkich przebije Apple, który chce wpakować  w nowe inwestycje  na terenie USA 430 mld $ w 5 następnych latach. (O firmach Elona Muska przez grzeczność nie wspomnę :-)).

Trzeba pamiętać, że w br. wzrost PKB USA przewyższy Chiny, pozostaje tylko pytanie, o ile. Natomiast Chiny od lat liderują we wskaźniku wzrostu długu do PKB i ten trend tylko się nasila.  Wiele wskazuje na to, że we wzajemnej rywalizacji obu potęg właśnie jesteśmy świadkiem strategicznego przełomu, zarówno w stosunkach międzynarodowych jak gospodarce. Wszystkie wymienione przez mnie twarde fakty na to wskazują, a żadnych zasadniczych zmian w mentalności władz Chin nie widać.

Kto więc zostanie hegemonem na najbliższe dekady ? Wbrew pozorom odpowiedź jest bardzo prosta - wokół Chin jest kilkanaście państw, od Japonii poprzez Australię do Indii, których łączny PKB jest porównywalny nie tylko z Chinami, ale i USA. Również ludnościowo znacznie przeważają nad Chinami. Sama zaś najprostsza definicja Hegemona mówi, że jest nim te państwo, które ma największy wpływ na pozostałe w swojej Cywilizacji. W naszym przypadku chodzi o arenę globalną. Dlatego odpowiedź brzmi - Hegemonem będzie to państwo ( z dwóch kandydatów ), które potrafi zawrzeć Sojusz z omawianą grupą państw faktycznie skierowany przeciw swojemu rywalowi !

Dopiero gdy znamy tę odpowiedź, możemy łatwo zrozumieć zbrodniczą głupotę Trumpa, który pod hasłem - Ameryka first ! zerwał umowy sojusznicze i chciał wycofać się do domu, pozostawiając świat na łup Cesarza Chin. Ekipa Bidena-Harris po przejęciu władzy zdała sobie sprawę, że o tym,  kto będzie prawdziwym hegemonem, nie zadecyduje ani Ameryka, ani Chiny. To będzie zależeć od postawy wymienionej grupy państw, dlatego należy przekonać je, że ich interesy strategiczne znacznie lepiej zabezpieczy Sojusz z Ameryką, a nie z Chinami. Natychmiast też podjęli szeroką akcję dyplomatyczną, która właśnie obserwujemy. Jeśli Ekipa B-H jest tak dobra, jak mam nadzieję, to powinna zawrzeć zasadniczy pakt PATO ( łączący cechy NATO i Unii Europejskiej), tworząc największą na świecie Organizację Państw połączoną wspólnymi celami, zarówno w kwestiach bezpieczeństwa jak gospodarki. Dla tego strategicznego celu warto poświęcić nieco korzyści taktycznych na rzecz koalicjantów.

Na szczęście dla Amerykanów stary, mądry Deng już odszedł,  a nowy Cesarz i jego Mandaryni zwyczajnie nie potrafią myśleć w kategoriach sojuszy, kompromisów, pewnych taktycznych ustępstw.  Odwrotnie, stale straszą sąsiadów i odstręczają swoją arogancją. A przecież Deng mógłby im przypomnieć staropolskie przysłowie - na ocet much nie złapiesz :-).  W efekcie istnieje duża szansa, że nagle się obudzą, stojąc przed znacznie większym nawet od nich rywalem na dokładkę wspieranym przez Zjednoczoną Europę, czyli zawodnika w podobnej kategorii wagowej.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka