88 obserwujących
681 notek
1044k odsłony
  2447   2

Tusku na białym koniu

Ostatnio obserwowaliśmy prawdziwą burzę medialną wywołaną ciekawą historią o  możliwości objęcia przez Donalda Tuska funkcji senatora po uzupełniających wyborach i następnie zostania Marszałkiem Senatu.  Oczywiście miał to być wstęp do powrotu "syna marnotrawnego" na polską scenę polityczną i w zamyśle do zjednoczenia mocno rozsypanej oraz pogubionej Opozycji. Sam pomysł taktycznie jest bardzo ciekawy, chciałbym jednak przekazać kilka refleksji, które nasuwają się przy okazji.

Na początek taka bardziej ogólna - "od zawsze" trwa ożywiona dyskusja nad zaletami i wadami dwóch typów partii, Wodzowskiej podporządkowanej jednemu Liderowi oraz Demokratycznej, opartej o uregulowaną działalność polityczną na demokratycznych zasadach. Oczywiście demokratyczne zarządzanie organizacjami, w tym partiami jest znacznie uczciwsze i po prostu bardziej moralne, jednak doświadczenie praktyczne uparcie skrzeczy, że system wodzowski jest znacznie sprawniejszy, pod warunkiem posiadania prawdziwego, kompetentnego Lidera. Klasycznym przykładem jest sytuacja obecnej Opozycji, składającej się z kilku partii i organizacji, podejmującej decyzje w sposób demokratyczny i w oczywisty sposób niezdolnej do skutecznej ofensywy politycznej czy nawet promocyjnej.  Stąd powszechne oczekiwanie na kogoś, kto przyjdzie i pogoni bractwo do sensownej roboty.

W dziejach III RP mieliśmy sporo dobrych, sprawnych polityków, jednak prawdziwych, urodzonych Liderów, zdolnych do pociągnięcia za sobą mas zwolenników i stworzenia wielkich organizacji tylko trzech. Byli ( są ) nimi Lech Wałęsa, Jarosław Kaczyński i Donald Tusk. (Dla jasności - pomijam tu największego polskiego Lidera, czyli JP II, ponieważ to zupełnie inna historia).

Wałęsa był Liderem w naszej walce o Niepodległość  i żadna wściekła nagonka na niego toczona od 30 lat nie zmieni jego zasług oraz wielkości. Po jego odejściu pozostało tylko dwóch, kierujących, a nawet wręcz uosabiających dwie wielkie społeczne formacje, na jakie podzieliło się polskie społeczeństwo od dwóch dekad. Zgoda, wszyscy oni popełnili aż za dużo błędów, szczególnie personalnych a jeszcze więcej niesprawiedliwości, jednak to ich wzajemna rywalizacja definiuje polską rzeczywistość. Każdy z nich sformułował własną wizję rozwoju polskiego państwa i potrafił poprowadzić w tym kierunku wielką część społeczeństwa.

W bezpośrednim starciu Tusk po początkowym laniu wygrał 8 razy pod rząd i dopiero jego odejście (zwane przez "życzliwych" ucieczką) na wyższy europejski czy wręcz światowy poziom pozostawiło Polskę we władaniu Prezesa Kaczyńskiego. Jak silny jest mentalny wpływ Prezesa, może pokazać ciekawy fakt - we wszystkich oświadczeniach KOD-u, organizacji stworzonej dla walki z Kaczyńskim jego nazwisko jest wielokrotnie częściej wymieniane, niż nazwisko szefa KOD-u Kijowskiego. Było to niewątpliwie jedną z przyczyn klęski tego ciekawego i wielkiego ruchu...

Mam wrażenie, że po 6 latach porażek i bezsilności kierownictwo opozycyjnych partii pogodziło się z myślą,  iż tylko powrót Tuska do polskiej polityki da Opozycji znaczącą szansę na przejęcie władzy.  Uwaga - nie gwarancję, ale dużą szansę, podobnie jak Lewandowski dać może tylko szansę. Tyle że bez niego wszelkie szanse stają się mocno iluzoryczne. Patrząc zaś na nastroje wśród szerokich rzesz w obozie Opozycji, powrót Tuska zostałby powitany z nadzieją, jeśli nie entuzjazmem na przełamanie obecnego impasu.

Pozostaje więc drobiazg, czyli  podjęcie decyzji przez samego Tuska o powrocie i pogrążeniu się na najbliższych kilka lat w bardzo ciężkiej walce,  której sukces wcale nie jest taki oczywisty.  Aktualnie posiada status politycznego celebryty na europejskich salonach, znają go i liczą się w gronach decyzyjnych na całym Zachodzie. Musiałby porzucić wygodne, pełne zaszczytów życie w przyjaznym środowisku na rzecz być może najtrudniejszej walki w życiu, z całkowitą pewnością wściekłej nagonki w mediach publicznych i prawicowej społeczności i ciężkiej harówki bez odpoczynku zamiast wygodnej emerytury. Zaś nawet zwycięstwo oznaczać będzie jeszcze więcej pracy i kłopotów pod ciśnieniem zaciekłej plemiennej walki w podzielonej na pół Polsce. Dlatego szczerze mówiąc, wcale nie jestem pewien, jaką podejmie decyzję.

Jestem absolutnie przekonany, że w najlepszej wierze politycy Opozycji powinni przekonać Tuska do powrotu - czasy są coraz ciekawsze, po wstrząsie Pandemii świat wcale nie powróci do normalności. Dla chcących widzieć staje się jasne,  że Zachód przechodzi do kontrofensywy i ilość napięć tylko będzie rosnąć, również obok naszych granic.  Tymczasem Dobra Zmiana nie ma kompletnie pomysłu na dalszy strategiczny kierunek rozwoju Polski, zarówno w sprawach zagranicznych jak i koniecznej rewolucyjnej reformie technologicznej, rozpoczynającej się na Zachodzie. Tkwimy tutaj w ciemnej mgle, udając, że nic się nie dzieje. Piszę MY, ponieważ i narracji Opozycji nie widać, być może mają opracowane dokładne programy,  jednak do przestrzeni medialnej nie potrafili się przebić. Tusk ze swoimi światowymi kontaktami i umiejętnością tworzenia spójnej narracji jest więc wręcz niezbędny.

Oczywiście na Prawicy, w wielkim obozie Dobrej Zmiany jeśli nie świadomie, to do głębi duszy zdają sobie z zagrożenia, stąd wysyp publicystów ( propagandystów) lub blogerów gotowych na sam dźwięk słowa Tusk zerwać się z łańcucha. Ewentualny powrót Tuska stanie się hasłem do nagonki przewyższającej wszelkie poprzednie, w tym na "Bolka" czy na Sprawców Zamachu Smoleńskiego. Myślę, że szereg komentów pod tym tekstem powinien być dobrym prognostykiem tej kampanii :-). Przy czym specjalnie sie im  nie dziwię, na ich miejscu sam bym się bał ...


Lubię to! Skomentuj118 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka